Na szczycie w Brukseli próby przełamania impasu. "To już trzeci dzień, wciąż przed nami daleka droga"

Unijni przywódcy wciąż nie doszli do porozumienia w sprawie nowego budżetu Wspólnoty. W mniejszych grupach podejmowane są próby przełamania impasu w sprawie planu odbudowy po koronakryzysie.
Zobacz wideo

Przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel chce najpierw wypracować wstępną przynajmniej zgodę w sprawie zrębów funduszu odbudowy, który ma wynosić 750 mld euro, a dopiero potem przedstawić zrewidowaną propozycję na piśmie - wynika z informacji przekazywanych przez dyplomatów. Belg najpierw spotkał się w niedzielne popołudnie z kanclerz Niemiec Angelą Merkel, prezydentem Francji Emmanuelem Macronem oraz szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen. Następnie cała czwórka udała się na rozmowy z premierami: Włoch Giuseppe Conte, Grecji Kyriakosem Micotakisem oraz Portugalii Antonio Costą.

Państwa te opowiadają się za tym, by w planie odbudowy jak największa część środków stanowiła bezzwrotne granty. Francusko-niemieckie porozumienie, na którym opierała się propozycja KE przewiduje, że będzie to 500 mld euro, a dodatkowe 250 mld miałyby mieć formę pożyczek.

Takim proporcjom sprzeciwiają się Dania, Austria, Holandia i Szwecja, które - jak podają źródła unijne - chciałyby teraz, żeby granty wynosiły mniej niż 400 mld euro. Liderzy tych krajów spotkali się w niedzielę po południu z przywódcami Łotwy, Estonii i Litwy, którzy - choć nie podzielali entuzjazmu co do cięć - nie mieli nic przeciwko ostrzejszym warunkom dotyczącym wydawania pieniędzy.

Do kompromisu nie jest blisko

"Negocjacje trwają. Z jednej strony mamy zdecydowaną większość krajów, w tym największe Niemcy, Francję, Hiszpanię i Włochy, które bronią instytucji europejskich i projektu europejskiego, z drugiej kilka krajów określanych jako 'oszczędne" - opisywał na Twitterze szef włoskiego rządu Conte.

Kanclerz Austrii Sebastian Kurz ocenił, że do kompromisu wcale nie jest blisko. "Wierzę, że możemy mieć porozumienie na tym szczycie. Ale, mimo że to już trzeci dzień, wciąż przed nami daleka droga" - przyznał.

Po godz. 15 swoje spotkanie zaplanowała Grupa Wyszehradzka, której połowa, czyli Polska i Węgry, starała się przekonać resztę krajów do zmiany zapisów dotyczących powiązania wypłat unijnych funduszy z praworządnością. Na tym tle doszło też do wyrażonych publicznie pretensji przez premiera Węgier Viktora Orbana pod adresem premiera Holandii Marka Ruttego.

- Atakuje bardzo mocno, ponieważ według niego Węgry nie respektują praworządności i muszą być ukarane finansowo - skarżył się dziennikarzom na szefa holenderskiego rządu Orban. Jego zdaniem z jakiegoś powodu w tej kwestii Rutte kieruje się większą niechęcią na szczycie UE do Węgrów niż do Polaków.

Premier Luksemburga Xavier Bettel bronił w sobotę popołudniu zapisów w sprawie praworządności. "Europa to nie jest supermarket, z którego można wybierać sobie to co się nam podoba. Europa to też wartości" - mówił do kamer Bettel.

Wznowienie obrad z udziałem wszystkich 27 liderów krajów UE planowane jest na popołudnie. Niektórzy spodziewają się, że negocjacje przeciągną się do nocy. Holenderscy dziennikarze informowali, że zespół, który przyjechał do Brukseli z premierem tego kraju przedłużył rezerwację w hotelach na kolejną noc.

Morawiecki: Wciąż są duże rozbieżności

Premier Mateusz Morawiecki powiedział w niedzielę, że "mimo dwóch dni rozmów na szczycie UE między państwami są bardzo duże rozbieżności w sprawie alokacji środków, zarządzania funduszem odbudowy oraz tego, ile ma w nim być dotacji, a ile kredytów". Jak wskazywał są, zasadnicze różnice, zwłaszcza między krajami północy, które określił jako "grupę skąpców", a tymi z południa Europy. Szef rządu podał, że stanowiska państw zbliżają się, ale jeszcze nie we wszystkich sprawach.

Podkreślił też, że Polska "nie może się zgodzić na propozycję bardzo ogólnej klauzuli dotyczącej praworządności". - To grozi dużymi ryzykami, nie tylko zresztą dla Polski, nie tylko dla Europy Środkowej - mówił premier w niedzielę w Brukseli. Jego zdaniem, propozycja mechanizmu powiązania funduszy UE z praworządnością to narzędzie w rękach silniejszych państw, które mogą w każdym momencie zacząć szantażować inne państwa. - Mówię o tym zupełnie bez podawania jakichkolwiek nazw, bo wiadomo, że może to dotyczyć wszystkich - wskazał.

Powiedział również, że "cały czas nie są jeszcze uzgodnione kwestie warunkowości klimatycznej". - Polska, jak wiadomo, ma największe problemy w transformacji energetycznej, a to ze względu na odziedziczony system elektro-energetyczny - wskazał Morawiecki. Przypomnijmy, Polska jako jedyny kraj w UE nie zobowiązała się do osiągnięcia celu neutralności w 2050 roku. 

Unijny szczyt w Radiu TOK FM komentowała dr Anna Skrzypek - posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM