Wiceminister: Pociski "made in Poland" na Białorusi to nie sprawa dla MON. Można je kupić w sklepach myśliwskich

To nie jest pytanie do ministra obrony narodowej - tak wiceszef MON Marcin Ociepa odpowiedział w TOK FM na pytanie o sprawę łusek z napisem "made in Poland", znalezionych na ulicach Mińska.
Zobacz wideo

Informację o elementach amunicji podpisanej "made in Poland" podał we wtorek Sławomir Sierakowski, który wydarzenia na Białorusi relacjonuje na łamach "Krytyki Politycznej". Jeszcze tego samego dnia MON zadeklarował, że nie sprzedawał ani uzbrojenia, ani amunicji na Białoruś.

W czwartek w TOK FM wiceminister obrony Marcin Ociepa stwierdził, że pytań w ogóle nie należy kierować do resortu obrony narodowej. - Skoro mówimy o amunicji myśliwskiej, to nie ma wątpliwości, że nie była to amunicja produkowana przez polskie zakłady zbrojeniowe - powiedział polityk Porozumienia.

Elementy amunicji, które sfotografował Sławomir Sierakowski, wyprodukowane zostały w Fabryce Amunicji Myśliwskiej Fam-Pionki. - Nie jest to amunicja używana przez polskie wojsko ani polskie zakłady zbrojeniowe - deklarował wiceminister.

Podcast jest zablokowany? Za 5 złotych odblokujesz wszystkie!

Próba "udowodnienia wątku polskiego"

Ale Marcin Ociepa zastrzegł również, że nie wyklucza innego scenariusza, a mianowicie prowokacji. - Tego, że ktoś próbuje udowodnić wątek polski - dodał, odnoszą się do stwierdzeń Alaksandra Łukaszenki o sterowaniu protestami na Białorusi z Polski, Czech i Wielkiej Brytanii

O wątku prowokacji mówił w środę w TOK FM również płk rez. dr Piotr Łukasiewicz, analityk Polityki Insight, były ambasador RP w Afganistanie. - Zaskakujące jest, dlaczego akurat ta amunicja znalazła się dokładnie tego dnia na ulicach Mińska. Jak to możliwe, że przełożony wydaje taką amunicję, że zostaje ona użyta i że zostaje na ulicach wystawiona na oczy świata - zastanawiał się. Jak mówił, możemy tu mieć do czynienia ze "świadomym użyciem w celu wywołania określonego wrażenia politycznego".

Protesty na Białorusi po wyborach prezydenckich

Protesty w wielu białoruskich miastach trwają od niedzieli, kiedy to ogłoszono, że wybory prezydenckie wygrał Alaksandr Łukaszenka. Na ulice i place miast wyszli przeciwnicy prezydenta, którzy przekonani są co do tego, że głosowanie zostało sfałszowane. Milicja i OMON zatrzymały do środy sześć tysięcy osób. Potwierdzono, że dwie osoby zginęły. 

DOSTĘP PREMIUM