Bronisław Komorowski: Staliśmy się odmieńcami politycznymi w demokratycznym, cywilizowanym świecie

- Kiedyś wszyscy by się wstydzili tego rodzaju zachowań. A dziś obaj panowie tym się chwalą, cieszą, że to politycy, a nie sędziowie mówią, jaki będzie wyrok Sądu Najwyższego. W moim przekonaniu Polska stacza się w ciemną otchłań, gdzie są wyłączone mechanizmy regulowane prawem na rzecz mechanizmów, które wynikają z widzimisię polityków - stwierdził były prezydent.
Zobacz wideo

 Bronisław Komorowski odniósł się w TOK FM do porozumienia, które zawarł Jarosław Gowin z Jarosławem Kaczyńskim. Dwóch posłów ustaliło, że Sąd Najwyższy stwierdzi nieważność wyborów 10 maja na skutek "ich nieodbycia". - To, co się wydarzyło w Polsce i to, co ma się wydarzyć, to nie jest normalność, to jest nienormalność. Odchodzenie od norm demokratycznych na rzecz dziwnego podejmowania strategicznych decyzji, nie w imię prawa, ale w imię woli politycznej konkretnych osób, konkretnych środowisk demokratycznych - stwierdził na antenie TOK FM Bronisław Komorowski.

Pytał retorycznie: - Jaki to jest mechanizm, który powoduje, że ogłoszone wybory zostają unieważnione, zapowiedziane, że tracą ważność?

Kategorycznie stwierdził, że "podstawowa norma państwa demokratycznego, jaką jest niezależność i prymat prawa nad decyzjami politycznej natury została złamana" zapowiedziami polityków, jaki będzie wyrok Sądu Najwyższego. Nowego prezesa Sądu Najwyższego - Kamila Zaradkiewicza nazwał "nominatem politycznym". 

- Kiedyś wszyscy by się wstydzili tego rodzaju zachowań. A dziś obaj panowie tym się chwalą, cieszą, że to politycy a nie sędziowie mówią, jaki będzie wyrok Sądu Najwyższego. W moim przekonaniu Polska stacza się w ciemną otchłań, gdzie są wyłączone mechanizmy regulowane prawem na rzecz mechanizmów, które wynikają z widzimisię polityków - mocno stwierdził były prezydent. 

- To wszystko nas czyni nas odmieńcami politycznymi, jeśli chodzi o mechanizmy demokratyczne, przyjęte w cywilizowanym świecie - dodał. 

Rządzący nie myślą o bezpieczeństwie Polaków

Podkreślił też, że widać, że Prawu i Sprawiedliwości się spieszy i że chce, jak najszybciej przeprowadzić wybory, "w bardzo dziwnej formule".

- Za tą kalkulacją stoi myśl o czysto politycznym interesie a nie bezpieczeństwie zdrowotnym Polaków. Każdy, kto myśli o zdrowiu Polaków by się starał, przeprowadzić wybory jak najpóźniej, aby nie w czasie apogeum epidemii - mówił Bronisław Komorowski na antenie TOK FM.

- Rządzący wiedzą, że niedługo będą negatywne skutki gospodarcze związane z epidemią i wcześniejszymi decyzjami rządu i wolą dlatego wybory w czerwcu, a nie na jesieni i świadomie ryzykują zdrowiem i życiem Polaków - tłumaczył dalej. 

Potwierdził przypuszczenia prowadzącej Wywiad polityczny Karoliny Lewickiej, że porównanie z PRL-em, czasem komunistycznym nasuwa się samo. - To niestety jest jeden ze skutków polityki Prawa i Sprawiedliwości, która świadomie łamała wiarę Polaków w mechanizm demokratyczny, w państwo prawne. Lansowała tezę, ze wybory to kwestia polityków, a nie społeczeństwa i obywateli - stwierdził. 

Małgorzata Kidawa-Błońska zapłaciła cenę za pryncypia

Rozmowa zeszła też na kandydaturę Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. - Jako jedyna z kandydatów wykazała charakter. - Miała odwagę powiedzieć, że nie będzie brała udziału w farsie wyborczej. Inni taktyczyli, żeby coś ugrać, odeszli od pryncypiów i oskubali z poparcia Małgorzatę Kidawę-Błońską, ale bez budowania swoich własnych większych szans. Ona zapłaciła za to bardzo wysoką cenę - powiedział były prezydent, ale przyznał, że sam też nie wziąłby udziału w takich wyborach i zachęcałby do ich bojkotu.

Stwierdził też, że opozycja powinna zdobyć się na ponową próbę znalezienia wspólnego sposobu zachowania się wobec decyzji Prawa i Sprawiedliwości.

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

DOSTĘP PREMIUM