Spór o nowego ambasadora Niemiec w Polsce. "Wydaje się, że MSZ chciał wziąć Kaczyńskiego na przeczekanie"

Możemy mieć do czynienia z pewną grą i prowokacją stworzoną po to, żeby nazwisko niedoszłego ambasadora trafiło do szefa PiS. Do tego publicznym kanałem. Wydaje się, że MSZ chciał wziąć Jarosława Kaczyńskiego na przeczekanie - analizował w TOK FM Adam Traczyk z Global Lab.
Zobacz wideo

Mam nadzieję, że problem zostanie rozwiązany - tak na konferencji prasowej kanclerz Angela Merkel mówiła o sporze o Arndta Freytaga von Loringhovena, którego rząd PiS nie chce przyjąć jako nowego ambasadora Niemiec. Przypomnijmy, dla strony polskiej problemem jest to, że ojciec dyplomaty, Bernd Freytag von Loringhoven, był oficerem Wehrmachtu, który jako adiutant szefa sztabu Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych wielokrotnie uczestniczył w odprawach z udziałem Adolfa Hitlera.

Weto w tej sprawie miał postawić sam szef PiS, Jarosław Kaczyński. Zdaniem Adama Traczyka, analityka Global Lab, taka sytuacja – szczególnie między krajami, które są tak bliskimi partnerami – jest niespotykana. – Zdradza duży chaos w polskiej polityce zagranicznej i wskazuje, gdzie ona jest tak naprawdę kreowana i kto nią steruje – mówił Traczyk.

Chcesz posłuchać, a nie masz Premium? Podcasty możesz odblokować już za 5 zł

Podkreślał, że uzyskanie zgody ze strony państwa, które przyjmuje ambasadora, to pierwszy i w zasadzie jedyny etap akceptacji. – Praktyka dyplomatyczna nakazuje wcześniej wysondować, czy kandydat odpowiada. Strona niemiecka robiła to w maju i Polska się zgodziła. Dopiero potem okazało się, że komuś faktycznie ta kandydatura się nie podoba – ocenił gość TOK FM.

Traczyk dziwił się, że informacja o kandydaturze barona von Loringhovena w ogóle dotarła na Nowogrodzką. Dodał, że "możemy mieć do czynienia z pewną grą i prowokacją" stworzoną po to, żeby nazwisko niedoszłego ambasadora trafiło do szefa PiS.

– Do tego publicznym kanałem. Pierwsze informacje o jego osobie, które nie powinny wyjść poza mury MSZ, pojawiły się w portalu wpolityce.pl, który jest blisko tego radykalnego, agresywnego środowiska w koalicji rządzącej. Faktycznie wydaje się, że Jarosław Kaczyński to zablokował, a jednocześnie MSZ nie wysłał do Niemiec jednoznacznych sygnałów, że jest problem. Wydaje się, że resort chciał wziąć szefa PiS na przeczekanie i poczekać aż ten zmięknie i kłopot sam się rozwiąże. Jednak tak się nie stało – ocenił Adam Traczyk.

Zdaniem gościa TOK FM wydanie zgody dla nowego ambasadora to żadne "rocket science", tylko prosta procedura. – Która powinna trwać maksymalnie kilka tygodni. Co więcej, zasada w dyplomacji jest taka, że nazwisko kandydata jest poufne, aż do uzyskania zgody. Po to, żeby w razie odmowy chronić dobre imię tego dyplomaty, ale też państwa, które go wysyła. Tak odmowa to jednak poważny afront – wskazywał.

Według Traczyka sam powód wstrzymania decyzji jest absurdalny. – W cywilizowanych krajach synowie nie odpowiadają za grzechy ojców, tylko za własne. Po to jest ta cała procedura uzyskania zgody, żeby sprawdzić, czy kandydat nie wyrażał się o kraju, do którego ma trafić, niepochlebnie czy pogardliwe. Wtedy akceptacji może nie być. Przeszłość ojca nie powinna mieć znaczenia – tłumaczył analityk i dodawał, że kandydatura barona von Loringhovena jest korzystna dla Polski, bo to dyplomata z bardzo dużym doświadczeniem.

DOSTĘP PREMIUM