"Nie kompetencje, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera". Co się dzieje w polskim MSZ?

- Jest to fenomen niewiarygodny, że w Ministerstwie Spraw Zagranicznych bardzo dużego kraju europejskiego (...) nie ma ludzi, którzy mogliby nabyć doświadczenia wcześniejsze w dyplomacji. To ewenement - mówił w TOK FM o kondycji polskiego resortu były wiceminister spraw zagranicznych oraz wieloletni ambasador dr Andrzej Byrt.
Zobacz wideo

Rozmowę z dr Andrzejem Byrtem, byłym wiceministerem spraw zagranicznych oraz byłym amabasadorem Polski we Francji, w Monako i Niemczech Karolina Lewicka rozpoczęła od "pomysłu" Jarosława Kaczyńskiego, który chce by nadzór nad polityką zagraniczną objął Andrzej Duda, tak jak za pierwszego rządu PiS czynił to Lech Kaczyński. - Mateusz Morawiecki ze względu na to, że w KPRM jest usytuowane stanowisko ministra ds. europejskich sprawowałby politykę w Unii Europejskiej, całą resztę [nadzorowałby] Andrzej Duda. A resort dyplomacji byłby ministerstwem o charakterze technicznym - mówiła prowadząca Poranek Radia TOK FM

Blokada na podcaście? Odblokuj wszystkie podcasty za 5 zł

- Ta sytuacja, czy ta propozycja jest oczywiście następstwem podziału funkcji jakie przypisuje w partii rządzącej jej szef różnym instytucjom życia publicznego. W normalnym państwie jest jednak tak, że gdyby szef partii politycznej - jak to zazwyczaj bywa - objął funkcję premiera albo prezydenta (...), wówczas on by decydował. Tutaj jest to klasyczne sterowanie z tylnego siedzenia strukturami państwa - komentował sprawę dr Byrt, podkreślając jednak, że w jego opinii proponowane rozwiązanie nie jest najlepsze. - Wszyscy praktycznie poprzedni ministrowie spraw zagranicznych innych partii niż PiS to były postacie niezwykle kompetentne w dziedzinie, do której zostały wybrane. I rzeczywiście były one współtwórcami polityki - zaznaczył. 

Dziennikarka pytała także o to, co stało się z resortem spraw zagranicznych w ostatnich latach. Zwróciła uwagę na wywiad Jacka Czaputowicza, którego były szef MSZ udzielił "Rzeczpospolitej". Stwierdził w nim, że "bez wzmocnienia kierownictwa resortu o kompetencje ściśle dyplomatyczne, trudno będzie skutecznie prowadzić politykę zagraniczną. Na poziomie ministra i wiceministrów nie ma w MSZ obecnie nikogo, kto przeszedł przez szkołę dyplomatyczną, szczeble kariery czy był choćby na jakiejś placówce". 

Były ambasador przytoczył - choć lekko zmienione - znane z minionych lat powiedzenie. - Nie kompetencje, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera. Jest to fenomen niewiarygodny, że w Ministerstwie Spraw Zagranicznych bardzo dużego kraju europejskiego, który w sposób naturalny jest włączony zarówno w reprezentowanie i kształtowanie swoich własnych interesów wobec zagranicy, ale również interesów większej struktury, której jest znaczącą częścią, czyli Unii Europejskiej, nie ma ludzi, którzy mogliby nabyć doświadczenia wcześniejsze w dyplomacji. To jest zupełny ewenement - ocenił. Dodał, że "jesteśmy pod tym względem unikatem spośród wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej". 

Filozofia "dziadka z Wehrmachtu"

Prowadząca program pytała także o nowego ambasadora Niemiec w Polsce, którego zatwierdzenie było wstrzymywane przez stronę polską. Głównym problemem było to, że ojciec dyplomaty, Bernd Freytag von Loringhoven, był oficerem Wehrmachtu, który jako adiutant szefa sztabu Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych wielokrotnie uczestniczył w odprawach z udziałem Adolfa Hitlera. Weto w tej sprawie miał postawić sam szef PiS, Jarosław Kaczyński

- To jest znana filozofia, praktykowana już wiele lat wcześniej przez przedstawicieli aktualnie rządzącej partii pod nazwą "dziadek w Wehrmachcie". [Ojciec ambasadora] był w formacji pancernej, walczył pod Stalingradem, stamtąd był wycofany i ostatecznie trafił w końcowej fazie II wojny światowej jako taki adiutant do bunkra Hitlera w Berlinie i przez kilka tygodni podawał Hitlerowi informacje z frontu - mówił dr Byrt, podkreślając jednak, że to, co robił ojciec nie obciążałoby i tak przecież w żaden sposób syna. - Jeśli to był argument - ale o tym nie wiemy, to są spekulacje - po stronie polskiej, żeby odmówić albo wydłużyć okres oczekiwania na agrement, no to to jest niepoważne - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM