Ekspert tłumaczy, czemu prezydent powinien korzystać z tłumacza. Nie chodzi wyłącznie o poziom angielskiego

Gdyby prezydent dał się podpuścić, to mógłby coś chlapnąć, ale myślę, że język angielski mu tu przeszkodził. Mam przekonanie, że to mogło nas uratować przed deklaracją polityczną, która spowodowałaby, że Polska byłaby pośmiewiskiem na świecie - mówił w TOK FM Piotr Niemczyk. Zdaniem eksperta z zakresu bezpieczeństwa lepiej byłoby, gdyby Andrzej Duda korzystał z pomocy tłumacza.
Zobacz wideo

Prezydent Andrzej Duda – tuż po wygranych niedzielnych wyborach – padł ofiarą żartu. Rozmawiał z rosyjskimi youtuberami podszywającymi się pod sekretarza generalnego ONZ. Do Pałacu Prezydenckiego zadzwoniono z pozytywnie zweryfikowanego przez MSZ numeru. Nagranie pojawiło się w internecie. Sam prezydent przekonywał na Twitterze, że szybko zorientował się, że to nie sekretarz Antonio Guterres znajduje się na linii.

– Mnie dziwi najbardziej, że nikt ze służb nie przerwał tej rozmowy – mówił w TOK FM Piotr Niemczyk, ekspert z zakresu bezpieczeństwa i były funkcjonariusz Urzędu Ochrony Państwa. Jak wyjaśnił, w prezydenckiej kancelarii powinien być funkcjonariusz, który stale monitoruje rozmowy prowadzone przez Andrzeja Dudę. – Na tym polega skuteczna ochrona. A co by było, gdyby ktoś zadzwonił do prezydenta z groźbami czy z informacją, że w budynku jest bomba? Trzeba natychmiast reagować, powiadomić odpowiednie służby, próbować namierzyć osobę dzwoniącą. Gdy pojawi się jakąś wątpliwości, to trzeba było podać prezydentowi kartkę, że coś jest nie tak i trzeba zakończyć rozmowę - argumentował Niemczyk.

Angielski prezydenta i tłumacz jako "podwójny bufor"

Zdaniem gościa TOK FM służby nie mają prawa popełnić takich błędów. – Gdyby ktoś ewidentnie chciał "wkręcić" prezydenta w jakieś deklaracje anty-LGBT czy przeciwko Ukrainie, to mielibyśmy dużo bardziej poważne konsekwencje międzynarodowe. Gdyby prezydent dał się podpuścić, to mógłby coś chlapnąć, ale myślę, że język angielski mu tu przeszkodził. Mam przekonanie, że to mogło nas uratować przed deklaracją polityczną, która spowodowałaby, że Polska byłaby pośmiewiskiem na świecie – ocenił rozmówca Mikołaja Lizuta.

Dziennikarz ironizował, że właśnie problemy prezydenta z posługiwaniem się językiem angielskim sprawiły, że rozmowa z pranksterami nie była płynna. Zdaniem Niemczyka najlepiej, gdyby w takich sytuacjach Duda powinien skorzystać z usług tłumacza. - To jest taki podwójny bufor. Daje rozmówcy czas na chwilę namysłu, czy dobrze zrozumiał pytanie etc. Te kilka sekund to jest naprawdę sporo. Taki tłumacz ma certyfikaty bezpieczeństwa, dostęp do tajemnic, to ktoś bardzo zaufany, który przy okazji też uczestniczy w kontroli kontrwywiadowczej - wyjaśniał ekspert. 

Czy za rosyjskimi komikami stają służby specjalne?

Rosyjscy komicy Vovan i Lexus (Władimir Kuzniecow i Aleksiej Stoliarow), którzy dodzwonili się do Andrzeja Dudy, wcześniej w podobny sposób wkręcili między innymi premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona. – To niepokojące, bo oznacza, że oni mają już dobrze rozpracowane precedury przebijania się do strzeżony osób. Z dużą ostrożnością do tego podchodzę, ale nie jest wykluczone, że mogłyby te działania inspirować rosyjskie służby specjalne – skomentował ekspert z zakresu bezpieczeństwa.

Jak dodał, osoby ochraniane często same oszukują służby i mają prywatne telefony, które nie są objęte monitoringiem. – Często służą do kontaktów tylko z najbliższą rodziną czy doradcami. Jeżeli komuś uda się wejść w jakieś bliższe relacje z politykiem, to może dostać taki numer. Gdyby pan przegrzebał swoją książkę telefoniczną, to na pewno ma pan tam stare numery do polityków, którzy teraz są na pierwszych stronach gazet. Nie można wykluczyć, że część z nich będzie pewnie nadal aktywna – mówił Piotr Niemczyk.

Posłuchaj całej rozmowy!

DOSTĘP PREMIUM