Sebastian Kaleta odpiera zarzuty: Nie znałem problemów zdrowotnych Anny Kryńskiej

- Nie znałem problemów zdrowotnych Anny Kryńskiej. Nie wiedziałem, że będzie brała udział w kręceniu tego typu materiałów - mówił w TOK FM Sebastian Kaleta, poseł PiS, sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości. Stwierdził, że publikacja Onetu dotycząca czasów kampanii Patryka Jakiego to "paszkwil".
Zobacz wideo

W piątek Onet opisał m.in. kulisy śmierci Anny Kryńskiej, byłej lokatorki kamienicy przy ul. Poznańskiej w Warszawie i działaczki upominającej się o prawa osób pokrzywdzonych przez reprywatyzację w stolicy. Jak opisuje portal, zaproszono ją do nagrania spotu, który miał być użyty w kampanii wyborczej starającego się o fotel prezydenta Warszawy Patryka Jakiego w 2018 roku. Kobieta na planie dostała zawału i zmarła w szpitalu. Nagranie z tego dnia w tajemniczych okolicznościach zniknęło. 

Zdaniem Sebastiana Kalety, posła PiS, wiceministra sprawiedliwości, a przeszłości bliskiego współpracownika Patryka Jakiego, tekst Onetu to "paszkwil". - W tej historii jest kłamstwo, które jest przedmiotem czynności procesowych. Anna Kryńska mówiła w mediach wielokrotnie, że będzie walczyć o naprawienie wyrządzonych jej krzywd. Jedną z nich było pogorszenie się stanu zdrowia. Nie doszło do zasłabnięcia pani Anny na spotkaniu w moim gabinecie. Poszedł wniosek o sprostowanie do Onetu w tej sprawie - mówił Kaleta i dodał: Nie znałem problemów zdrowotnych Anny Kryńskiej. Nie wiedziałem, że będzie brała udział w kręceniu tego typu materiałów.

Dominika Wielowieyska dopytywała, dlaczego Kaleta doradził córce Kryńskiej, by nie rozmawiała o tej sprawie z mediami. - Po śmierci pani Anny miałem kontakt z jej córką. Ona prosiła mnie wyraźnie, żeby nie wykorzystywać tej sprawy publicznie. Zapytała mnie później o poradę. Wiedząc, jak funkcjonują niektóre redakcje, to czułem się wręcz w obowiązku, żeby takiej porady udzielić - podkreślił Kaleta. 

Prowadząca pytała, czy etyczne było zaproszenie na plan spotu kogoś tak ciężko chorego jak Anna Kryńska. Według wiceministra sprawiedliwości, osoby pokrzywdzone przez reprywatyzację, używały możliwości wypowiadania się publicznie, by walczyć o swoje. - Ta pani (Katarzyna Matuszewska, związana z TVP, która miała przyprowadzić Kryńską na plan-red.) przez lata kręciła spoty z udziałem osób pokrzywdzonych przez reprywatyzację. Nigdy ich nikt nie chciał wysłuchać. Do dzisiaj nie chce ich słuchać Rafał Trzaskowski. Blokuje wypłaty odszkodowań, również dla córki Kryńskie. Bezduszni prawnicy ratusza biorą w krzyżowy ogień pytań nawet starsze osoby, o czym niektóre media nie piszą - przekonywał Sebastian Kaleta.

"To opowieść o tym, jak czarny PR zawładnął polską polityką"

Janusz Schwertner, autor tekstu w Onecie, tłumaczył dziś w TOK FM, że historie, które opisał, dotyczą dwóch spotów. - Jeden to ten słynny o uchodźcach, który jest przedmiotem działań śledczych, bo mogło tam dojść do nawoływania do nienawiści. A drugi dotyczy reprywatyzacji. Spoiwem, które łączy te dwie historie, jest fakt, że czarny polityczny marketing zawładnął polską polityką. Łatwo się zapomnieć, jeżeli za wszelką cenę chcemy mieć więcej punktów sondażach - wyjaśniał dziennikarz. Dodawał, że ta historia ma troje bohaterów, PR-owców PiS: Piotra Matczuka i Annę Plakwicz oraz Michała Lorenca. - Pierwsza dwójka to twórcy firmy Solvere, odpowiedzialni są między innymi za słynną kampanię "Sprawiedliwe sądy". Ten ostatni to syn kompozytora. Te osoby mają teraz duży wpływ na kampanię Andrzeja Dudy - powiedział dziennikarz. 

Według Schwertnera osoby zaangażowane w produkcję spotu o reprywatyzacji nie mają sobie zbyt wiele do zarzucenia. - Pani Matuszewska tłumaczyła mi, że pani Kryńska sama zdecydowała się, by wziąć w nim udział. A wszyscy dobrze wiedzieli, w jakim jest stanie, że wcześniej była w szpitalu. Kryńska nie wychodziła po tym nawet do sklepu bez asysty córki. Jednak reprywatyzacja była dla niej w życiu tak bardzo ważna, że została przekonana, żeby wziąć udział w spocie - mówił Schwertner. 

Dziennikarz podkreślał, że wielokrotnie pytał wiceministra Kaletę o sprawę skasowanego nagrania. - Ludzie z produkcji mieli już wcześniej różne sytuacje. Było zalecenie, żeby nie narażać na stres związany z kręceniem spotu na przykład kobiet w ciąży. Coś tamtego dnia zawiodło i stała się tragedia. Ci ludzie potwornie się bali tego, że do mediów wycieknie informacja, że na planie spotu zmarł człowiek. Uważali, że to tykająca bomba - przekonywał gość TOK FM.

- Pan minister Kaleta zapowiedział pozew, więc mam nadzieję, że będzie okazja po raz trzydziesty zapytać go o skasowane nagrania - powiedział rozmówca Piotra Maślaka.

DOSTĘP PREMIUM