Jesienią czekają nas brutalnie tłumione protesty? "To możliwy scenariusz"

- Wielu ludzi będzie bardziej sfrustrowanych niż przez ostatnie dekady, więc może dojść do rozruchów na ulicach. Tego się obawiam, bo to zawsze pożywka dla różnych autorytarnych rozwiązań. I to zawsze ma niestety zwolenników w Polsce - mówił prof. Antoni Dudek w TOK FM.
Zobacz wideo

Prof. Antoni Dudek był gościem Piotra Najsztuba w audycji "Prawda Nas Zaboli". Mówił m.in. o niepokojach społecznych, które mogą nas niebawem czekać oraz o tym, na ile jest prawdopodobne, że władza stłumi je brutalnie.

- W maju Polska była na krawędzi rządów autorytarnych. Wpędziłoby nas do tego wybranie prezydenta, którego mandat byłby podważany dość powszechnie i gwałtownie. To zmusiłoby obóz rządzący do stosowania siły na skalę znacznie większą niż tego byliśmy świadkami - uważa Dudek.

Przełożenie wyborów nie oznacza jednak, że stosowanie siłowych rozwiązań nie grozi nam w przyszłości. - Mam wrażenie, że przekroczyliśmy jakiś Rubikon i teraz będzie już tylko w dół, że przemoc będzie narastała, że mogą się trafić nawet ofiary. Byłem w sobotę na strajku przedsiębiorców. Widać było, że policjanci są zdezorientowani, a w takich przypadkach łatwo o przemoc - stwierdził Najsztub.

- Ja mam niestety podobne wrażenia. One są związane nie tyle z tymi pierwszymi protestami, co z tym, że przez ostatnie ćwierć wieku przyzwyczailiśmy się do nieustannego wzrostu gospodarczego. Polityka na poziomie językowym była coraz brutalniejsza, ale to się nie przekładało na agresję na ulicach, bo większości Polaków żyło się z roku na rok coraz lepiej, niezależnie od tego, kto rządził. Teraz wygląda na to, że za sprawą kryzysu gospodarczego, który wywołała pandemia, ten wzrost się zatrzymał. Nie wiemy, jak długo i jak głęboki będzie spadek, ale wiemy, że on będzie, to wiemy - przyznał Dudek.

Zdaniem profesora frustracja objawi się w pełni jesienią. - Podejrzewam, że jesienią większość obostrzeń pandemicznych odejdzie, a zostaną koszty tego, co się wydarzyło od marca. To spowoduje, że wielu ludzi będzie bardziej sfrustrowanych niż przez ostatnie dekady i tę frustrację będą wylewać na ulicy - tłumaczył historyk.

- Jeżeli do tego dojdzie brak elastyczności ze strony władzy - a wiemy, że elastyczność nie jest mocną stroną tej władzy - to może dojść do rozruchów na ulicach. Tego się obawiam, bo to zawsze pożywka dla różnych autorytarnych rozwiązań pod hasłem "anarchia na ulicach, trzeba przywrócić porządek". I to zawsze ma niestety zwolenników w Polsce - dodał.

Czarne scenariusze mogą się - zdaniem Dudka - zrealizować niezależnie od wyniku wyborów. - Każda władza, która widzi końcówkę swoich rządów - a jeśli PiS przegra wybory, to ten zmierzch będzie oczywisty - będzie miała pokusę sięgnięcia po twardsze rozwiązania. Natomiast jeśli Andrzej Duda wygra, a protesty mimo to będą silne, to ta władza podbudowana mandatem tym bardziej będzie skłonna użyć siły - wyjaśnił gość Najsztuba.

Profesor podkreślał jednak, że choć taki scenariusz jest prawdopodobny, to "jeszcze nie jest  przesądzony" i że na szczęście Polsce wciąż daleko np. do Węgier pod rządami Orbana.

Posłuchaj całej audycji na telefonie dzięki aplikacji TOK FM:

DOSTĘP PREMIUM