Łukasz Piebiak hejterem się nie czuje. "Do głowy mi nie przyszło, że media na poważnie potraktują jakieś sfałszowane screeny"

"Ja sobie nie przypominam korespondencji, jaką mi przypisano. Przecież takie obrazki może zrobić w pięć minut dziecko z podstawówki" - mówi były wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej". Piebiak pytany w rozmowie z gazetą o tzw. aferę hejterską, w wyniku której podał się do dymisji, zapewnił, że "nie było żadnego skandalu".
Zobacz wideo

Przed rokiem portal Onet ujawnił aferę hejtersąj, za którą miała stać grupa wysoko postawionych sędziów z ówczesnym wiceministrem sprawiedliwości na czele. Celem ataków, w które zaangażowali internetową hejterkę Emilię, byli sędziowie krytyczni wobec reformy forsowanej przez resort sprawiedliwości. Ataki dotyczyły m.in. szefa największego stowarzyszenia sędziowskiego - Iustitia - Krystiana Markiewicza.

W opublikowanym dziś wywiadzie Łukasz Piebiak zaprzecza, że był zaangażowany w tego typu proceder. Przypomnijmy, przed rokiem, po ujawnieniu afery hejterskiej ustąpił on ze stanowiska wiceministra sprawiedliwości

"Ta rzekoma afera zaistniała tylko w sferze medialnej.(...) Wykreowano aferę, która miała uderzyć w Zjednoczoną Prawicę poprzez atak na ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego, będącego liderem jednej z partii obozu rządzącego. Ja nie byłem celem tej "afery", lecz środkiem do osiągnięcia celu, czyli wygrania przez opozycję wyborów parlamentarnych" - mówi Piebiak w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną".

Dodał, że polityka rządzi się jednak swoimi prawami. "Po wybuchu "afery" musiałem odejść, bo nie miałem żadnych szans, aby szybko, jeszcze przed wyborami, (chciałem) wykazać na drodze sądowej, że to tylko prowokacja oparta na fałszerstwie" - zaznaczył.

W rozmowie z gazetą Łukasz Piebiak powiedział, że Magdalena Gałczyńska z Onetu, autorka publikacji ujawniającej tzw. aferę hejterską, "oparła swój tekst na rewelacjach kompletnie niewiarygodnej osoby, nie dochowując należytej staranności dziennikarskiej". Były wiceminister pytany, dlaczego nie odniósł się do informacji Onetu, jeszcze przed publikacją tekstu, zaznaczył, że był przyzwyczajony do atakowania jego i reformy sądownictwa w bardzo niewybredny sposób.

"Zawsze starałem się tylko merytorycznie tłumaczyć swoje racje i nie wchodzić w pyskówki, bo dyskusja z internetowymi trollami nie ma sensu. Miałem ważniejsze sprawy. Do głowy mi nie przyszło, że media na poważnie potraktują jakieś sfałszowane screeny. Przecież takie obrazki może zrobić w pięć minut dziecko z podstawówki, co udowodnili adwokaci pokrzywdzonych tą aferą sędziów podczas konferencji prasowej kilka miesięcy temu" - stwierdził Łukasz Piebiak.

Posłuchaj podcastu!

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM