Kaczyński myśli o zmianie ordynacji? "Manipulacja przy prawie wyborczym jest jak nunczako"

PiS wprowadzi zmiany w ordynacji wyborczej, żeby zapewnić sobie wieczną władzę - takie plotki krążą ostatnio w mediach. Według prof. Jarosława Flisa gmeranie przy liczbie okręgów może przynieść władzy więcej kłopotów niż pożytku.
Zobacz wideo

W ubiegłym tygodniu w mediach pojawiały się informacje, że Jarosław Kaczyński myśli o zmianie ordynacji wyborczej. Według plotek w wyborach do Sejmu byłoby 100, a nie 41 okręgów. Zdaniem prof. Jarosława Flisa, socjologa z Zakład Badań nad Mediatyzacją Uniwersytetu Jagiellońskiego, taki pomysł może być motywowany tym, że PiS chciałby osiągać jeszcze lepsze wyniki wyborcze. – To takie podkręcenie premii za integrację, którą zapewnia nasz system liczenia głosów. W Polsce opłaca się łączyć siły przed wyborami, bo system D’Hondta daje za to nagrodę przy dzieleniu mandatów. Stąd pomysł PiS, skoro my jesteśmy zintegrowani, to zapewnimy sobie jeszcze większą premię – mówił prof. Flis.

Chcesz posłuchać całej rozmowy? Za 5 zł odblokujesz wszystkie podcasty

Taki system wzmocniłby też siłę dwóch największych partii. – U nas jest taki system rycerzy i giermków. Są dwie główne partie, które walczą o władze i fotel premiera. Jednak bardzo rzadko mogą liczyć na taką większość, by zapewnić sobie zwycięstwo samodzielnie. Dlatego muszą szukać giermków, którzy dowiozą głosy innego elektoratu niż ich własny. W Polsce wiara w to, że będzie system całkowicie dwupartyjny to ułuda – przekonywał prof. Flis.

Jednak według gościa TOK FM, pomysłodawcy takich zmian zapominają o tym, że również opozycja może zacząć dążyć do integracji i koalicji. – Manipulacja przy prawie wyborczym jest jak nunczako. Łatwiej trafić we własną głowę, niż w przeciwnika. Taka zmiana podniosłaby natychmiastowo poziom napięć terytorialnych w kraju. Już teraz walki wewnętrzne na listach są uciążliwe, a będą jeszcze bardziej. Kto będzie na jedynce, to będzie miał pewny mandat. Posłowie z tylnych rzędów PiS, którzy dostaną dalsze miejsca, będą musieli stanąć do ostrzejszej rywalizacji – podkreślał ekspert.

A zblokowana opozycja praktycznie wyklucza zysk partii rządzącej ze zmiany ordynacji. – Same straszenie takimi działaniami w 2019 roku doprowadziło do ruchów integracyjnych na lewicy czy w centrum. Łatwo sobie wyobrazić, że gdyby dorzucić kolejny impuls, to w wyborach byłyby nie trzy bloki opozycji, a dwa. To niweluje wszystkie zyski PiS z większej liczby okręgów – mówił prof. Flis i jako przykład podawał proste przeliczenie głosów z pierwszej tury ostatnich wyborów prezydenckich. – Przy stu okręgach, PiS zyskałby 23 mandaty w stosunku do tego, co ma obecnie. Natomiast jeśli dodalibyśmy głosy Władysław Kosiniaka-Kamysza do Szymona Hołowni i Roberta Biedronia do Rafała Trzaskowskiego, to PiS straciłby to, co zyskał i jeszcze poszedł w dół o trzy mandaty. Rządzących świerzbią ręce, ale takie kroki częściej prowadzą do samookaleczeń niż do wymarzonych efektów – zaznaczał ekspert.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM