"Będzie oszczędniej dla wszystkich, oprócz kasty Ziobry. Wiceminister może zarabiać 20 tys. To więcej niż premier"

- Nie mamy tu nagradzania osób odpowiedzialnych za to, żeby system sądowniczy pracował dobrze. O nie, nie - my pieniądze przeznaczamy dla osób, które represjonują sędziów broniących niezależności sądownictwa - tak w TOK FM prof. Krystian Markiewicz skomentował projekt zmian w wyliczaniu wynagrodzeń dla sędziów.
Zobacz wideo

Nowy projekt rozporządzenia Ministerstwa Sprawiedliwości zakłada zmiany mnożników wynagrodzeń dla sędziów za dodatkowe obowiązki. Część kierowników wydziałów sądów na tym straci. Zdecydowanie zyskają za to m.in. sędziowie zatrudnieni w ministerstwach i Kancelarii Prezydenta oraz rzecznicy dyscyplinarni. A zatem ci, którzy blisko współpracują z ministrem sprawiedliwości.

 - Będzie oszczędniej dla wszystkich, oprócz kasty ministra Ziobry - podsumował to bez ogródek prof. Krystian Markiewicz ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia.

Podcast jest zablokowany? Za 5 złotych odblokujesz wszystkie!

- Mamy tu wyraźny dysonans. Z jednej strony mówimy o oszczędnym państwie, o tym, że w sferze budżetowej szykują się cięcia, będą duże zwolnienia. Mamy trudną sytuację w sądach, gdzie pracownicy dostali symboliczne podwyżki, ale wciąż zarabiają skandalicznie mało - wyliczał prawnik.

Wyjaśnił, że w Ministerstwie Sprawiedliwości pracują co prawda sędziowie, jednak ich status jest szczególny.

- Sędzia delegowany do Ministerstwa Sprawiedliwości lub Kancelarii Prezydenta RP jest sędzią z tego powodu, że kiedyś został powołany na ten urząd. Ale tak naprawdę taka osoba nie sprawuje wymiaru sprawiedliwości. Nie wydaje żadnych wyroków, ani orzeczeń, na które wszyscy jako obywatele czekamy, bo mamy 20 milionów spraw w sądach. a dzięki różnym tzw. "reformom" ministra sprawiedliwości, czas trwania postępowania w Polsce urósł prawie dwukrotnie. Między innymi z tego powodu, że sto kilkadziesiąt osób pracuje w ministerstwie - denerwował się prof. Markiewicz.

- I teraz taka osoba, która nie wydaje nawet pół orzeczenia przez rok, dwa, pięć albo i dziesięć lat (bo są i tacy rekordziści), dostaje pensję jak sędzia. A oprócz tego otrzymuje niebagatelne dodatki - ciągnął. 

Dodał, że policzył, ile w myśl nowego projektu mogą zarabiać tacy sędziowie, którzy sali sądowej nie widzieli od dawna. 

- Według moich wyliczeń pani Anna Dalkowska, która jest wiceminister sprawiedliwości, będzie dostawać kwotę ok. 20 tys. zł. Więc będzie zarabiała więcej niż Prezes Rady Ministrów. Osoba, która będzie pracowała jako sędzia delegowany w Kancelarii Prezydenta RP, będzie mogła zarabiać więcej niż prezydent - wyliczał absurdy.

Profesor Markiewicz nie miał wątpliwości, że projekt jest czysto polityczny, nazwał go również "antysądowym". - To projekt, którym minister Ziobro pokazuje "jeżeli będziecie ze mną współpracować, to ja będę was wynagradzał. Bo ja w swoim księstwie niesprawiedliwości w ministerstwie sprawiedliwości mogę robić wszystko" - stwierdził prawnik. 

- Być może minister Ziobro musi płacić sędziom bardzo, ale to bardzo dużo, żeby ktoś z nim chciał współpracować - dorzucił pół żartem.

O konsekwencjach, jakie rozporządzenie może mieć dla wymiaru sprawiedliwości w Polsce, mówił jednak zupełnie poważnie. 

- Ta decyzja pokazuje kierunek, w którym mają pójść te reformy. Nie mamy tu nagradzania osób odpowiedzialnych za to, żeby system sądowniczy pracował dobrze. O nie, nie - my pieniądze przeznaczamy dla osób, które represjonują sędziów. Bo najwyższe podwyżki są dla rzeczników dyscyplinarnych i ich zastępców, którzy dwoją się i troją, żeby przedstawiać setki zarzutów sędziom, którzy bronią niezależności sądownictwa. Tak naprawdę to podwyżki, które zmierzają do tego, żeby Polska stała się krajem represyjnym, a nie demokratycznym państwem prawa - stwierdził prof. Markiewicz.

DOSTĘP PREMIUM