Zamieszanie wokół wypowiedzenia konwencji stambulskiej. "Kaczyński ma dobry słuch społeczny i wie, że nie wygra"

Rząd PiS poważnie zastanawia się nad wypowiedzeniem konwencji antyprzemocowej. Zdaniem polityków opozycji z jednej strony to tylko wrzutka, której nie da się przeprowadzić. Zaś z drugiej strony pokazuje to, że rząd i partia Jarosława Kaczyńskiego są "stopniowo zawłaszczani przez fundamentalistów religijnych".
Zobacz wideo

Nie dla legalizacji przemocy domowej - pod takim hasłem ulicami polskich miast przeszli w piątek protestujący przeciwko wypowiedzeniu przez Polskę konwencji antyprzemocowej. Z takim zamiarem wystąpiła organizacja Ordo Iuris, która właśnie rozpoczęła zbieranie podpisów pod petycją w tej sprawie. O wypowiedzeniu konwencji stambulskiej coraz częściej mówią politycy PiS. - Polska przede wszystkim przygotowuje się do zmian, bo już oprotestowaliśmy, wyraziliśmy swoje stanowisko i przygotowujemy się przede wszystkim do wypowiedzenia, kiedy, to zostanie już skonsultowane właśnie z Ministerstwem Sprawiedliwości – mówiła Marlena Maląg, szefowa resortu rodziny, pracy i polityki społecznej. W podobnym tonie wypowiedział się też Marcin Romanowski, wiceszef resortu sprawiedliwości. Wypowiedzenie konwencji poparła też wicepremier Jadwiga Emilewicz.

Blokada na podcaście? Odblokuj wszystkie podcasty za 5 zł

Magdalena Sroka, rzeczniczka Porozumienia, przyznawała w "Wyborach w TOK-u", że trwają analizy prawne w tej sprawie, żeby ocenić, czy Polsce potrzebna jest konwencja. – Decyzja ma zapaść do końca roku. Są głosy, które mówią, że są w niej zapisy ideologiczne, zupełnie niepotrzebne. Na przykład wprowadza się kolejną płeć, społeczno-kulturową. W Polsce są dwie płci: kobiety i mężczyźni – mówiła posłanka klubu PiS i podkreślała jednocześnie, aby nie tworzyć rzeczywistości, że jej formacja polityczna chce coś zabrać kobietom. – Nie ma zgody na przemoc domową – zaznaczyła. Podkreślała jednocześnie, że jeszcze przed 2015 rokiem, czyli ratyfikacją konwencji, w Polsce były przepisy chroniące ofiary przemocy domowej i takowe pojawiały się też później, niezależnie od konwencji.

Zdaniem Arkadiusza Marchewki z PO myślenie o wypowiedzeniu konwencji antyprzemocowej jest nieodpowiedzialne. – Politycy PiS znów próbują kreować wroga, który szkodzi polskiej rodzinie. Nie mają ku temu żadnych racjonalnych argumentów. To, że ratyfikowaliśmy tę konwencję, oznacza, że przynależymy do cywilizowanej części świata, a ofiary przemocy nigdy nie zostaną pozostawione same sobie – podkreślał polityki PO.

- To, co robi PiS, jest bezsensowne – oburzał się Robert Kwiatkowski, poseł SLD. Jego zdaniem świadczy to o tym, że rząd i partia Jarosława Kaczyńskiego są "stopniowo zawłaszczani przez fundamentalistów religijnych". – Do głosu znów dochodzi ta sekta Ordo Iuris i odciska wpływ na kolejnych fragmentach życia publicznego. Fundamentalistom ubzdurało się, że Konwencja stambulska wprowadza genderowe miazmaty do życia publicznego. To absurd – powiedział Kwiatkowski.

Z kolei Władysław Teofil Bartoszewski z PSL ocenił, że spraw konwencji to temat zastępczy. - PiS wrzuca do życia publicznego kolejną sprawę, żeby przykryć istotne problemy. Z tego nic nie będzie. Można nie lubić Jarosława Kaczyńskiego, ale trudno mu odmówić tego, że ma bardzo dobry słuch społeczny i dlatego wygrywa wybory. Szef PiS dobrze wie, że to jest temat, z którym nie można wygrać. Podobnie było już przy proteście czarnych parasolek w sprawie zaostrzenia przepisów aborcyjnych. Chodzi o to, żeby zmylić przeciwnika. To wrzutka, która nie ma żadnej szansy przeprowadzenia – komentował poseł.

DOSTĘP PREMIUM