Zandberg o wyższym zasiłku dla bezrobotnych."Państwo musi zacząć wywiązywać się ze swoich obowiązków"

Zdaniem Adriana Zandberga obecne wsparcie państwa dla osób bezrobotnych jest zdecydowanie niewystarczające. - Dzisiaj, jeżeli traci się pracę, to dostaje się po prostu głodowy zasiłek dla bezrobotnych. Za ten zasiłek nie da się biologicznie przetrwać - ocenił. Warto przypomnieć, że do tej pory - w związku z pandemią koronawirusa - nie wprowadzono żadnych dodatkowych rozwiązań dotyczących bezrobotnych. A wszystkie prognozy mówią, że bez pracy będzie coraz więcej Polaków.
Zobacz wideo

Zdaniem lidera Razem w momencie obecnego kryzysu państwowa pomoc dla małych firm jest oczywista i konieczna. Inaczej jednak powinniśmy patrzeć na duże przedsiębiorstwa. - Ktoś, kto ma potężną firmę, która kontroluje kilkadziesiąt procent rynku w danej branży, znajduje się w sytuacji innej. Ma inne zasoby, inną poduszkę finansową. To, o co ja zawsze apeluję o to, żeby nie mieszać ze sobą tych dwóch grup, bo to moim zdaniem jest bez sensu i ze szkodą dla tych małych - ocenił Adrian Zandberg w Poranku Radia TOK FM.  

Polityk zwrócił też uwagę, że "nie ma takiej jednej grupy jak przedsiębiorcy". - W zupełnie innej sytuacji jest ktoś, kto ma swoją małą jednoosobową działalność gospodarczą, bardzo niewielkie zasoby, bardzo niewielką poduszkę finansową i w sytuacji kryzysu, który przyniósł koronawirus, jest w sytuacji dramatycznej. Ale to jest zupełnie inna sytuacja niż ta, w której znajduje się ktoś, kto jest miliarderem - mówił rozmówca Jana Wróbla. 

Wyższy zasiłek dla bezrobotnych i "świadczenie kryzysowe"

Zandberg przekonywał także, że obecne wsparcie dla osób bezrobotnych jest zdecydowanie niewystarczające. - Dzisiaj, jeżeli traci się pracę, to dostaje się po prostu głodowy zasiłek dla bezrobotnych. Za ten zasiłek nie da się biologicznie przetrwać. To jest poniżej 600 zł. Mamy system na dodatek, w którym zaledwie kilkanaście procent ludzi, którzy tracą pracę, jest uprawnionych do zasiłku. To jest coś, co po prostu nie działa i co zupełnie nie przypomina systemów zabezpieczenia społecznego z krajów Europy Zachodniej - stwierdził. 

Dlatego Lewica przygotowała projekt dotyczący zwiększenia wsparcia dla osób tracących pracę. - Działa on według prostej zasady: świadczenie dla bezrobotnego to jest połowa ostatniej pensji. Oczywiście w rozsądnych granicach. Ta zasada przeliczeniowa obowiązuje do wysokości średniej krajowej. Tak, by po prostu nie zostawiać ludzi na lodzie. Bo dzisiaj jest niestety tak, że ludzie na lodzie zostają - powiedział gość TOK FM oraz dodał, że ma o to "wielki żal do rządu". - Mijają miesiące, rozmawiamy bardzo dużo o przedsiębiorcach, pojawiają się kolejne tarcze, kolejne miliardy złotych kierowane na pomoc pośrednią czy bezpośrednią dla przedsiębiorstw, natomiast, jeżeli chodzi o ludzi, którzy pracę tracą - a tych ludzi jest coraz więcej i według wszystkich przewidywań będzie ich coraz więcej - to rząd ciągle mówi "nie teraz", "później", "kiedyś się tym zajmiemy". A ci ludzie nie mogą czekać - podkreśłił poseł.

Co dokładnie jeszcze zakłada projekt? Lewica chce także, by w trakcie epidemii wypłacane było "świadczenie kryzysowe" w wysokości 2100 zł na rękę. - A później, kiedy kryzys się nie skończy, kiedy bezrobocie nadal będzie wysokie, nowy, realny system wsparcia dla osób, które tracą pracę - podkreślił gość Poranka Radia TOK FM. 

Według Zandberga "państwo po prostu musi zacząć wywiązywać się ze swoich obowiązków". -  A podstawowy obowiązek państwa jest taki, że kiedy ktoś znajduje się w potrzebie, w dramatycznej sytuacji życiowej, to państwo wyciąga do niego rękę. Bo po to płacimy przez całe życie podatki i składki, żeby móc liczyć w kryzysowej sytuacji na wsparcie - podsumował. 

Całej rozmowy posłuchasz wygodnie na telefonie dzięki aplikacji TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM