Poseł KO zbulwersowany podwyżkami dla polityków. "Ja się pytam, gdzie są szefowie klubu? Dlaczego milczą?"

- Jestem szczerze zbulwersowany. Nie rozumiem, dlaczego zabrakło refleksji po stronie opozycji - mówił o przyznaniu przez Sejm podwyżek dla polityków poseł KO Franciszek Sterczewski. W poniedziałek sprawą zajmie się Senat. Jeden z senatorów KO przyznał w TOK FM, że nie poprze projektu ustawy w obecnym kształcie.
Zobacz wideo

Po błyskawicznym przyjęciu w Sejmie ustawy dającej podwyżki politykom, na rozpoczynającym się w poniedziałek posiedzeniu zajmie się nią Senat. Przypomnijmy, Prawo i Sprawiedliwość - przy milczącej zgodzie większości opozycji - podniosło pensje parlamentarzystom, samorządowcom, ministrom, premierowi i prezydentowi. Przeciwny temu rozwiązaniu był m.in. poseł Koalicji Obywatelskiej Franciszek Sterczewski. Dlaczego? - W pierwszej kolejności powinniśmy rozmawiać o podwyżkach dla osób zatrudnionych w służbie zdrowia, dla nauczycieli, dla osób z sektora kultury i wszystkich tych, którzy ciężko doświadczają sytuacji pandemicznej, zbliżającego się kryzysu i recesji. To nimi powinniśmy się zajmować w pierwszej kolejności, a sobą w ostateczności - tłumaczył w Poranku TOK FM poseł KO. 

Podcast jest zablokowany? Za 5 złotych odblokujesz wszystkie!

Jego zdaniem można rozmawiać o wysokości wynagrodzeń posłów czy prezydenta, ale "nie teraz w czasie pandemii". - To jest naprawdę jakieś kuriozum. Nie rozumiem argumentu, dla którego mielibyśmy zajmować się tym tematem w tym momencie. Jestem szczerze zbulwersowany. Nie rozumiem, dlaczego zabrakło refleksji po stronie opozycji - przekonywał nie kryjąc emocji. 

Prowadząca audycję Dominika Wielowieyska zastanawiała się, dlaczego opozycja zagłosowała za podwyżkami, skoro PiS ma większość w Sejmie i mógł ten projekt "przepchnąć" samodzielnie. - Niektórym wydaje się, że problemem opozycji jest brak pieniędzy. W związku z tym liczą na subwencje budżetowe, które poprawią ich sytuację. Ale moim zdaniem problemem nie są pieniądze, lecz brak pomysłów, brak nowych strategii, brak jakiegoś nowego ducha. Problemem nie są budżety, ale skostnienie w starych pomysłach - oceniał Sterczewski.

"Jestem w szoku, że opozycja na to poszła"

- Niektórym się wydaje, że ten temat zaraz ucichnie. Że za tydzień ludzie zapomną, bo są wakacje i zaraz będą nowe tematy - dodał gość TOK FM. Jego zdaniem tak się jednak nie stanie, a opozycji sprawa podwyżek będzie wypominana tak, jak sprawa mandatu europoselskiego, który miał oddać Robert Biedroń (a tego nie zrobił). Sterczewski podkreślał, że gniew ludzi, który widać w internecie, na różnych forach i w mediach społecznościowych jest niebywały, ale "absolutnie zrozumiały". - Jestem w szoku, że opozycja na to poszła - stwierdził.

Wielowieyska pytała, czy polityk przedstawiał te argumenty na posiedzeniu klubu KO. Poseł odparł, że fizycznie nie był na nim obecny, ale starał się przekonać swoje koleżanki i swoich kolegów do głosowania przeciwko podwyżkom. - Dziś minęły trzy dni od tego głosowania. Ja się pytam, gdzie są szefowie klubu? Dlaczego milczą? Niech zabiorą głos - apelował Sterczewski. - Cieszę się, że niektórzy zaczynają się tłumaczyć z tej decyzji. Ale szanowni państwo, zacznijcie słuchać ludzi i zacznijcie ich przepraszać - dopowiedział kierując swoje słowa do przedstawicieli opozycji. 

Na koniec prowadząca audycję pytała, czy ze strony władz klubu były jakiekolwiek naciski na posłów, by głosowali za podwyżkami (bo w przeciwnym razie np. nie znajdą miejsc na listach wyborczych). Sterczewski odparł, że wobec niego nikt takiej presji nie wywierał. - Ale rozmawiałem z innymi posłami i posłankami również z innych klubów i faktycznie były takie naciski. Uważam, że to jest kuriozalne - powiedział.

Poseł KO stwierdził też, że "liczy na refleksję w izbie wyższej" i ma nadzieję, że w Senacie pojawi się propozycja, by projekt o podwyżkach odrzucić w całości. - Ale jeśli już go poprawiać, to na przykład w ten sposób, żeby podwyżki weszły od przyszłej kadencji albo dotyczyły tylko samorządowców i tych osób z administracji publicznej, którym naprawdę są potrzebne - stwierdził.

Podwyżki dla polityków. Jak zagłosuje Senat?

Drugim gościem Poranka TOK FM był senator Koalicji Obywatelskiej Marcin Bosacki. Zadeklarował, że "w takim kształcie, w jakim projekt (o podwyżkach) jest obecnie, na pewno za nim nie zagłosuje". - W tej chwili ten projekt jest nie do zaakceptowania dla mnie. I wiem, że jest też wiele senatorów i senatorek, które tak uważają. Nie może klasa polityczna przyznawać sobie największych w historii podwyżek w dniu, w którym ogłaszana jest największa w historii III RP recesja - argumentował Bosacki.

Chcesz posłuchać całej rozmowy? Za 5 zł odblokujesz wszystkie podcasty

Dopytywany, czy prawdą jest, że marszałek Senatu Tomasz Grodzki sugerował senatorom KO, że jeżeli nie będą solidarni z zarządem KO i nie poprą podwyżek, to będą musieli startować w przyszłych wyborach jako osoby niezależne, bez wsparcia partii - Bosacki powiedział, że sam takich słów od marszałka Grodzkiego nie słyszał. Wymijająco odpowiadał jednak na pytania, czy wobec innych senatorów były takie groźby. - Są w życiu, także w życiu polityka, nieco ważniejsze sprawy niż ewentualne groźby - stwierdził niejednoznacznie.  

Jak zagłosuje ws. podwyżek Senat na razie zatem nie wiadomo. Jak wskazał Bosacki, klub KO zbiera się w tej sprawie dopiero po południu. Jego zdaniem jednak najlepsza opcja jest taka, aby zarząd klubu w Sejmie ustalił z prezydium senackim jak można poprawić tę ustawę - po to, by nie przyjmować jej w obecnym kształcie oraz zachować jedność Koalicji Obywatelskiej. 

Przypomnijmy, uchwalone w ekspresowym tempie przez Sejm zmiany przewidują, że wynagrodzenia m.in. prezydenta, parlamentarzystów, premiera, ministrów, wojewodów i marszałków województwa będą powiązane z wysokością wynagrodzeń sędziów Sądu Najwyższego. Posłowie zdecydowali, że wynagrodzenie przysługuje również pierwszej damie.

DOSTĘP PREMIUM