Polsko-niemiecki spór o ambasadora. "Niemcom zabrakło wyczucia, a nad Wisłą to już sprawa polityczna"

- W Polsce zgoda na barona von Loringhovena jako ambasadora Niemiec będzie aktem politycznym. Można sobie wyobrazić, że to zostanie wykorzystane na przykład przez Zbigniewa Ziobrę przeciwko umiarkowanym politykom PiS. Z kolei Niemcy nie chcą się wycofać z tej kandydatury, bo uważają, że mają prawo wysłania do Polski, kogo chcą - mówił w TOK FM Jędrzej Bielecki, dziennikarz "Rzeczpospolitej".
Zobacz wideo

Strona polska nadal nie akceptuje kandydata na nowego ambasadora Niemiec w Polsce. Chodzi o barona Arndta Freytaga von Loringhovena. Jak opisuje "Rzeczpospolita", przyczyną braku porozumienia jest kwestia "wrażliwości historycznej" - wszystko dlatego, że ojcem kandydata na ambasadora był Bernd Freytag von Loringhoven, oficer Wehrmachtu, który jako adiutant szefa sztabu Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych wielokrotnie uczestniczył w odprawach z udziałem Adolfa Hitlera. Przeciwny kandydaturze von Loringhovena jest sam Jarosław Kaczyński, który miał uznać, że pełnienie przez dyplomatę o podobnych korzeniach rodzinnych misji nad Wisłą budzi ogromne zastrzeżenia.

Jędrzej Bielecki, dziennikarz "Rzeczpospolitej", podkreślał, że dla Niemców kandydatura barona von Loringhovena nie budzi żadnych zastrzeżeń. - To doświadczony dyplomata. Był ambasadorem Niemiec w Pradze, pracował w NATO. Ma 63 lata i byłaby to pewnie jego ostatnia misja zagraniczna. Gdy pracował w NATO, to wyrażał duży sceptycyzm wobec działań Rosji na Ukrainie, jest też zwolennikiem silnej więzi z USA. Z punktu widzenia Niemiec wydawał się być kandydatem idealnym - opowiadał Bielecki.

Podcast jest zablokowany? Za 5 złotych odblokujesz wszystkie!

Gość TOK FM podkreślał, że logika obu krajów jest w tej chwili nie do pogodzenia i widać tutaj właśnie to niezrozumienie wrażliwości historycznej obu stron. - Niemcom nie przyszło do głowy, że można brać odpowiedzialność za to, co robił ojciec. Jednak kariera barona jest z nim związana. On zdołał uciec z radzieckiego okrążenia, przedostał się do strefy brytyjskiej, odsiedział trzy lata w obozie jenieckim, ale nie postawiono mu zarzutów. Potem zrobił w Niemczech wielką karierę, był generałem w NATO. Z punktu widzenia Polski to kolejny przykład, że ludzie, którzy ściągnęli na nasz kraj takie nieszczęście, nie zostali rozliczeni, poza małą grupą - mówił dziennikarz.

Bielecki wskazywał, że Niemcom nie pierwszy raz zabrakło wyczucia. - Szef niemieckiej dyplomacji Heiko Mass miał wielu świetnych kandydatów, mógł wybrać kogoś innego. Moment wysunięcia kandydatury też był niefortunny, bo w Polsce trwała kampania wyborcza. Pamiętajmy, że w 2015 roku kanclerz Angela Merkel wymusiła zgodę rządu PO na podział uchodźców, a dwa miesiące później PiS doszedł do władzy - podkreślał gość TOK FM.

Zdaniem Bieleckiego bardzo trudno obu stronom będzie wybrnąć z tej sytuacji. - W Polsce zgoda na barona von Loringhovena będzie aktem politycznym. Można sobie wyobrazić, że to zostanie wykorzystane na przykład przez Zbigniewa Ziobrę przeciwko umiarkowanym politykom PiS. Z kolei Niemcy nie chcą się wycofać z tej kandydatury, bo uważają, że mają prawo wysłania do Polski, kogo chcą - mówił Bielecki.

DOSTĘP PREMIUM