"Polska nie pielęgnuje tradycji powstańców. Raczej tych, z którymi powstańcy walczyli"

- Jeśli w 2020 roku żyjemy w kraju, w którym zapala się znicze pomnikom, a ignoruje się cierpienie, samobójstwa, depresje tysięcy młodych i starszych osób, to z całą pewnością coś jest nie tak - mówiła w TOK FM posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.
Zobacz wideo

- To, co Andrzej Duda powinien powiedzieć, a czego na pewno nie powie, to słowo "przepraszam". To przeprosiny wobec wszystkich, którzy nie - jak lubią mówić politycy prawicy - "poczuli się obrażeni", tylko którzy zostali wytknięci, urażeni, znieważeni i którzy byli zaszczuwani na potrzeby kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy - powiedziała Dziemianowicz-Bąk w audycji "Wywiad polityczny". Nawiązała tu rzecz jasna m.in. do słów prezydenta o tym, że "LGBT to nie ludzie, ale ideologia"

Blokada na podcaście? Odblokuj wszystkie podcasty za 5 zł

Posłanka odniosła się również do zatrzymania przez policję osób podejrzanych o "znieważenie pomników" tęczowymi flagami. - Chciałabym, by pokojowe demonstrowanie swojego sprzeciwu wobec nienawiści - mam tu na myśli wieszanie tęczowych flag na pomnikach warszawskich - nie spotykało się z w Polsce, która powinna być państwem prawa, z nagonką - mówiła.

Prowadzący audycję Roch Kowalski stwierdził, że po wyborach "było oczekiwanie, że ta światopoglądowa wojna domowa dobiegnie końca, bo nie będzie już podsycana kampanią Andrzeja Dudy. - Ale zdaje się, że tak się nie stało. Jak spojrzymy na obrazki z marszu nacjonalistów 1 sierpnia, gdzie deptana była tęczowa flaga czy też na zatrzymanie dwóch aktywistek Margot i Łani, które umieszczały tęczowe flagi na pomnikach, to widać, że ten konflikt światopoglądowy wcale nie dobiegł końca - dodał dziennikarz.

- Panie redaktorze, jeśli mogę sobie pozwolić - to nie jest konflikt światopoglądowy! - zaprotestowała Dziemianowicz-Bąk.

- My nie mamy do czynienia ze sporem na temat trybu życia. Mówimy o sytuacji, gdy określona grupa społeczna, w tym przypadku mniejszość seksualna, jest od lat dyskryminowana. A w ostatnich tygodniach ta nagonka na osoby LGBT zyskała niespotykaną do tej pory skalę. Bo jeśli najwyżsi politycy pozwalają sobie na takie słowa, jak prezydent Andrzej Duda i jego otoczenie, to faktycznie mówimy o narastaniu nienawiści - wyjaśniła.

- Do wyborów prezydenckich można było to tłumaczyć (choć nie usprawiedliwiać) logiką kampanii, tym, że Duda gra nieczysto ze względu na chęć osiągnięcia zysku politycznego. Dziś już takiej motywacji nie ma. Dziś nie da się tego wytłumaczyć wyrachowaną kalkulacją polityczną. Dziś to, co dzieje się wobec osób LGBT, jest po prostu prześladowaniem - podkreślała polityczka.

- Żyjemy w państwie, które - jak słusznie przypomniały uczestniczki Powstania Warszawskiego - wchodzi na drogę naśladowania tego, z czym Powstanie walczyło: nienawiści, dzielenia ludzi na lepszych i gorszych, tworzenia stref wolnych od określonych ludzi. A to się kończy tragicznie -ostrzegła.

Posłanka wyraziła ubolewanie, że szczuciu na LGBT nie przeciwstawia się ani nikt z otoczenia prezydenta, ani większość parlamentarzystów. W Sejmie za to wciąż zasiada poseł PiS Przemysław Czarnek, którego skrajnie homofobiczne wypowiedzi nie spotkały się z potępieniem ze strony jego ugrupowania ani karą sejmowej komisji etyki. - Pan poseł Czarnek po prostu nie powinien zasiadać w gronie parlamentarzystów - stwierdziła bez wahania Dziemianowicz-Bąk.

I ciągnęła dalej ten wątek: - Jeśli politycy nie reagują na takie słowa swoich kolegów, to znaczy, że mamy w Polsce instytucjonalne przyzwolenie na homofobię, dyskryminację i prześladowanie. Bo to nie jest coś, co dzieje się tylko w przestrzeni słów. Konsekwencje tego szczucia są realne.

- Zobaczyłam premiera Morawieckiego, jak zapala znicz pod jednym z pomników, na którym zatknięto tęczową flagę. Próbowałam sobie przypomnieć, czy premier pojawił się ze zniczem, gdy w Lublinie próbowano dokonać zamachu bombowego na osoby LGBT. Czy zapalił znicz, gdy pod warszawskie metro rzucił się nastolatek LGBT, który nie mógł znieść szczucia. Nie przypominam sobie - stwierdziła z goryczą Dziemianowicz-Bąk.

- Jeśli w 2020 roku żyjemy w kraju, w którym zapala się znicze pomnikom, a ignoruje się cierpienie, samobójstwa, depresje tysięcy młodych i starszych osób, to z całą pewnością coś jest nie tak. I nie jest to państwo, które pielęgnuje tradycje powstańców, a raczej tych, z którymi powstańcy walczyli - podsumowała na koniec.

DOSTĘP PREMIUM