Wicerzecznik Porozumienia o rozmowie Dudy z youtuberami. "Pani redaktor, to był błąd humorystyczny"

Chociaż żart, którego ofiarą padł prezydent Andrzej Duda rodzi pytania o jakość działań polskich służb specjalnych, wicerzecznik Porozumienia Jan Strzeżek przekonywał w TOK FM, że należy podejść do tej sytuacji z humorem.
Zobacz wideo

Prezydent Andrzej Duda - zaraz po wygranych niedzielnych wyborach – padł ofiarą żartu. Rozmawiał z rosyjskimi youtuberami podszywającymi się pod sekretarza generalnego ONZ. Do Pałacu Prezydenckiego zadzwoniono z pozytywnie zweryfikowanego przez MSZ numeru. Sprawa jest obecnie wyjaśniana. Nagranie pojawiło się w internecie. 

- Pani redaktor, to była kwestia procedur. Jest to błąd, ale błąd humorystyczny. Dobrze, że w takiej okoliczności się to stało, a nie żadnej poważniejszej. Trzeba to wyjaśnić i wyciągnąć wnioski, żeby do takich sytuacji więcej nie dochodziło. Na pewno trzeba to potraktować bardziej humorystycznie niż poważnie – tak sytuację komentował w TOK FM Jan Strzeżek, wicerzecznik Porozumienia.

- Nie wiem, czy to jest powód do śmiechu, czy raczej do smutku, że polskie służby do tego dopuściły - sprzeciwiła się prowadząca audycję Karolina Lewicka. Zwróciła uwagę, że mail od youtuberów nie został nawet wysłany z oficjalnego adresu ONZ.

-  Pani redaktor, nie traktowałbym tego w sposób poważny. Mam wrażenie, że w innych krajach, gdzie najważniejszych polityków, mówiąc kolokwialnie, "sprankowali", ci youtuberzy, raczej się z tego śmiano - bagatelizował jej wątpliwości Strzeżek.

- Nie wiem, czy to nie jest poważna sprawa, przecież są jakieś procedury kontaktu na tak wysokim szczeblu. A gdyby prezydent powiedział w tej rozmowie coś, co miałoby reperkusje międzynarodowe? – nie ustępowała Lewicka.

- I ja, i pani, i większość słuchaczy słyszało tę rozmowę. I mam wrażenie, że większość się raczej uśmiechnęła, niż przeraziła - powtarzał Strzeżek.

Lewicka zapytała wtedy o fragment rozmowy, w którym Duda zasugerował, że za epidemię w Polsce odpowiadają Ukraińcy. Strzeżek natychmiast zaprotestował i podkreślił, że prezydent nic takiego nie powiedział.

-  To naturalne, że z powodu epidemii zamknęliśmy granice, staraliśmy się, żeby kontakt społeczny był jak najmniejszy w Polsce. Naturalne jest, że każdy, niezależnie od narodowości, jeżeli podróżuje, to jest większa szansa, że koronawirus będzie się rozprzestrzeniał – ocenił.

Wicerzecznik Porozumienia odniósł się też do fragmentu rozmowy, który dotyczył Donalda Tuska. Prezydent Duda stwierdził, że Tusk go nie lubi.

- Kiedy rozmawiają ważne osoby, to nie mogą być cały czas formalne rozmowy. Trzeba liczyć na delikatny żart, delikatny uśmiech i tak należy traktować tę wypowiedź – przekonywał.

Całą sytuację w żartobliwym tonie skomentował też prezydent Duda. - "W trakcie rozmowy zorientowałem się, że coś chyba jest nie tak. Sekretarz Generalny nie wymawia aż tak dobrze słowa 'żubrówka', choć głos był bardzo podobny" - napisał na swoim oficjalnym profilu na Twitterze, dodając na końcu zdania emotikon przedstawiający rozbawioną minę. 

Część komentatorów ocenia jednak, że cała sytuacja to kompromitacja prezydenta i służb specjalnych.  

- "Prezydent Polski skarży się 'sekretarzowi generalnemu ONZ', że nie lubi go Donald Tusk? Czy naprawdę polskie służby połączyły PAD z rosyjskimi dowcipnisiami podającymi się za Gutteresa? Wygląda na to, że tak..." – napisał na Twitterze Konrad Piasecki.

Youtuberzy, którzy rozmawiali z prezydentem, wcześniej wkręcili m.in. księcia Harry'ego, piosenkarkę Billie Eilish czy prezydenta Francji. Fakt, że tak łatwo udaje im się połączyć ze światowymi przywódcami, rodzi u wielu osób podejrzenia, że komicy współpracuję z rosyjskimi służbami bezpieczeństwa. Youtuberzy odpierają te oskarżenia. 

DOSTĘP PREMIUM