"Mamy tutaj czarno na białym niechęć polskiego rządu do korzystania z polskich produktów"

- Nasuwa mi się porównanie z wojną. Tak, jak na wojnie malutcy tracą, popadają w kryzys, w ubóstwo, tak ci, którzy są blisko władzy, najwięcej zarabiają. Taka analogia nasuwa się sama przez się - mówił dziennikarz Onetu o ostatnich aferach ujawnianych w związku z zakupami dokonywanymi przez Ministerstwo Zdrowia.
Zobacz wideo

"Rząd woli wydawać miliony na zakup testów na koronawirusa w Chinach, Korei Południowej czy Turcji, zamiast kupować w polskich firmach. Na tych kontraktach zarabiają pośrednicy - spółki powiązane z Prawem i Sprawiedliwością" - cytowała ustalenia Onetu w Światopodglądzie Agnieszka Lichnerowicz

Jak mówił w TOK FM jeden z autorów tekstu, pośrednicy zarobili na takich kontraktach bardzo dużo. - W momencie, kiedy premier Morawiecki zabronił handlu sprzętem związanym z koronawirusem, środkami ochrony osobistej, zabronił handlu na serwisach aukcyjnych OLX i Allegro, żeby nie dopuścić do spekulacji, w tym samym momencie rząd kupował tureckie testy przez polskiego pośrednika i tam przebitki były właśnie spekulacyjne. Dochodziły nawet do 600 procent - podkreślił dziennikarz Onetu Marcin Wyrwał. 

Dodał, że na tle pośredników, z którymi współpracował polski rząd przy zakupach testów, zdecydowanym liderem była poznańska firma Argenta. - Inne firmy sprzedawały rządowi te testy po kilka, kilkanaście milionów złotych. Argenta za 47 milionów złotych - zaznaczył. 

Dziennikarka dodała, że założycielem firmy Argenta jest Tomasz Zdziebkowski, który - tak jak opisał to Onet - przez działalność w Akademickim Klubie Obywatelskim im. Lecha Kaczyńskiego czy Zakonie Maltańskim, można domniemywać, że zna się z politykami PiS. 

"70 procent przebitki to już jest dużo"

Okazało się, że firma kupowała testy głównie tureckie. - Jak sprawdziliśmy, cena takiego pojedynczego testu wynosiła 34 złote za sztukę, a Argenta sprzedawała je rządowi po bardzo różnych cenach. Widzieliśmy po 130 zł, po 170 zł za sztukę, ale kiedy już "docisnęliśmy" Ministerstwo Zdrowia, to przyznało, że były też testy, których cena dochodziła do 209 złotych za sztukę - wyjaśniał, dodając, że zdecydowanie nie przekonały tłumaczenia firmy oparte na kosztach transportu i logistyki - Jeżeli weźmiemy tę cenę 34 złote, to rozmawialiśmy z doświadczonymi biznesmenami, którzy mówili, że jeśli firma uzyska 70 proc. przebitki na sztuce, no to już jest nieźle, to już jest dużo, z transportem spokojnie można to wieźć. Tutaj jest 600 proc., więc ten argument kosztów transportu ... Te koszty nie są aż tak olbrzymie w stosunku do tych kilkudziesięciu milionów złotych, które zostały zarobione przez firmę Argenta - wyjaśniał, zaznaczając, że pierwszy transport i tak był opłacony przez rząd. 

Jak tłumaczył, nie zgadza się także z argumentem podnoszonym przez stronę rządową, że w pewnym momencie nie było testów na rynku i trzeba było brać niemal co popadnie. Zwrócił uwagę, iż jedna z polskich firm już na początku marca sygnalizowała, że będzie sprzedawać testy na koronawirusa, a kiedy one były już w ofercie, polski rząd cały czas kupował jeszcze inne testy m.in. koreańskie. - Mamy tutaj czarno na białym jakby niechęć polskiego rządu do korzystania z polskich produktów. Bo także na początku marca ta sama polska firma oferowała rządowi testy immunologiczne, tzw. testy szybkie. W tamtym okresie minister Szumowski mówił, że według rekomendacji WHO są one nieskuteczne, więc ministerstwo nie jest zainteresowane. Jednak na początku kwietnia, czyli miesiąc później, rząd  kupił, przez pośrednika również, 185  tys. takich testów za 4 mln z Chin. Także nie kupujemy też tego drugiego argumentu absolutnie - podkreślił Wyrwał.  

Gość TOK FM zauważył także, że mimo iż wiele procedur ze względu na konieczność szybkiego przeprowadzenia transakcji zostało zawieszonych, nie zwalnia to rządu od sprawdzenia, czy nie jest ofiarą działalności spekulacyjnej, przez którą musi kilkukrotnie przepłacać za testy. - Zapytaliśmy Ministerstwo Zdrowia, czy znało cenę wyjściową. Odpowiedziało jednym słowem: Nie. Zapytaliśmy, czy sprawdziło, jaka jest sytuacja na rynku, czy sprawdzało, czy ten sam turecki test jest sprzedawany na innych rynkach, za ile. Tutaj znowu nam wysłano argument, że przeważała dostępność testów itd. - opisywał dziennikarz. 

Na koniec podzielił się także smutnym przemyśleniem dotyczącym ostatnich afer związanych z epidemią koronawirusa i zakupów dokonywanych przez resort zdrowia.

- Nasuwa mi się porównanie z wojną. Tak, jak na wojnie malutcy tracą, popadają w kryzys, w ubóstwo, tak ci, którzy są blisko władzy, najwięcej zarabiają. Taka analogia nasuwa się sama przez się - podsumował. 

Posłuchaj w aplikacji TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM