Repolonizacja mediów lokalnych. Co się kryje za postulatem, o którym na Twitterze pisze wiceminister Janusz Kowalski?

- Nie znam ani jednej redakcji z kapitałem niemieckim, która w sposób obiektywny relacjonowałaby kampanię wyborczą - stwierdził w rozmowie z TOK FM wiceminister Janusz Kowalski, który po wygranej Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich postuluje na Twitterze repolonizację mediów.
Zobacz wideo

"10 mln Polaków oddając głos na #AndrzejDuda głosowali na WIARYGODNOŚĆ. Na nic jęki III RP - dotrzymamy słowa: NIE dla Green Deal, repolonizacja mediów, reprywatyzacja, reforma wymiaru sprawiedliwości i samorządu terytorialnego-czas na rozbicie wielkomiejskich księstewek PO!" - napisał na Twitterze wiceminister aktywów państwowych Janusz Kowalski. Polityk związany z Solidarną Polską Zbigniewa Ziobry kilkukrotnie powtórzył w swoich wpisach postulat repolonizacji mediów i odrzucenia Nowego Zielonego Ładu, zakładającego przejście na odnawialne źródła energii. 

Pytany przez nas, dlaczego ten postulat tak głośno wybrzmiewa w jego wypowiedziach właśnie teraz, gdy zwycięstwo Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich jest już pewne, odpowiedział: - Jednym z kluczowym elementów zwycięstwa Andrzeja Dudy było wsparcie "Solidarności" i przewodniczącego Piotra Dudy, który 4 miesiące temu zaapelował o zawieszenie unijnego systemu handlu emisjami. Gdyby wygrał Rafał Trzaskowski, który poparł niemiecki plan Green Dealu, byłby on najprawdopodobniej realizowany.

Europejski Green Deal czyli Zielony Ład to plan uczynienia z Europy do 2050 roku kontynentu neutralnego klimatycznie. Zakłada on m.in. rozwój technologii przyjaznych dla środowiska, obniżenie emisyjności sektora energetycznego czy wprowadzenie czystszych form transportu publicznego. 

Jednak zdaniem wiceministra Kowalskiego Green Deal to działanie, które ma się przyczynić do zmuszenia nas do kupowania energii od Niemiec i ma doprowadzić do "obniżenia konkurencyjności polskiej gospodarki i pauperyzacji polskich rodzin". 

Repolonizacja mediów. Lokalnych

Zgubne wpływy Niemców Janusz Kowalski widzi również gdzie indziej. Pytany o swoje deklaracje dotyczące repolonizacji mediów, wskazał właśnie na podmioty z kapitałem niemieckim. A w szczególności media lokalne. Jak mówił, 90 proc. z nich jest kontrolowanych właśnie przez niemieckie firmy. - Nie znam ani jednej redakcji [z kapitałem niemieckim - red], która w sposób obiektywny relacjonowałaby kampanię wyborczą - stwierdził. 

- Nie kto inny jak Andrzej Duda w ostatnich 10 dniach kampanii poczuł na własnej skórze, jak wygląda ta ingerencja zewnętrznych ośrodków w proces demokratyczny. Skala manipulacji była tak ogromna, że zagrażało to demokracji - tłumaczył. Dodajmy, że ostrej krytyce ze strony polityków PiS poddany został największy polski dziennik "Fakt", który kilka okładek poświęcił sprawie ułaskawienia przez Andrzeja Dudę mężczyzny skazanego za czyny pedofilskie. 

Wczoraj temat ten poruszył również szef Solidarnej Polski - partii, z której wywodzi się wiceminister Kowalski - Zbigniew Ziobro. - Przed nami jest czas na poważną debatę, zastanowienie, dyskusję, wyciągnięcie wniosków. Nie powinno być tak, że część mediów staje się tak naprawdę sztabem wyborczym jednego z konkurentów i prowadzi do tego czarną, brudną kampanię, wymierzoną w urzędującego prezydenta - mówił minister sprawiedliwości. 

Kowalski przekonywał nas z kolei, że dojrzałe demokracje mają tak zabezpieczone interesy medialne, że większość mediów ma kapitał narodowy. Pytany, czy podobna zasada dotyczy mediów z kapitałem amerykańskim, nie był już tak kategoryczny. - Warto przeanalizować przepisy antykoncentracyjne w innych państwach, np. w Niemczech czy we Francji - stwierdził. I dodał, że jeśli chodzi o media ogólnopolskie, to "na szczęście tutaj jest większy pluralizm". - Cieszy przejęcie Interii przez grupę Polsat - zaznaczył.

Warto dodać, że największym w Polsce wydawcą z amerykańskim kapitałem jest telewizja TVN, w czasie kampanii wyborczej określona przez rzecznika sztabu prezydenta Adama Bielana jako "Trzaskowski Vision Network". W obronie atakowanej przez PiS stacji występowała ambasador USA w Polsce, Georgette Mosbacher. 

Janusz Kowalski nie ma za to zastrzeżeń do postawy telewizji publicznej. - TVP przywróciła pluralizm w komunikacji tej części polskiego społeczeństwa, która jest wykluczona. Jestem pod wielkim wrażeniem obiektywizmu i pluralizmu poglądów prezentowanych w TVP. Jest otwarta na polityków wszystkich opcji - zapewniał, dodając, że on sam często jest gościem TVP i zawsze są przedstawiciele opcji opozycyjnych. 

Jak to z mediami było na Węgrzech

Na mediach publicznych swą uwagę skupiły również władze na Węgrzech na czele z rządzącym krajem Viktorem Orbanem. Przy użyciu oligarchów oraz instytucji o nazwie Środkowoeuropejska Fundacja Pracy i Mediów przejęta została kontrola nad dziesiątkami redakcji, przede wszystkim mediów lokalnych, tak tradycyjnych, jak i internetowych. Z jednej strony firmy powiązane z rządzącą krajem partią Fidesz rozpoczęły inwestowanie w media, z drugiej - zagraniczne koncerny medialne, którym nowe regulacje prawne coraz bardziej utrudniały działalność, zaczęły się z Węgier wycofywać. Finalnie kontrola trafiała w ręce sterowanej przez rząd fundacji, która jednego tylko dnia - 28 listopada 2018 roku - przejęła kontrolę nad 476 redakcjami. Cały proces opisał z detalami serwis Atlatszo.

O repolonizacji mediów jako jednym z najbliższych zamierzeń PiS mówił w Poranku Wyborczym TOK FM były premier Leszek Miller. - A gdyby spółki Skarbu Państwa otrzymały polecenie, żeby kupić stację TOK FM. To może być tzw. oferta nie do odrzucenia. Nie należny się dać nabrać na sygnały uspokojenia płynące od wczoraj - zastrzegał. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM