Min. Ardanowski: Działanie obrońców praw zwierząt jak hitlerowska propaganda przeciwko Żydom

Minister rolnictwa w wywiadzie dla "Wprost" stwierdził, że "działanie tak zwanych obrońców praw zwierząt jest podobne do całej propagandy hitlerowskiej wymierzonej przeciwko Żydom czy Słowianom".
Zobacz wideo

Min. Jan Krzysztof Ardanowski do ulubieńców obrońców praw zwierząt nie może się zaliczać. To on stoi za restrykcyjnymi przepisami pozwalającymi strzelać do dzików. To on całkiem niedawno próbował umieścić w tzw. tarczy antykryzysowej zapisy, które radykalnie ograniczyłby możliwości interwencji np. w przypadku maltretowania zwierząt czy trzymania ich w złych warunkach. 

Minister daje odpór krytykom w rozmowie z "Wprost". "Spodziewałem się tego hejtu, ale może nie aż tak dużego. Epitety, wyzwiska, grożenie mi śmiercią. To jest mniej więcej podobne – i użyję tego porównania – jak cała propaganda hitlerowska wymierzona przeciwko Żydom czy Słowianom. To są te same słowa – gdzie ktoś powinien zgnić i na jakiej gałęzi wisieć. I to są ponoć elity społeczne, ludzie empatyczni, wrażliwi wobec braci mniejszych, którzy tak bardzo wczuwają się w sytuację zwierząt, a tak się zachowują wobec ludzi. (...) To rolnicy dbają o zwierzęta, nie ekolodzy. Idzie wielki atak na rolnictwo. Krytykowanie rolników ze względów ideologicznych, zabranianie jedzenia mięsa, twierdzenie, że mleko jest szkodliwe, że hodowla bydła polega na gwałceniu krów. I ktoś przy zdrowych zmysłach opowiada takie rzeczy? To jest pewna cywilizacyjna wojna, która toczy się z rolnictwem. Organizacje tzw. obrońców praw zwierząt doskonale wpisują się w ten cały mechanizm" - mówił w wywiadzie Ardanowski. 

"Może polegnę z tego powodu, ale uważam, że trzeba zweryfikować podejście do rolnictwa ze strony tych zadowolonych z siebie i własnej postawy życiowej, z tej miłości do zwierząt, ludzi, którzy pełną garścią korzystają z tego, co rolnicy im dostarczają. Nie chodzą głodni, korzystają z pracy rolników, tolerują to, że nisko zarabiają" - dodał szef resortu rolnictwa w rozmowie z "Wprost".

Do tej pory kontrowersyjny zapis nie znalazł się w pakietach rządowych przepisów, Jak stwierdził sam min. Ardanowski, nie wie, czy "ten zapis znajdzie się w tarczy kryzysowej, to decyzja rządu". "Wszyscy się boją tych organizacji ekologicznych, bo robią tak wielki hałas. Stworzono gigantyczny biznes pod nazwą – odbieranie zwierząt. Biznes tylko w części oparty o szlachetne pobudki. Najczęściej to brutalne zarabianie" - oskarżał minister.  

DOSTĘP PREMIUM