Dziambor z Konfederacji: Podwyżki subwencji to skandal. My nie dostaliśmy grosza z budżetu, a jesteśmy w Sejmie

Jedna trzecia polityków Prawa i Sprawiedliwości jest zatrudniona w ministerstwach po to, żeby sobie dorobić. To są po prostu dodatkowe fuchy - mówił w TOK FM Artur Dziambor z Konfederacji.
Zobacz wideo

Gościem "Wywiadu Politycznego" był poseł Konfederacji Artur Dziambor, przeciwnik subwencji dla partii politycznych. W piątek Sejm błyskawicznie przyjął zmiany w prawie podwyższające wynagrodzenia dla samorządowców, parlamentarzystów i osób zajmujących kierownicze stanowiska w państwie. Projekt zakłada też zmianę sposobu wyliczania subwencji dla partii politycznych. Partie miałyby otrzymywać kwoty o połowę wyższe od dotychczasowej subwencji. W poniedziałek ustawą zajął się Senat. 

- W tej ustawie jest dużo rzeczy, które nas raziły. Ustawa, w której są skokowe podwyżki subwencji, to oczywiście skandal. To są dziesiątki milionów złotych na partie polityczne, których te partie w ogóle nie potrzebują - mówił poseł Dziambor. Dodał też, że sam już od początku kariery politycznej uważał, że "subwencja to jest coś, co natychmiast trzeba zlikwidować."

Prowadzący audycję Roch Kowalski zapytał więc Dziambora, jak jego zdaniem powinien wyglądać system finansowania partii. 

Polityk przekonywał, że "system powinien wyglądać bardzo jasno: składki członkowskie to jedno źródło utrzymania partii, a drugim źródłem powinien być 1 proc. podatku."

- Kto i kiedy powiedział, że partie mają żerować na naszych podatkach? Ja np. nie zgadzam się z niczym, co robi partia Razem, ale z moich podatków idą pieniądze na to, żeby ta partia mogła się rozwijać. I vice versa. Oni nie cierpią Konfederacji. Uważają, że to podli faszyści i źli ludzie, ale z ich podatków też idą pieniądze na utrzymanie mojej partii - argumentował.

Przypomniał też, że wywodzi się z partii, która przez 20 lat nie otrzymała grosza z subwencji. - I jakoś udało się dostać do Sejmu. Bez tej subwencji. Dzięki temu, że mieliśmy bardzo dobrą ofertę, dzięki zaangażowaniu ludzi - stwierdził w TOK FM. 

- Cały czas utrzymywaliśmy się ze składek własnych i mówiliśmy, że subwencję należy odebrać, wtedy nam mówiono, że mówimy to tylko dlatego, że subwencji nie dostajemy. Teraz jesteśmy w Sejmie i mówimy dokładnie to samo - tłumaczył. 

Kwestia wynagrodzenia dla pierwszej damy to kolejny powód, dla którego Konfederacja głosowała przeciwko ustawie.

- Jestem w stanie zgodzić się, że pierwsza dama powinna otrzymywać wynagrodzenie - zaczął Artur Dziambor. Zaraz jednak dodał, że powinna zarabiać tyle, co w ostatnim miejscu, w którym pracowała przed przeprowadzką do Pałacu Prezydenckiego. A do tego nie więcej niż średnia krajowa.

- Myślę, że to sytuacja uczciwa, bo pierwsza dama nie jest ustawowo zmuszona, żeby rzucić pracę. Jest to tylko oczekiwane od niej. Z drugiej strony ma sponsorowane całe życie. Jest ubierana, karmiona, wożona przez pieniądze z podatków, nie ponosi żadnych kosztów życia - tłumaczył polityk Konfederacji. Dziambor jest także za precyzyjnym wyznaczeniem, jakie pierwsza dama ma obowiązki. Zauważył, że "panie Kwaśniewska i Kaczyńska mocno się angażowały, a pań Komorowskiej i Kornhauser-Dudy za pierwszej kadencji w ogóle nie zauważyliśmy."

Artur Dziambor zauważył też, że w ministerstwach pensje dla specjalistów są faktycznie za niskie. - Więc stanowiska obsadza się politykami. Jedna trzecia polityków Prawa i Sprawiedliwości jest zatrudniona w ministerstwach, po to, żeby sobie dorobić. To są po prostu dodatkowe fuchy - mówił. 

DOSTĘP PREMIUM