Jacek Sasin, minister od porażek specjalnych. Czy przez fiasko wyborów w maju zostanie odsunięty na boczny tor?

Jacek Sasin próbował już powiększać Warszawę - nie udało się. Wcześniej chciał zostać jej prezydentem - też bezskutecznie. Teraz wziął się za organizację wyborów kopertowych w czasach pandemii i też nie wyszło. Czy polityk PiS wyczerpał już limit swoich porażek?
Zobacz wideo

Jacka Sasina można określić politykiem od zadań specjalnych. Prawo i Sprawiedliwość chętnie wysyła go na odcinki trudne, budzące pewne kontrowersje i czasami z góry skazane na porażkę. Nieudana organizacja wyborów kopertowych to tylko jeden z przykładów. Podobnych wpadek minister miał więcej.

Choć od kilku lat Sasin działa w "dużej" polityce, to swoją karierę zaczynał na szczeblu samorządowym. Był kierownikiem urzędu stanu cywilnego, a potem wiceburmistrzem warszawskiego Śródmieścia. "On na tej funkcji wyrósł. Był zupełnym przeciwieństwem sztywnego, nudnego i wkurzającego wszystkich Mariusza Błaszczaka [który w tym czasie był burmistrzem - red.]. W PiS szybko zauważyli, że to sprawny gość, a ponieważ mieli problemy kadrowe, to pojawiło się mocne ssanie w górę" - pisała w 2014 roku "Polityka", cytując wypowiedź jednego z radnych PO.

Z samorządu Sasin szybko awansował do administracji rządowej - choć wciąż blisko związanej m.in. z Warszawą. W styczniu 2006 roku został bowiem wicewojewodą mazowieckim, a rok później wojewodą w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.

I bitwa o Warszawę

W 2007 roku zrobiło się o nim głośno ze względu spór z Hanną Gronkiewicz-Waltz. Jako wojewoda Sasin wygasił jej mandat prezydenta Warszawy w związku ze zbyt późnym złożeniem oświadczenia majątkowego dotyczącego działalności gospodarczej jej męża. 

Prezydent z ratusza odejść nie chciała. Przekonywała, że wskazanego oświadczenia składać nie musiała, bo firma jej męża - choć zarejestrowana w stolicy - nie prowadziła tam działalności. Samorządowcy z PO przekonywali też, że utrata mandatu za spóźnienie z oświadczeniem to nazbyt surowa kara, niezgodna z konstytucją. Złożyli w tej sprawie wniosek do Trybunału, a ten stanął po ich stronie. Niedługo potem decyzję Sasina o wygaśnięciu mandatu Gronkiewicz-Waltz unieważnił także Warszawski Sąd Administracyjny.

Prawie burmistrz

W 2007 roku Sasin po raz pierwszy wystartował w wyborach w tzw. warszawskim obwarzanku. Chciał zostać senatorem z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Nie udało się.

Kiedy skończyły się rządy PiS w 2007 roku - przeniósł się do Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Najpierw pełnił rolę doradcy, później wiceszefa kancelarii. Na własny wniosek odszedł z niej w lipcu 2010 roku, po katastrofie smoleńskiej.

Pod koniec 2010 roku Sasin chciał wrócić do stołecznego samorządu. Został nawet wybrany na stanowisko burmistrza Pragi Północ, co było ogromnym zaskoczeniem, bo dzielnicą rządziła wówczas koalicja PO i SLD. O jego wyborze zdecydowały głosy radnych PiS, lokalnej Praskiej Wspólnoty Samorządowej i prawdopodobnie jeden głos z PO (głosowanie było tajne). Zdziwiona nagłym obrotem sytuacji Platforma przerwała obrady rady i uniemożliwiła wybór kolejnych członków zarządu dzielnicy. Ostatecznie zarząd komisaryczny powołała Pradze Północ prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz, która - jak nie trudno się domyślać - nie uwzględniła w swoim wyborze Jacka Sasina.

II bitwa o Warszawę

W 2011 roku Sasin ponownie wystartował w wyborach i tym razem zdobył mandat posła. Jednak jego kariera polityczna nabrała tempa dopiero w 2014 roku, gdy został kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Warszawy. O stanowisko znów walczył z Hanną Gronkiewicz-Waltz, ubiegającą się wówczas o reelekcję.

Flagową obietnicą Sasina była darmowa komunikacja miejska dla osób płacących podatki w stolicy. Deklarował też m.in. wprowadzenie 90-procentowej bonifikaty za wykup mieszkań komunalnych i gabinety dentystyczne w każdej szkole. Z wynikiem 28 proc. poparcia wszedł do drugiej tury (Gronkiewicz-Waltz miała 47 proc.). Ostatecznie wybory jednak przegrał, zdobywając 41 proc. poparcia.

III bitwa o Warszawę

Na porażce wyborczej bitwy Jacka Sasina o stolicę się nie zakończyły. W 2017 roku to on był twarzą ustawy zakładającej "powiększenie" Warszawy o 32 okoliczne gminy i utworzenie z nich wielkiej metropolii z jednym prezydentem i wspólną 50-osobową radą. PiS przekonywało, że chce w ten sposób wzmocnić pozycję stolicy, która "zasłużyła na to, by być wielką metropolią". Zaś zdaniem opozycji, był to po prostu sposób na "odbicie" Warszawy z rąk Platformy.

Pomysł szybko wzbudził kontrowersje - głównie wśród samorządowców i mieszkańców gmin, które wbrew swojej woli miały zostać dołączone do stolicy. Ruszyła fala lokalnych referendów, w których pomysł forsowany przez Sasina ponosił sromotne porażki. Ostatecznie sam poseł został zmuszony do wycofania tego projektu.

Sasin zawsze był uważany za polityka cieszącego się dużym zaufaniem Jarosława Kaczyńskiego. Wcześniej był też bliskim współpracownikiem jego zmarłego brata, a po katastrofie smoleńskiej jednym z głównych inicjatorów postawienia pomników smoleńskich w Warszawie. Dlatego wiele osób dziwiło się, że po wygranych przez PiS w 2015 roku wyborach nie otrzymał żadnej istotnej funkcji w rządzie. On sam tłumaczył to krótko tym, że "w Sejmie też jest dużo pracy i ktoś musi ją wykonywać". Przełom nastąpił dopiero w roku 2018, kiedy Sasin został powołany na stanowisko sekretarza stanu w kancelarii premiera Mateusza Morawieckiego oraz przewodniczącego Komitetu Stałego Rady Ministrów. To istotna funkcja, bo Komitet Stały ma duży wpływ m.in. na tempo prac nad ustawami.

- I to był czas, kiedy Jacek Sasin dał się poznać jako bardzo sprawny organizator, ale też postrach wielu ministrów. Chodziły różne opowieści o tym, jak bezwzględnie wymagał od nich punktualności i skrupulatności jeśli chodzi o dostarczanie aktów legislacyjnych - mówił w ostatnim podcaście "Energia do zmiany" Robert Tomaszewski z "Polityki Insight". Ta sprawność została doceniona. W nowym rządzie Morawieckiego - po wyborach w 2019 roku - Sasin otrzymał fotel wicepremiera oraz ministra aktywów państwowych.

Jednak zdaniem Tomaszewskiego, owa sprawność Sasina w pewien sposób "stała się również jego przekleństwem". - Dostał najtrudniejsze zadania, przed jakimi stanął rząd Zjednoczonej Prawicy, czyli organizację wyborów w czasie pandemii i uporządkowanie sytuacji w górnictwie, które już wcześniej ledwo zipało, a które Covid-19 jeszcze dobił - stwierdził dziennikarz "Polityki Insight".

Projekt - wybory za wszelką cenę

Sasin przejął nadzór nad organizacją wyborów prezydenckich na mocy jednej z tzw. "antycovidowskich" ustaw, która odbierała uprawnienia w tym zakresie Państwowej Komisji Wyborczej. Głosowanie w formie korespondencyjnej przygotować miała Poczta Polska i nadzorujące ją Ministerstwo Aktywów Państwowych. I choć nie było wiadomo, kiedy i jak faktycznie wybory się odbędą - zażądano od samorządowców danych obywateli ze spisu wyborców i podjęto decyzję o drukowaniu pakietów wyborczych, które dziś nadają się makulaturę.

Sam Sasin długo przekonywał, że głosowanie 10 maja się odbędzie. Dopiero kilka dni przed tym terminem przyznał, że jest to niemożliwe - obarczając winą Senat i opozycję. Ta uważa wprost przeciwnie. Przekonuje, że przez nieodpowiedzialne decyzje szefa MAP budżet państwa został narażony na wielomilionowe straty i domaga się jego dymisji.

Jakby problemów Jacka Sasina było mało, w ostatnich dniach w przestrzeni publicznej znów pojawił się temat zapowiadanych rekompensat za podwyżki cen prądu. W rozmowie z RMF FM wicepremier wskazał, że epidemia koronawirusa i wywołany nią kryzys może zweryfikować zamierzenia rządu co do ich wypłacania. Jednocześnie podkreślił, że żadna decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła. To jednak wystarczyło, by politycy opozycji zaczęli wypominać, że wicepremier znów nie wywiązuje się z obietnic.

Co ciekawe, zdaniem Roberta Tomaszewskiego z "Polityki Insight" Sasin dołożył rekompensaty do listy swoich kłopotów na własne życzenie. Dziennikarz przypomniał, że choć projekt ustawy w tej sprawie rzeczywiście przygotowało Ministerstwo Aktywów Państwowych, to później pieczę nad nim przejęło już Ministerstwo Klimatu i to od niego zależy w dużej mierze jego przyszłość. - Więc bardzo była to dziwna wypowiedź wicepremiera i kryzys na zamówienie - stwierdził Tomaszewski.

Jaka będzie polityczna przyszłość Sasina?

Czy limit porażek Jacka Sasina się wyczerpał i w związku z fiaskiem tak ważnych dla PiS wyborów - zostanie on odsunięty na boczny tor? Zdaniem profesora Rafała Chwedoruka, to będzie zależało od kwestii zewnętrznych i wizerunkowych. - Jeśli wybory prezydenckie zakończą się wyraźnym zwycięstwem Andrzeja Dudy, to dynamika sytuacji politycznej będzie bardzo duża, będziemy mieli wiele nowych wyzwań i nie sądzę, by sprawa Jacka Sasina - nawet jeśli doszłoby do poziomu sądowego - przebiła się przez inne kwestie. Wówczas jego pozycja będzie mniej więcej podobna do obecnej - ocenia politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

- Natomiast gdyby wybory nie poszły po myśli PiS i Andrzej Duda by je przegrał lub wygrał nieznacznie, to sytuacja polityczna stopniowo by się zmieniała. Opozycja miałaby więcej instrumentów i okoliczności do tego, by przypominać całą historię i wówczas eksponowany polityk mógłby przestać być eksponowanym politykiem - dodaje.

Profesor Chwedoruk przypomina jednak, że Jacek Sasin należy do istotnych polityków ze ścisłego jądra PiS i zawsze był lojalny. - W tej partii lojalność oraz zwartość środowiska to podstawa. I moment, w którym czegoś takiego by zabrakło i okazałoby się, że PiS nie broni swoich mógłby sprawić, że główne spoiwo polityczne Prawa i Sprawiedliwości by puściło. Stąd choć ryzyko podjęte przez Jacka Sasina było olbrzymie, a rezultaty żadne, to nie sądzę, by stał się on w pełni polityczną ofiarą - podsumowuje politolog.

Podobną tezę w podcaście "Energia do zmiany" postawił Robert Tomaszewski. Jego zdaniem Jacek Sasin "na razie jest potrzebny wszystkim". - Wszystkie ośrodki władzy w Zjednoczonej Prawicy i w rządzie potrzebują osoby, która będzie odpowiedzialna i która będzie miała swoistą ciężkość polityczną w rozmowach z górnikami - stwierdził dziennikarz "Polityki Insight".

Jeśli chodzi o ewentualne rozliczenia - te przyjdą po wyborach prezydenckich. - W tym momencie jakiekolwiek zmiany w rządzie, które włączałyby do przetasowań personalnych Sasina świadczyłyby o rozpadzie Zjednoczonej Prawicy. On cały czas jest człowiekiem Nowogrodzkiej, który ma nadzorować spółki. Jego usunięcie wprowadziłoby niepotrzebny chaos w momencie, kiedy mam kryzys gospodarczy, konstytucyjny i zdrowotny - podsumował.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (2)
Jacek Sasin, minister od porażek specjalnych. Czy przez fiasko wyborów w maju zostanie odsunięty na boczny tor?
Zaloguj się
  • getz54

    Oceniono 5 razy 1

    Sasin jest jednak postrzegany przez pryzmat tego co mu się udało. A udało mu się wysłac na pewną śmierc 96 osób, ze swoim szefem Stasiakiem na czele. Razem z Dudą zapakowali wszystkich do jednego samolotu, nie ustalili lotniska zapasowego, nie wykupili polisy ubezpieczeniowej dla pilotów i pasazerów, narazając skarb państwa na targi z róznymi Melakami, Gosiewskimi, Mertami itp. sępami smoleńskimi. Moze przypadkowo trafi się okazja wysłac Jaroslawa K. w odwiedziny do brata.... zawsze będzie mozna na niego liczyc.

  • marudna.maruda

    Oceniono 4 razy 0

    Jeszcze jest trochę do zepsucia, więc może naczelnik mu da szansę. Być może będzie jednym z kamieni, które pociągną PiS na dno, a może nawet jeszcze niżej. I ogłosi, że to wina PO i Tuska, bo inaczej nie potrafi. Byłoby dobrze gdyby jednak rozliczono pana Sasina z druku pakietów wyborczych, zanim zniknie gdzieś w spółce skarbu państwa.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX