Cimoszewicz: Polska ma bardzo słabą pozycję i słabą zdolność wpływania na zbiorowe europejskie inicjatywy

- Zestaw posunięć, które miały miejsce jest standardowy - tak o działaniach polskich władz wobec sytuacji na Białorusi mówił w TOK FM Włodzimierz Cimoszewicz. Zdaniem byłego premiera (obecnie europosła), pozycja Polski na arenie międzynarodowej jest zbyt słaba, by mogła ona inicjować wspólne unijne inicjatywy.
Zobacz wideo

Białorusini od dwóch tygodni protestują przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich, które teoretycznie miał wygrać Alaksandr Łukaszenka. W niedzielę na ulice Mińska ponownie wyszły tysiące osób walczących o przeprowadzenie wolnych i demokratycznych wyborów oraz uwolnienie więźniów politycznych. To właśnie sytuacja na Białorusi była głównym tematem rozmowy Karoliny Lewickiej z byłym premierem Włodzimierzem Cimoszewiczem. 

Dziennikarka dopytywała m.in. o ocenę działań rządu Prawa i Sprawiedliwości wobec sytuacji na Białorusi. - Było oświadczenie polskiego MSZ po wyborach, w którym wyrażono głębokie zaniepokojenie całą sytuacją; był list Andrzeja Dudy do członków Rady Bezpieczeństwa ONZ; było wspólne oświadczenie pana prezydenta z prezydentem Litwy; był wniosek Mateusza Morawieckiego o szczyt unijnych liderów, który się odbył w zeszłym tygodniu w formie wideokonferencji - wyliczała. - To dość czy zrobiliśmy za mało? - zastanawiała się redaktor Lewicka

Podcast jest zablokowany? Za 5 złotych odblokujesz wszystkie!

- Zestaw tych posunięć, które miały miejsce jest standardowy. Należało te rzeczy zrobić - stwierdził Cimoszewicz.

Szerzej odniósł się do inicjatywy premiera Morawieckiego ws. zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Rady Europejskiej. - Początkowa reakcja w Brukseli polegała na wzruszeniu ramionami, bo oto premier Polski - kraju, w którym odbyły się niedawno wybory uznane także przez biuro OBWE mieszczące się w Warszawie za niespełniające wszystkich standardów uczciwości, występuje z taką inicjatywą - wskazywał gość TOK FM. Jego zdaniem to, że do owego szczytu doszło spowodowane było nie tyle inicjatywą polskiego premiera, co zmieniającą się sytuacją na Białorusi. - Bo wszyscy byli w sumie zaskoczeni skalą protestów i wytrwałością protestujących - podał.

- Niestety Polska ma bardzo słabą pozycję i bardzo słabą zdolność wpływania w tej chwili na jakieś zbiorowe inicjatywy czy zbiorowe działania - ocenił były premier.

Cimoszewicz podkreślił jednak, że w sprawie Białorusi Unia Europejska nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Wskazał, że już jutro (we wtorek) odbędzie się specjalne posiedzenie komisji spraw zagranicznych Parlamentu Europejskiego. - Najpewniej najbliższe posiedzenie Parlamentu Europejskiego na początku września również się wypowie w tej sprawie, więc to również będzie mobilizowało inne instytucje unijne - przewidywał.

Sam przyznał, że jest zaskoczony skalą protestów i konsekwencją protestujących na Białorusi. - Trudno było spodziewać się takiej determinacji w obronie praw politycznych. Widać, że to jest młode pokolenie Białorusinów, którzy - chyba głównie dzięki internetowi i dzięki wyjazdom na Zachód - wiedzą, jakich praw i wolności są realnie pozbawieni i nie chcą się na to godzić - podsumował.

DOSTĘP PREMIUM