Stawiszyński: Wirtualna fikcja ma wielką uwodzicielską moc, ale konsekwencje mogą być realne

Istnieje świat, w którym nawet najbardziej skomplikowane problemy rozwiązuje się w mgnieniu oka. Świat, w którym dylematy będące przedmiotem intensywnego namysłu pokoleń myślicieli, stają się cudownie proste
Zobacz wideo

Świat, w którym nie istnieją światłocienie i niuanse, królują natomiast światłość i ciemność, biel i czerń, plus i minus. Świat, w którym zachodzi zjawisko bezprecedensowe: eidetyczny wgląd w najbardziej nawet skomplikowaną sytuację uzyskuje się nie mając o niej często najdrobniejszego nawet pojęcia. W tym świecie nie trzeba wkładać wysiłku w zdobywanie kompetencji i wiedzy, dostaje się je w pakiecie – z opcją natychmiastowego korzystania. Niczym w słynnej scenie z filmu – nomen omen - "Matrix", w której wszelkie najbardziej skomplikowane techniki Kung Fu zostają w Keanu Reevsie zainstalowane, jakkolwiek to brzmi, w ciągu bodaj kilkudziesięciu sekund.

Każdy, kto przekracza próg tego świata – a może go dzisiaj przekroczyć niemal każdy – przechodzi podobną błyskawiczną edukację. W jednej chwili staje się – i nie ma tu żadnej przesady – istotą dosłownie omnipotentną, posiadającą momentalny dostęp do całego dorobku ludzkości oraz dowolnego momentu w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.

A co najważniejsze, zyskuje natychmiastowo także absolutną władzę sądzenia. Staje się miniaturowym, jednoosobowym trybunałem, który jest być może mikrych rozmiarów, ale którego położenie jest analogiczne do położenia słynnego Alefu z opowiadania Jorge Loisa Borgesa: widać zeń cały wszechświat. Jurysdykcja tego trybunału nie ma granic. Rozciąga się wszędzie. Obejmuje wszystko. A trybunał produkuje wyroki seryjnie, bo – trzeba przyznać – jest to przecież działanie ekscytujące.

Rozstrzygający głos w każdej kwestii

Opiniuje ludzi, ich działania, wygląd, przekonania. Sprawy trudne i łatwe. Pogmatwane i proste. Jeśli gdziekolwiek w jego aktualnym polu widzenia toczy się dyskusja, przyłącza się do niej, a następnie autorytatywnie orzeka jak się sprawy mają. W ogóle można powiedzieć, że swoiste "dążenie do rozstrzygnięcia" jest w jego strukturę wpisane niczym prawa fizyki w świat cząsteczek. Gdzie się pojawi, tam pragnie rozstrzygać. A najchętniej – wystawiać świadectwa moralności. Sam zawsze czysty i nieskalany, zażarcie tropi u innych wszelkie przejawy niedoskonałości. Idealny, reaguje z niespotykaną czujnością na jakiekolwiek odstępstwa od perfekcji, której złotym wzorcem rozporządza w sposób bezdyskusyjny. I którego jest oczywiście uosobieniem.

Jego detektory są zawsze włączone. Niezawodnie mierzą winę lub jej brak. Jeśli orzekną winę, nie ma od niej odwrotu, bo od wyroków tego trybunału nie można się odwołać. To znaczy można, ale w tym świecie – to jego osobliwa cecha – odwołują się tylko winni. Jeśli chcą przedstawić jakiś argument na swoją obronę, jeśli starają się zabrać głos i zanegować zarzuty – znaczy to niechybnie, że są winni właśnie. Ktokolwiek bowiem zostaje tam nazwany winnym, ten jest winnym z mocy samego nazwania. W żadnym innym świecie performatywna (sprawcza) funkcja języka nie jest rozwinięta w stopniu tak zaawansowanym. Słowa generują tu całe światy, zmieniają trajektorie, odwracają wektory. Tworzą i niszczą. Niosą prestiż i chwałę, albo wręcz przeciwnie – infamię i despekt. Definiują dobro i zło, światło i ciemność.

Dwa światy

No właśnie, na te dwie siły, na te dwa uniwersa doskonale dzieli się ten świat, nie pozostawiając nawet jednej tysięcznej po przecinku. Nigdy się one nie mieszają, nigdy na siebie nie zachodzą. Bytują w postaci doskonale czystej, w stanie specyficznej synchronii, której idealna podwójność spełniłaby na pewno nawet tak potężnie wyśrubowane standardy jakimi rozporządzał legendarny Mani, kiedy tworzył swój malowniczy system religijny. 

Ponieważ te substancje, te dwie kosmiczne zasady istnieją w stężeniach tak niezakłóconych i nigdy się ze sobą nie mieszają – nie ma żadnego problemu z ich identyfikacją. Co dobre, a co złe, co jasne, a co ciemne, może orzekać zatem a'priori każdy tego świata bywalec, a orzeczenie to ma zarazem moc sprawczą. Jest to, przyznajmy, zdolność na tyle potężna, że korzystanie z niej z pewnością dawać musi wiele ekscytacji. I nie tylko ekscytacji, ale również poczucia siły, moralnej czystości, wyższości, władzy, pozycji, prestiżu – oraz wielu innych dyspozycji, które także w tym świecie, tu nie ma różnicy, dają jednostce wrażenie, że może choćby na chwilę zapanować nad nieznośnymi składnikami swojej egzystencji: skończonością, śmiertelnością, ograniczonością, niepewnością i lękiem.

Siła stada

Bywa nader często, że do każdego takiego pojedynczego wyroku, do każdego takiego pojedynczego orzeczenia, zaczynają lawinowo dołączać się kolejne. Jest to – o tym dotąd nie wspomnieliśmy – w ogóle jedna z podstawowych funkcji takiego orzecznictwa. Robi się to także po to, żeby uzyskać aprobatę innych orzekających. Im więcej bowiem takich samych orzeczeń zostanie wydanych w towarzystwie tego jednego, tym więcej prestiżu i uznania zakumuluje trybunał, który je wydał. Tym pewniej i przyjemniej się będzie czuł. Tym mocniejsza – przynajmniej chwilowo – będzie jego pozycja względem innych trybunałów.

Takie zbiorowe orzecznictwo przebiega zazwyczaj w atmosferze ogromnego emocjonalnego wzmożenia. Rozgrzewa do czerwoności. Podsądny, pardon, skazany – kategoria "podsądny" tu przecież nie działa – zostaje natychmiast poddany gremialnej wiwisekcji. Widziany na wskroś – nie ma przed orzekającymi żadnych tajemnic. Znane są im jego motywacje, spisywane na bieżąco są czyny i rozmowy. Odwołania natomiast, jak już powiedzieliśmy, wskazują wyłącznie, że obiekt został trafnie wytypowany.

Święta izolacja

W podobny sposób orzeka się o rozmaitych przekonaniach i poglądach. Dzielą się one na właściwe i niewłaściwe, dobre i złe, ciemne i jasne, głupie i mądre. Na takie, których posiadanie trybunały zezwalają i na takie, których posiadanie jest bezwzględnie zabronione.

Tutaj należy się mały przypis. W różnych obszarach tego świata trybunały grupują się wedle odmiennego stosunku do poszczególnych ludzi albo przekonań. Co w jednym miejscu gloryfikowane, ukochane i wskazane, to w innym właśnie niedozwolone, a bywa, że obwarowane jakimiś drapieżnymi sankcjami. Co w danej grupie uchodzi za kanon dobrego smaku i konwenansu, to w innej uznawane bywa za przejaw najstraszliwszego barbarzyństwa.

Te wzajemne niechęci i odwrócenia praktykowane są w poszczególnych grupach z zachowaniem zasad daleko idącego społecznego dystansu. Grupy starannie pilnują bowiem zazwyczaj, żeby nie natknąć się na przedstawicieli tych grup, w których na sprawy patrzy się inaczej. A jeśli spotkanie mimo wszystko nastąpi – żeby przypadkiem nie doszło do rozmowy. A jeśli już dojdzie – żeby użyć w niej pojęć odzwierciedlających podstawowe reakcje, jakie przedstawiciele tych grup mają w momencie spotkania z przeciwnikami. To znaczy – szyderstwo lub oburzenie.

Z rzeczy nieuznawanych w danej grupie, najczęściej się szydzi, albo się nimi oburza. O tym jaka emocja zostanie tutaj uruchomiona, decyduje zazwyczaj przypadek. I znowu – działa tutaj analogiczny mechanizm, jak w przypadku orzecznictwa. Stawka więc idzie o to, czyja emocja podana zostanie w sposób tak atrakcyjny i wysycony, że się do niej zechcą przyłączyć inni szydzący lub oburzeni.

Akumulują się w ten sposób emocje, akumuluje się prestiż, wytwarza się to specyficzne, przyjemne i skądinąd ludziom bardzo potrzebne poczucie wspólnoty.

Daleko, a jednak blisko

Osobliwą jednak właściwością tego świata – w którym oczywiście istnieje też wiele miejsc zupełnie nie spełniających powyższego opisu, wiele miejsc, w których dzieją się sprawy wspaniałe, prowadzone są ciekawe dyskusje, nawiązywane znajomości i więzi – jest ścisła, choć umykająca często ze świadomości więź ze światem zupełnie innym.

Ze światem, w którym wiele problemów jest nierozwiązywalnych. Inne zaś są tak skomplikowane, że się ich nie da podać w żadnym skrótowym podsumowaniu. Ze światem, w którym dobro i zło, światło i ciemność, istnieją w ilości znacznie mniejszej, dominują zaś światłocienie i setki, a może tysiące odcieni szarości. Ze światem, wreszcie, w którym żyją istoty niedoskonałe, niepewne, zalęknione, nie będące ani wszechmocnymi rycerzami moralności, ani też wszechwiedzącymi ekspertami od wszystkiego. Istoty przeżywające całą gamę emocji – rozpacz, radość, strach, miłość, nienawiść. Istoty wiedzione najdziwniejszymi motywacjami, mówiące jedno, a robiące drugie, tworzące wizerunki odbiegające od faktyczności, fasady inne niż wnętrza. Istoty omylne, popełniające błędy, ulegające łatwym odruchom, w toku swojej historii dokonujące rzeczy strasznych pod egidą wielkiej szlachetności. Istoty podlegające całej ogromnej masie uwarunkowań, ograniczeń, a także zakrzywień poznawczych, które powodują, że widzą bardzo często nie to, co jest, ale to, co by chciały, żeby było. Istoty wchodzące ze sobą w całe nieprawdopodobnie skomplikowane siatki relacji. Plączące się w tym i nieruchomiejące. I wreszcie, istoty skończone, cierpiące, podlegające procesom starzenia się, przemijania, rozpadu. Nieprzypominające więc wcale istot z tego innego świata, nieprawdaż?

To my sami

A jednak mowa o tych samych istotach. To znaczy o nas mowa. O nas, którzy – tego się już pewnie zdążyliście domyślić – wchodząc w sferę wirtualną zaczynamy zachowywać się głęboko inaczej niż w życiu realnym. I głęboko inaczej, niż nam to umożliwia nasza faktyczna sytuacja w świecie, nasza faktyczna ludzka kondycja.

Wirtualna fikcja ma wielką uwodzicielską moc. Zmienia nas w kogoś, kim nie jesteśmy. Maluje przed nami świat, którego nie ma.

Niestety nierzeczywiste działania naszych nierzeczywistych awatarów w nierzeczywistym świecie skutkują często bardzo rzeczywistymi konsekwencjami.

Wchodząc do sieci, dobrze jest o tym pamiętać.

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

DOSTĘP PREMIUM