Konstytucjonalistka: Nie wydarzyło się nic, co spowodowałoby, że wybory 10 maja się zdezaktualizowały

Tak naprawdę wybory są cały czas zarządzone na 10 maja, natomiast już od jakiegoś czasu wiemy, że - z przyczyn technicznych i organizacyjnych - nie mogą się odbyć. Nie ma również możliwości przełożenia tego terminu, ponieważ kompetencja marszałka Sejmu do wyznaczenia terminu wyborów ma charakter jednorazowy - mówi w rozmowie z TOK FM Prof. Anna Rakowska-Trela.
Zobacz wideo

Pani profesor, w jakiej sytuacji politycznej dziś jesteśmy? Mamy wybory 10 maja czy nie mamy? 

Prof. Anna Rakowska-Trela, adwokatka, konstytucjonalistka z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego: Sytuacja jest niezwykle trudna. Tak naprawdę wybory są cały czas zarządzone na 10 maja, natomiast już od jakiegoś czasu wiemy, że - z przyczyn technicznych i organizacyjnych - nie mogą się odbyć. Nie ma również możliwości przełożenia tego terminu, ponieważ kompetencja marszałka Sejmu do wyznaczenia terminu wyborów ma charakter jednorazowy. Jakiekolwiek przełożenie terminu wiązałoby się z wielkimi komplikacjami związanymi z kalendarzem wyborczym, ale też z prawami osób, które być może mogłyby kandydować, gdyby nie nastąpiło przełożenie terminu wyborów.

Czyli rozumiem, że mamy wybory zaplanowane na 10 maja, które w pani opinii, w myśl obowiązujących przepisów, powinny się odbyć.

Tak, termin jest obowiązujący, zgodnie z postanowieniem marszałka Sejmu z lutego. Nie wydarzyło się nic, co spowodowałoby, że te wybory się zdezaktualizowały. Nie wprowadzono stanu nadzwyczajnego ani nie nastąpiło żadne inne nadzwyczajne wydarzenie, które spowodowałoby, że te wybory się nie odbędą.

To z praktycznego punktu widzenia, będzie cisza wyborcza czy też nie?

Tak, cisza wyborcza rozpoczyna się na 24 godziny przed dniem głosowania. Póki wiemy, że mamy wybory 10 maja, to rzeczywiście w dniu poprzedzającym wybory powinniśmy być już w stanie ciszy wyborczej. Nie ma to chyba jednak w obecnej sytuacji większego znaczenia, dlatego, że debata publiczna, agitacja, kampania wyborcza już od dawna w praktyce niemal się nie toczy. Rozmawiamy tylko o tym, czy wybory będą, kiedy będą, w jakiej formie będziemy głosować - a to nie jest dyskusja, którą cisza wyborcza by wyłączała.

Wiemy, że dwaj politycy Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin podpisali oświadczenie w sprawie wyborów. Chodzi m.in. o unieważnienie tych zarządzonych na 10 maja. Czy to w ogóle możliwe?

W moim przekonaniu, nie ma ku temu żadnych podstaw. Zgodnie z Konstytucją, Sąd Najwyższy stwierdza ważność wyborów, a wyborcy mają prawo do składania protestów wyborczych. Te przepisy uszczegóławia Kodeks Wyborczy, który wskazuje m.in., że wyborcy mają 14 dni od ogłoszenia wyników wyborów na złożenie protestu wyborczego. Taki sam czas ma Państwowa Komisja Wyborcza na złożenie sprawozdania z przebiegu wyborów. Z kolei w terminie 30 dni od dnia ogłoszenia wyników Sąd Najwyższy stwierdza ich ważność.

Pytanie, czy w sytuacji, jaką mamy, te terminy w ogóle zaczną biec?

Nie, nie zaczną, bo nie będą ogłoszone wyniki wyborów. A to jest początkowy moment tego procesu. Nie będą ogłoszone wyniki wyborów, dlatego, że wybory nie zostaną przeprowadzone do końca. W takiej sytuacji nie będzie ani sprawozdania PKW, ani protestów. Sąd Najwyższy nie będzie więc dysponował żadnymi podstawami do stwierdzenia ważności wyborów.

Pojawiają się głosy, że można ustalić nowy termin wyborów.

W zamyśle polityków, ten nowy termin powinien być określony - jak rozumiem - zgodnie z art. 128 ustęp 2 Konstytucji, czyli, że wybory powinny być zarządzone nie później niż w 14 dniu po dniu zaistnienia tej sytuacji, a data wyborów powinna być zarządzona na dzień wolny od pracy, przypadający w ciągu 60 dni od dnia zarządzenia wyborów.

To byłoby zgodne z Konstytucją?

Właśnie nie. Nie ma bowiem podstaw ani do tego, by Sąd Najwyższy stwierdził nieważność wyborów, ani do tego, aby zastosować ten właśnie, nadzwyczajny, konstytucyjny tryb, który jest przewidziany na wypadek opróżnienia urzędu prezydenta.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM