Szczyt epidemii koronawirusa już za nami? Ekspert wyjaśnia, dlaczego to możliwe

Liczba nowych zakażeń jest na stałym poziomie i to się będzie utrzymywać. Dopóki mamy populację podatną na wirusa, a mamy, bo badania serologiczne pokazują, że tylko od kilku do kilkunastu procent populacji mogło mieć kontakt z wirusem, to jeśli trafi się chory, to będą nowe zakażenia - mówił w TOK FM prof. Ernest Kuchar.
Zobacz wideo

Minister zdrowia Łukasz Szumowski, na specjalnej konferencji prasowej razem z premierem i szefem MSWiA, chwalili się sukcesami w walce z epidemią koronawirusa. - Myślę, że dzisiaj możemy powiedzieć, że dzięki wysiłkowi wszystkich Polaków sytuacja epidemiczna w Polsce jest jedną z z najlepszych w Europie i na świecie. Bo sytuacja epidemiczna to nie tylko, ile dziennie jest nowych osób zarażonych. To głównie ile osób na daną epidemię umarło – powiedział Szumowski.

W Polsce odnotowano dotąd 24 271 przypadków - podało we wtorek Ministerstwo Zdrowia. Resort przekazał, że zmarło łącznie 1081 osób.

Profesor Ernest Kuchar, specjalista chorób zakaźnych, przyznawał, że choć są powody do radości, to jednak ponad 1000 zgonów na koronawiursa musi martwić. – Bo są kraje, gdzie przy podobnej populacji tych zgonów jest mniej, jak Korea Południowa czy Singapur. Jest dobrze, ale zawsze mogłoby być lepiej – mówił kierownik kliniki pediatrii z oddziałem obserwacyjnym WUM. 

Wyjaśniał, że Polska w tej chwili znajduje się w stanie endemii. – Czyli, uśredniając, jedna osoba może zarazić jedną osobę. Ta liczba nowych zakażeń jest na stałym poziomie i to się będzie utrzymywać. Dopóki mamy populację podatną na wirusa, a mamy, bo badania serologiczne pokazują, że tylko od kilku do kilkunastu procent populacji mogło mieć kontakt z wirusem, to jeśli trafi się chory, to będą nowe zakażenia – tłumaczył ekspert. Podkreślał, że w Polsce choroba nadal się tli. – Wypali się, jak zabraknie osób podatnych na zachorowanie. Do tego jeszcze wiele zostało – dodał.

Szczyt już za nami?

Profesor Kuchar próbował też odpowiedzieć na pytanie, co w takim razie ze szczytem zachorowań na COVID-19. Bo dziennie nadal diagnozuje się kilkaset nowych przypadków. Ekspert tłumaczył, że wpływ na liczbę wykrytych przypadków ma dostęp do diagnostyki.- Jeżeli na początku epidemii był on ograniczony, to całkiem możliwe, że szczyt był już na jej początku. A potem nie było wzrostu zachorowań, tylko lepsza wykrywalność – ocenił.

Prowadzący audycję dodał, że w takim razie wykres przyrostu zachorowań dla Polski może mieć "ścięty wierzchołek". Profesor Kuchar odparł, że to jedna – najbardziej prawdopodobna – możliwość. Jednak są też inne przypuszczenia. – Może rzeczywiście tych przypadków było mało w Polsce. Mamy inną strukturę społeczną niż na przykład Włochy, mniej ścisłe więzi. W trakcie epidemii trudno powiedzieć, co decyduje, łatwiej bada się to post factum – mówił ekspert.

Druga fala "bardzo prawdopodobna"

Gość TOK FM przekonywał, że druga fala zachorowań na COVID-19 jest bardzo prawdopodobna. - Obecnie czas działa na naszą korzyść, zaczyna się lato, kiedy ogólnie jest dużo mniej zakażeń układu oddechowego, a taki jest też koronawirus. Więcej czasu spędzamy na dworze, na słońcu. Jesienią będziemy więcej przebywać w zamkniętych pomieszczeniach. Jak trafi się jeden chory, to będzie zakażał i nastąpi druga fala. Wiem, że w przypadku SARS kilka lat temu tego zjawiska nie było, ale przy tej chorobie było dużo mniej zachorowań bezobjawowych. Stąd łatwiej było izolować chorych i ograniczać ogniska. W przypadku COVID-19 to zdecydowanie trudniejsze, bo zachorowań bezobjawowych jest bardzo dużo i ci ludzie nawet nie wiedzą, że zarażają innych – argumentował ekspert.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM