"Z punktu widzenia autorytetu rządu sytuacja jest żenująca". Były wicepremier o tym, od czego trzeba zacząć reformę górnictwa

Zdaniem Janusza Steinhoffa plan naprawczy PGG był "niedopracowany" i oczywiste było, że przedstawienie go "z marszu" związkowcom nie spotka się z ich akceptacją. - To jest błędnie postawiona koncepcja restrukturyzacji - ocenił w TOK FM założenia programu. Według byłego wicepremiera i ministra gospodarki rząd powinien, jak najszybciej, przygotować program dobrowolnych odejść dla górników i wstrzymać przyjmowanie nowych pracowników do kopalń.
Zobacz wideo

Jeszcze we wtorek rano przedstawiciele Ministerstwa Aktywów Państwowych na nieformalnym spotkaniu ze śląskimi dziennikarzami tłumaczyli, że nie ma innej drogi dla ratowania Polskiej Grupy Górniczej, jak likwidacja kopalń. Wyjaśnili, że sytuacja jest tak tragiczna, że PGG zbiera na sierpniowe wypłaty, a we wrześniu nie będzie mieć na nie pieniędzy i że od 2 miesięcy nie płaci VAT-u i ZUS-u. Alternatywą miała być upadłość.

Ale ostatecznie plan ministerstwa, który zakładał zamykanie kopalń... w ogóle nie został przedstawiony związkowcom. Trafił do kosza, zanim ujrzał światło dzienne. Czytaj więcej tutaj >>>

- Z punktu widzenia autorytetu administracji państwowej, z punktu widzenia autorytetu rządu RP sytuacja jest wyjątkowo żenująca - komentował sprawę w Magazynie EKG dr Janusz Steinhoff, wicepremier w rządzie Jerzego Buzka. Podkreślił, że "wiadomo było", iż przedstawienie "tego programu "tak ad hoc, z marszu" związkowcom będzie nieskuteczne. - W taki sposób nie przygotowuje się poważnych programów restrukturyzacji - ocenił.

Podcast jest zablokowany? Za 5 złotych odblokujesz wszystkie!

Zdaniem Steinhoffa od dłuższego czasu w górnictwie mamy do czynienia z "chocholim tańcem". - Ja te rozmowy, które prowadzono w różnych czasach, nazwałem rozmowami w atmosferze balu na Titanicu. Obie strony zaklinały rzeczywistość, obie strony fraternizowały się i z tego nic nie wynikało - mówił były minister gospodarki, wskazując, że "degrengolada w górnictwie trwa od dłuższego czasu". - Ona nie zaczęła się dzisiaj, nie zaczęła się wraz z epidemią koronawirusa. Ona praktycznie zaczęła się jakieś 15 lat temu, gdy przestano w jakikolwiek sposób podejmować racjonalne decyzje, podyktowane ekonomią. Gwałcono tę ekonomię. Związkowcy byli coraz bardziej odporni na jakiekolwiek argumenty menedżerów i na jakiekolwiek argumenty wynikające z ekonomii. Mało tego, politycy, szczególnie w ostatnim czasie, traktowali górników przedmiotowo - podkreślił w rozmowie z Maciejem Zakrockim. I  przypomniał, jak prezydent Duda mówił, że nie pozwoli "zamordować górnictwa", a premier Beata Szydło w 2017 roku zapewniała, że rząd PiS chce, by górnictwo było kołem zamachowym polskiej gospodarki.

Nie można też zapominać, że ta sama Beata Szydło wiele czasu w kampanii 2015 roku poświęciła górnictwo i kilka razy występowała na wiecach, krytykując pomysły ówczesnych władz na reformę górnictwa, obiecując, że PiS na zamykanie kopalń nie będzie się zgadzał. Szydło w TOK FM zarzucała wtedy rządowi Ewy Kopacz "niezwykłą arogancję" w sprawach dotyczących górników.

Jak ocenił Steinhoff, trudno się więc dziś dziwić, że górniczy związkowcy i pracownicy kopalń mogli mieć przeświadczenie o idealnym stanie branży. Mimo tego, że od lat pogrążała się ona kryzysie.

"Nie tak się rozpoczyna restrukturyzację"

Według ustaleń dziennikarzy - m.in. reporterki TOK FM Darii Klimzy - rządowe pomysły na restrukturyzację PGG, zakładały m.in. zamknięcie trzech ruchów kopalni Ruda, kopalni Wujek, obniżenie pensji o 30 proc, rezygnację z tzw. 14. pensji dla górników oraz zwalnianie pracowników po roku z odprawą wynoszącą około 100 tys. zł.

Jak ocenił były wicepremier i minister gospodarki, program przygotowany przez resort Jacka Sasina był "niedopracowany".

Zdaniem Steinhoffa "nie tak się rozpoczyna restrukturyzację".  - To jest błędnie postawiona koncepcja restrukturyzacji. Po pierwsze, żeby zamknąć kopalnie, wpierw trzeba wyprowadzić z niej pracowników. Moim zdaniem należałoby w tej chwili przygotować system dobrowolnych odejść, ale inny niż ma to miejsce w tej chwili. Objąć tym systemem górników z większości polskich kopalń, co umożliwia alokację górników między zakładami - mówił, przypominając, że w czasach Jerzego Buzka z górnictwa dobrowolnie odeszło w ciągu czterech lat 100 tys. osób; nikogo nie zwolniono. 

Gość TOK FM dodał, że jego zdaniem jedynym obecnie racjonalnym rozwiązaniem jest zatrzymanie przyjęć nowych pracowników do kopalń, redukcja zatrudnienia na zasadach dobrowolności, a potem likwidacja kopalń, które są trwale nierentowne. Zaznaczył przy tym, że możliwości redukcji kosztów jest tak naprawdę wiele, jednak wymagają one "od obecnego rządu przede wszystkim odpowiedzialności". 

- Natomiast to, że związkowcy wczoraj praktycznie całkowicie zakwestionowali ten program, wręcz go ośmieszyli, a rząd się z tego wycofał, jest konsekwencją nieprofesjonalizmu i braku odpowiedzialności po stronie rządzących - podsumował dr Janusz Steinhoff.

DOSTĘP PREMIUM