Głowa państwa powinna mieć komórkę? Ryszard Kalisz: Pan prezydent Aleksander Kwaśniewski nigdy nie miał

- Wśród najważniejszych polityków na świecie są normalne relacje: znajomości, przyjaźnie. Ludzie się znają, zapraszają na uroczystości, prowadzą takie życie, jak wielu z nas. Wtedy rozmowa przez komórkę jest dopuszczalna, ale jest pewien typ rozmów, za pomocą których realizuje się interesy państwa - mówił w TOK FM Ryszard Kalisz.
Zobacz wideo

Po incydencie z "wkręceniem" Andrzeja Dudy przez rosyjskich komików rozgorzała dyskusja na temat tego, w jaki sposób prezydent powinien korzystać z telefonu komórkowego i kto ponosi odpowiedzialność za łączone z nim rozmowy. Gościem Radia TOK FM był Ryszard Kalisz, były minister spraw wewnętrznych i administracji, ale też p.o. szefa kancelarii prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. - Pan prezydent Aleksander Kwaśniewski nigdy nie miał komórki. Komórkę zaczął mieć wtedy, kiedy 23 grudnia 2005 roku zakończył swoją misję jako Prezydent RP - powiedział.

- Za naszych czasów, kiedy byłem szefem MSWiA, istniały procedury dotyczące bezpieczeństwa rozmów najważniejszych osób w państwie. Były telefony tajne, w których rozmowy były cyfrowo przetwarzane i nikt nie mógł ich podsłuchiwać. Ale z tego co się orientuję, wszystko to co było wcześniej, zostało zaniechane. Dziś takie procedury, jak widać, nie są przestrzegane - komentował Kalisz.

Prowadzący rozmowę redaktor Maciej Zakrocki wydawał się zaskoczony informacją o braku telefonu przez prezydenta Kwaśniewskiego. - Może to były jednak inne czasy? - pytał i zaznaczył, że dziś - nawet na odbywającym się właśnie unijnym szczycie - często widać, jak prezydenci i premierzy rozmawiają przez telefony komórkowe.  

- Pytanie jakie to są rozmowy, przez jakie komórki rozmawiają i na ile rozmowy w tych komórkach są zakodowane - odpowiedział gość TOK FM. Jego zdaniem, jeśli po drugiej stronie słuchawki jest na przykład żona, dzieci czy nawet współpracownicy - to prowadzenie takiej dyskusji ot tak, przez komórkę jest czymś normalnym. - Wśród najważniejszych polityków na świecie są normalne relacje: znajomości, przyjaźnie. Ludzie się znają, zapraszają na uroczystości rodzinne, prowadzą takie życie, jak wielu z nas. Wtedy rozmowa przez komórkę jest dopuszczalna - wskazywał Kalisz.

Były minister zaznaczył jednak, że zupełnie inaczej sprawa wygląda, kiedy rozmawia się z przywódcą innego państwa lub - jak w przypadku prezydenta Dudy - rzekomym sekretarzem generalnym ONZ. Jak tłumaczył Kalisz, jest "pewien typ rozmów" politycznych, za pomocą których realizuje się program i interes państwa. I takim dyskusjom - jak mówił - powinno się przysłuchiwać wąskie grono osób na czele z ministrem odpowiedzialnym w kancelarii prezydenta za sprawy zagraniczne. Obecnie - przypomnijmy - jest nim Krzysztof Szczerski.

- Każde zobowiązanie przywódcy innego państwa, jak i zobowiązanie ze strony naszego przywódcy, musi być zapisane. To ma znaczenie dla stosunków dyplomatycznych. To nie są pogawędki, ale rozmowy o interesach państwa - przekonywał gość TOK FM.

Przypomnijmy, dwaj rosyjscy pranksterzy prowadzili kilkunastominutową rozmowę z prezydentem Dudą podając się pod sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa. Nagranie pojawiło się w internecie. W rozmowie polski prezydent zapewniał m.in. że nie dyskryminuje osób LGBT. Mówił też, że Donald Tusk "go nie lubi". Jak na razie odpowiedzialność za całą sprawę poniosło dwóch pracowników Stałego Przedstawicielstwa RP przy ONZ w Nowym Jorku. Zostali oni odwołani z placówki ze skutkiem natychmiastowym

- To jest śmieszne. Ci ludzie w Nowym Jorku mają charakter (...) często usługowy. Oni przecież nie pełnią funkcji śledczych tylko informacyjne - skomentował w TOK FM Ryszard Kalisz. Jego zdaniem, odpowiedzialny za całe zamieszanie jest minister w kancelarii od spraw zagranicznych, który "powinien taką rozmowę przygotować i nadzorować".

DOSTĘP PREMIUM