Morawiecki odtrąbił sukces po szczycie UE. Ekspert tłumaczy, to "czysta polityka i próba zaklinania rzeczywistości"

- To zaskakujące, że w XXI wieku, w Unii Europejskiej, państwa obawiają się klauzul powiązania czegokolwiek (na przykład pieniędzy i ich wypłat) właśnie z praworządnością. Chyba nic innego lepszego nie może się wydarzyć dla państwa niż praworządność - mówił w TOK FM prof. Robert Grzeszczak. Ekspert tłumaczył też, czy wypłata unijnych pieniędzy będzie powiązana z przestrzeganiem praworządności.
Zobacz wideo

Dla przywódców państw Unii Europejskiej to była bardzo pracowita noc. Przed godziną 22 usiedli do - kolejnej już w czasie trwającego do piątku szczytu wspólnej kolacji, by w końcu - o 5.30 rano - ogłosić, że jest porozumienie w sprawie przyszłego budżetu UE i funduszu odbudowy. Przypomnijmy, porozumienie zakłada, że fundusz ten liczyć będzie 750 mld euro. Z tej sumy 390 mld euro będą stanowiły granty, a 360 mld euro pożyczki. 

Przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel - ogłaszając porozumienie - powiedział, że "po raz w europejskiej historii budżet będzie w jasny sposób powiązany z naszymi klimatycznymi celami, po raz pierwszy poszanowanie dla praworządności jest decyzyjnym kryterium dla wydatków budżetowych". Co ciekawe, innego zdania był premier Mateusz Morawiecki oraz premier Węgier Viktor Orban, którzy na wspólnej konferencji stwierdzili, że "nie ma bezpośredniego połączenia pomiędzy praworządnością a środkami budżetowymi".

- Mamy tu do czynienia z taką czystą polityką i próbą zaklinania rzeczywistości. Bo z jednej strony mamy najwyższe instytucje i urzędników Unii Europejskiej oraz głowy większości państw członkowskich, a z drugiej dwóch premierów "maruderów" - stwierdził w Poranku Radia TOK FM prof. Robert Grzeszczak z Katedry Prawa Europejskiego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. I podkreślił, że w informacjach udostępnionych po zakończonym szczycie (nie tylko w wypowiedziach liderów UE) są zapisy dotyczące powiązania wypłaty unijnych środków z przestrzeganiem zasad praworządności.

Karolina Lewicka zwróciła uwagę, że zdaniem Morawieckiego i Orbana "musi być jednomyślna zgoda Rady Europejskiej na zastosowanie jakichkolwiek sankcji" w związku z ewentualnym łamaniem praworządności. Tymczasem, jak kontynuowała dziennikarka TOK FM, w dokumentach jest zapis, że decyzje zapadać będą na forum Rady większością głosów. - I nie ma nic o jednomyślności - powiedziała.

- Pan premier zręcznie przemyka od jednej instytucji do drugiej - skomentował ekspert. I wyjaśnił, że "jednomyślnie" - przez całą Radę Europejską podejmowane są kierunkowe decyzje polityczne, na szczytach. Tak też się stało dziś w sprawie praworządności, gdzie RE jednomyślnie zdecydowała, że jej przestrzeganie powinno być powiązane z wypłatą unijnych środków. Natomiast decyzje szczegółowe np. co do kontrolowania tego, czy praworządność jest przestrzegana i nakładania ewentualnych sankcji będą już podejmowane oddzielnie - właśnie większością głosów.  

Szczyt UE i groźna praworządność

Ekspert przyznał, że dziwi go, dlaczego w XXI wieku, w Unii Europejskiej, państwa obawiają się klauzul powiązania czegokolwiek (na przykład pieniędzy i ich wypłat) właśnie z praworządnością. - Chyba nic innego lepszego nie może się wydarzyć dla państwa niż praworządność. To znaczy, że obywatele tego państwa są chronieni m.in. przed uznaniowością decyzji władzy - skomentował.

Karolina Lewicka zwróciła uwagę, że premierzy Morawiecki i Orban mają problem z rządami prawa w swoich krajach, stąd trwał bój o to, by mechanizm praworządności "wygumkować" z porozumienia ws. budżetu. Prof. Grzeszczak zgodził się z taką oceną i podał, że skoro stanowisko premierów Polski i Węgier było tak zdecydowane, oznacza to, że przewidują oni, iż problemy z praworządnością nie znikną podczas ich kadencji. - I to jest smutna konstatacja - skwitował.

Szczyt UE w Brukseli. Naciski z Warszawy

Prof. Grzeszczak przypomniał, że istotną rolę w całej sprawie ma także polityka wewnętrzna. Kiedy Mateusz Morawiecki negocjował unijne środki, wielu ministrów w naszym kraju (zwłaszcza z resortu sprawiedliwości) przekonywało, że premier ma moralny obowiązek zawetować rozmowy, jeśli okaże się, że mechanizm praworządności będzie obowiązywał. 

- I z jednej strony politycy nawołują, żeby wetować (...), a z drugiej strony premier widzi, że budżet jest bardzo opłacalny dla Polski, bo to, co jest możliwe do uzyskania dla Polski, to prawie 160 miliardów euro. To jest bardzo dużo pieniędzy. Gdyby premier chciał spełnić wolę kolegów z koalicji, musiałby to zawetować. To byłaby dramatyczna sytuacja - powiedział prof. Grzeszczak. I dodał, że Mateusz Morawiecki, mówiąc na konferencji o braku mechanizmu praworządności - kierował się właśnie do polskich polityków i swoich wyborców, by uspokoić nieco wewnętrzne nastroje. 

O tym, że zasada dotycząca przestrzegania rządów prawa i powiązania tego z dostępem do unijnych pieniędzy jest wpisana w porozumienie przekonywał też w "Magazynie EKG" Michał Broniatowski z Politico i Onetu. - To dlaczego premier Morawiecki mówi, że jest inaczej? - dziwił się prowadzący program Maciej Głogowski. - Bo zostało to, jak powiedział jeden z dyplomatów unijnych, specjalnie napisane w takiej niejasnej formie, żeby pan premier Orban mógł podnieść rękę i się na to zgodzić - odparł Broniatowski.

Gość "Magazynu EKG" zacytował fragment unijnego porozumienia brzmiący następująco: "Finansowe interesy Unii Europejskiej są chronione w zgodzie z ogólnymi zasadami zapisanymi w Traktatach, w szczególności z wartościami określonymi w artykule 2 Traktatu o UE. Rada Europejska podkreśla znaczenie ochrony interesów finansowych Unii. Rada Europejska podkreśla znaczenie poszanowania praworządności".

- Więc formułowanie "rządy prawa" jest w porozumieniu. A odniesienie się do artykułu drugiego, który określa wszystkie fundamenty Unii Europejskiej włącznie z rządami prawa, ma to znaczenie, że Polska i Węgry podlegają dyscyplinującej procedurze, bo są podejrzane o naruszanie zasad właśnie z tego artykułu - dopowiedział Broniatowski.

DOSTĘP PREMIUM