Biejat o brutalności policji: To konsekwencja polityki nienawiści

- Policjanci nie podali nikomu nazwiska, chociaż mają obowiązek się legitymować. W związku z tym nie mamy możliwości zaskarżać policjantów, którzy zachowywali się brutalnie - posłanka Magdalena Biejat opisywała w TOK FM, co działo się podczas aresztowana aktywistki Margot.
Zobacz wideo

Nie milkną echa piątkowego aresztowania aktywistki Margot. Towarzyszył temu protest, którego uczestnicy mówili o "niewiarygodnej brutalności" policjantów, którzy mieli wyrywać protestujących z tłumu bez ostrzeżenia czy wezwania do rozejścia się.

Margot została aresztowana nagle, podczas demonstracji, chociaż chwilę wcześniej sama chciała oddać się w ręce policji.

- Mieliśmy do czynienia z groteskową sytuacją. Aktywistka, która ma być aresztowana, dobija się do radiowozu, a funkcjonariusz jej nie wpuszcza. Policja była agresywna, przy mnie wyłapywała zupełnie przypadkowe osoby, które po prostu tam stały, albo szły i pakowała je do furgonetek, wywoziła w niewiadome miejsca – relacjonowała w TOK FM posłanka Lewicy Magdalena Biejat.

- Policjanci nie podali nikomu nazwiska, chociaż mają obowiązek się legitymować. W związku z tym nie mamy możliwości zaskarżać policjantów, którzy zachowywali się brutalnie. Adwokatów i posłanek z interwencją poselską nie wpuszczano na komendę. Rodziny zatrzymanych nie mogli ustalić, gdzie są ich dzieci – wymieniała.

- Zwykle jestem daleka od takich porównań, ale to przypominało sceny ze stanu wojennego – dodała.

Posłanki Lewicy próbują ustalić, gdzie przebywają zatrzymane osoby.

- Mamy na liście ponad 50 nazwisk. To nie są dane od policji, to informacja od osób, które szukają i zwracają się do nas z pytaniami, czy coś wiemy. Współpracujemy z adwokatami, którzy szukają swoich klientów po komisariatach, ale oni są cały czas przewożeni między komisariatami. To jest zabawa w kotka i myszkę, która trwa już od kilkunastu godzin – tłumaczyła Biejat.

Posłanka podkreśliła, że większość zatrzymanych nie zachowywała się agresywnie, wśród nich są też przypadkowi przechodnie.

- Ale nawet gdyby te osoby stawiały czynny opór, to należy im się przestrzeganie ich podstawowych praw – dostępu do adwokata i możliwości kontaktu z rodziną – podkreśliła.

"To konsekwencja polityki nienawiści"

Prowadzący audycję Jacek Żakowski zastanawiał się, czy takie działanie policji miało na celu prowokowanie protestujących i eskalowanie konfliktu.

- To częściowo było zachowanie prowokacyjne, ale to jest konsekwencja działań władzy, konsekwencja polityki nienawiści. Trudno powiedzieć na ile to co się działo było intencjonalne, a na ile wynika z bardzo złej praktyki. Czyli praktyki narastającej brutalności policji i łamania praw człowieka. Policja zachowywała się agresywnie w stosunku do uczestników manifestacji. Mamy przypadki poturbowania osób, które były zatrzymywane. Byłam świadkiem przepychanek policji z demonstrującymi, którzy zachowywali się naprawdę pokojowo – komentowała Biejat.

Głos w sprawie zabrał w sobotę minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

- Obrona bandytyzmu przez polityków jest rzeczą niesłychaną, wzywam ich do tego, by przeprosili, by się opamiętali - powiedział minister. - Jeśli takie zachowania będą akceptowane, nie wiem, do czego to może doprowadzić, na pewno do bardzo złych konsekwencji – dodał minister.

Zdaniem Biejat, przeprosić powinien właśnie Ziobro.

- Mamy aktywistkę, wobec której stosuje się nadmiarowy areszt, bo nie ma żadnych przesłanek, żeby go stosować. I ona chce się oddać w ręce wymiaru sprawiedliwości. Policja najpierw jej nie przyjmuje, a potem urządza pokazowe aresztowanie na środku demonstracji. A następnie w sposób brutalny pacyfikuje uczestników pokojowego zgromadzenia. Uważam, że przeprosić powinni pan Ziobro, Komendant Główny Policji oraz pan Mariusz Kamiński – przekonywała.

Kim jest Margot? 

Margot to jedna z aktywistek, które na warszawskich pomnikach zawiesiły także tęczowe flagi. W sprawie akcji zawiadomienie do prokuratury złożył wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta. Najpierw zatrzymano Margot, a następnie Łanię z kolektywu Stop Bzdurom i trzecią działaczkę. Aktywistki usłyszały zarzuty i zostały zwolnione z aresztu.

Wcześniej Margot była aresztowana pod zarzutem zaatakowania furgonetki z homofobicznymi treściami na plandece. Zdarzyło się to pod koniec czerwca na warszawskim Śródmieściu. Grupa osób zaatakowała kierowcę furgonetki. Przecięto oponę, urwano lusterko i tablicę rejestracyjną. Prokuratura zakwalifikowała to jako występek o charakterze chuligańskim. Według śledczych zatrzymana miała w tym współuczestniczyć. To właśnie w związku z tą sprawą Margot ma trafić na dwa miesiące do aresztu. 

DOSTĘP PREMIUM