Manowska powołana na szefa SN niezgodnie z przepisami? Eksperci wyliczają wady decyzji prezydenta Dudy

- Są wątpliwości konstytucyjne do decyzji prezydenta o powołaniu Małgorzaty Manowskiej na stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego - mówi konstytucjonalistka, prof. Anna Rakowska-Trela. Wtórują jej inni prawnicy, wśród nich prof. Krystian Markiewicz, szef Stowarzyszenia Sędziów "Iustitia".
Zobacz wideo

Prezydent Andrzej Duda zdecydował o powołaniu Małgorzaty Manowskiej na 6-letnią kadencję Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, a Michała Laskowskiego na Prezesa SN kierującego pracą Izby Karnej - poinformował w poniedziałek rzecznik prezydenta Błażej Spychalski. Manowska w trakcie obrad zgromadzenia ogólnego sędziów Sądu Najwyższego dostała 25 głosów - prof. Włodzimierz Wróbel, którego prezydent nie wybrał - miał tych głosów 50. 

Konstytucjonaliści mają spore wątpliwości, czy taki wybór prezydenta jest prawidłowy. Profesor Anna Rakowska-Trela, konstytucjonalistka z Łodzi podaje kilka kwestii, które w jej ocenie zostały naruszone. Przypomina, że I Prezesa powołuje prezydent spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego. - Tyle, że aby mówić, że Zgromadzenie przedstawiło prezydentowi kandydata, muszą być spełnione dwa warunki. Po pierwsze, za tym kandydatem musi opowiedzieć się większość członków Zgromadzenia Ogólnego, a po drugie - Zgromadzenie musi podjąć uchwałę o przedstawieniu kandydata - mówi prof. Rakowska-Trela. Tu tak się nie stało; uchwała nie została podjęta. - A formą prawną wyrażania stanowisk przez organ kolegialny - w tym przypadku Zgromadzenie Ogólne - są właśnie uchwały. Dlatego bez poparcia większości i bez uchwały nie ma mowy o przedstawieniu jakiegokolwiek kandydata przez Zgromadzenie Ogólne - tłumaczy pani profesor.

Podobnego zdania jest sędzia Krystian Markiewicz, szef "Iustitii". - Póki co Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego nie przedstawiło prezydentowi RP żadnej kandydatury. Bo - w sensie prawnym - nie jest tym przekazanie prezydentowi nazwisk kandydatów przez pana Aleksandra Stępkowskiego - mówi Markiewicz. - Raczej należy w chwili obecnej mówić, że została powołana kolejna - po panu Zaradkiewiczu i panu Stępkowskim - osoba, która będzie zarządzała Sądem Najwyższym, ale zgodnie z prawem mamy wakat na stanowisku Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego - podkreśla prezes Stowarzyszenia Sędziów "Iustitia".

Wątpliwości już co do powołania Manowskiej do SN

- Nie tylko nie podjęto stosownej uchwały w sprawie kandydatów na Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, ale pani Manowska uzyskała tylko 25 głosów poparcia na 95 osób uczestniczących w Zgromadzeniu Ogólnym - podkreśla z kolei sędzia Bartłomiej Starosta, przewodniczący Forum Współpracy Sędziów. Zwraca też uwagę na coś jeszcze - na sposób powołania Małgorzaty Manowskiej do SN. - Dostała się do Sądu Najwyższego w wyniku wadliwej procedury, która toczyła się przed upolitycznioną nową Krajową Radą Sądownictwa, więc jej status jako sędziego SN jest co najmniej wysoce wątpliwy i jest kwestionowany na drodze prawnej - dodaje sędzia Starosta. Przypomina też, że Małgorzata Manowska przed laty była jednym z zastępców ministra sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobry.

Starosta zwraca uwagę również na to, co sędzia Manowska mówiła w sobotę przed Zgromadzeniem Ogólnym. - Padły z jej ust słowa, z których wynikało, że ona się boi. Sędzia podejmuje ważne decyzje, często może radzić sobie ze stresem i nie może się bać. A jeśli nie jest w stanie temu sprostać, to nie powinien być sędzią - dodaje szef Forum Współpracy Sędziów.

- Widzieliśmy, jak to wszystko było przeprowadzone. Nie przyjęto porządku obrad, wadliwie wybrano komisję skrutacyjną i w końcu nie było uchwały przedstawiającej prezydentowi kandydatów na stanowisko Pierwszego Prezesa SN. Tych wad w tej procedurze jest tak wiele - a wśród nich ta zasadnicza, czyli kwestionowanie bycia sędzią przez panią Manowską - że moim zdaniem nie możemy mówić o legalnie wybranym Pierwszym Prezesie Sądu Najwyższego - mówi sędzia Waldemar Żurek ze Stowarzyszenia Sędziów "Themis". W jego ocenie, pozycja Małgorzaty Manowskiej może być teraz kwestionowana i w polskim systemie prawnym, i na arenie międzynarodowej. 

Opozycja wskazuje na błędy

- Wybór przez prezydenta na I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Manowskiej jest nieważny, a prezydent przy tym wyborze po raz kolejny naruszył konstytucję - ocenił w rozmowie z PAP lider PO Borys Budka. Jego zdaniem Manowska nie była kandydatką Zgromadzenia Ogólnego sędziów. - Inaczej by było, gdyby po dokonaniu takiego wyboru podjęto uchwałę większością głosów, zatwierdzającą taką listę kandydatów. Takiej uchwały nie było, w związku z czym jedyną osobą, która miała poparcie większości sędziów był pan sędzia Wróbel - powiedział Budka. -Co za tym idzie ten wybór prezydenta jest nieważny - dodał.

Lider PO zwrócił uwagę, że analogiczny mechanizm zastosowano przy wyborze Julii Przyłębskiej na prezesa Trybunału Konstytucyjnego. - Protestował wtedy nawet pan sędzia Pszczółkowski, wskazując że brak było uchwały Zgromadzenia Ogólnego sędziów TK - powiedział Budka. - Tak jak w Trybunale Konstytucyjnym mamy osobę kierującą, tak w Sądzie Najwyższym będzie osoba, która tylko kieruje SN - stwierdził szef PO.

W opinii Budki zmienione przepisy ustawy o Sądzie Najwyższym spowodowały też, że prezydent otrzymał niekonstytucyjne prawo wyboru I Prezesa SN, a nie jego powołania. - Jest subtelna, ale zasadnicza różnica, jeśli chodzi o te dwie prerogatywy. Prezydent nie może wybierać, a jak przedstawia mu się pięciu kandydatów, de facto daje mu się wybór. A on konstytucyjnie ma jedynie prawo powołania - wyjaśnił lider PO. 

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM