Gill-Piątek przeszła z Lewicy do Hołowni. "Zrobiłam to dla wyborców. Hołownia nie zawinął mnie w dywan i nie porwał"

Wierzę, że z Szymonem Hołownią mamy podobne drogi w sensie społecznym, jesteśmy podobni pod względem empatii, mamy społeczne DNA - mówiła Hanna Gill-Piątek w TOK FM, komentując swoją zmianę barw politycznych.
Zobacz wideo

Swoje odejście z Lewicy Hanna Gill-Piątek ogłosiła we wtorek na Twitterze. "Dziś rano złożyłam rezygnację z klubu Lewica i z członkostwa w Wiośnie Biedronia. Bardzo dziękuję kolegom i koleżankom z Wiosny i KKP Lewicy, wierzę, że nie raz będziemy jeszcze współpracować w Sejmie, tylko w innej formule" - napisała.

O szczegóły tej decyzji posłankę wypytywała Karolina Lewicka w "Wywiadzie Politycznym". Jakie były jej powody? - Wierność temu, co obiecywałam w kampanii, chęć działania na rzecz moich wyborców. Głosowali na mnie, bo mieli dosyć polityków, którzy pamiętają o nich tylko w kampanii - nieco niejasno odpowiadała posłanka.

Dodała, że na temat Szymona Hołowni miała "takie stereotypy, jak ma wielu, że to osoba konserwatywna." - Zaczęłam jednak słuchać, co mówi, przypatrywać się ruchowi, który organizuje. To ogromna energia. Wierzę, że z Szymonem Hołownią mamy podobne drogi w sensie społecznym, jesteśmy podobni pod względem empatii, mamy społeczne DNA - wyjaśniała już bardziej w związku z pytaniem.

- Ciekawa droga - od progresywnej lewicy do chadecji - stwierdziła Lewicka. 

- Jeżeli ja tam jestem, to znaczy, że to nie jest chadecja. Nie wyzbywam się swoich poglądów, ani tego co obiecałam swoim wyborcom - odparła na to Gill-Piątek. 

Mówiła, że ustaliła z Szymonem Hołownią, że w kwestiach światopoglądowych, które będą ich różnić, będzie głosowała dokładnie tak, jak obiecała swoim wyborcom. - Więc nie rozstaję się ze swoimi wartościami, stoję po właściwej stronie tęczy. Jedyne co nas dzieli, to są chyba lekcje religii. Szymon mówi, że one powinny być w szkołach, ja że nie. Ale umówiliśmy się, że to jest okej - zaznaczyła. 

Dziennikarka TOK FM zauważyła, że "wyborcy głosowali nie tylko na nią, ale też na listę Lewicy."

Jej rozmówczyni odpowiedziała, że na zmianę barw wybrała najlepszy moment, bo jest już po kampanii prezydenckiej. - Wiosna Roberta Biedronia się wygasza. Wszystkie osoby, które do niej należą, będą przepisane do SLD pod nową nazwą Nowa Lewica. Więc pomyślałam, że to odpowiedni moment, żeby w sposób odpowiedzialny i zgodny ze sobą podjąć tę trudną decyzję - wyjaśniła. 

Odniosła się też do komentarzy, że powinna w tej sytuacji zrzec się mandatu. - Nie obiecywałam, że zrzeknę się mandatu. Obiecywałam, że będę po stronie ludzi, którzy na mnie głosowali. I z tego się wywiązuje. Ale dowiodłam też determinacji i skuteczności, chociaż jestem posłanką opozycji i nie było mi łatwo np. na nocnych covidowych komisjach przekonywać do poprawek, np. żeby DPS-y dostawały wyposażenie z agencji rezerw materiałowych - argumentowała. 

Karolina Lewicka zwróciła jej uwagę, że odchodząc z klubu tę skuteczność może stracić.

- Zdaję sobie sprawę, że stawiam się w sytuacji, w której będzie mi trudno w Sejmie. Ale nie szłam też do polityki, żeby było mi łatwo. Lubię ciężko pracować i będę ciężko pracować, żeby w Sejmie powstała ekipa Szymona Hołowni. Na pewno ta pierwsza osoba ma najgorzej, podejmuje decyzję ze wszystkimi konsekwencjami. - zapewniła Hanna Gill-Piątek. 

Odniosła się też do słów Tomasza Treli, polityka Lewicy o tym, że Szymon Hołownia jest teraz "głównym kłusownikiem". - Nie zawinął mnie w dywan, nie przerzucił przez siodło i nie porwał. To była moja suwerenna decyzja - stwierdziła. Dodała, że takie ataki są związane z tym, jak się traktuje kobiety w polityce.

Poproszona, żeby zdradziła w takim razie, jak doszło do tego przejścia, powiedziała: - Wpadliśmy na siebie w Łodzi, Szymon Hołownia robił live'a przy ławeczce Tuwima, a ja z Lewicą miałam mieć konferencję popierającą Roberta Biedronia. Przywitaliśmy, potem było kilka spotkań, rozmów. I w końcu padło, żeby połączyć siły.

Jak dodała, "gdyby była pragmatyczna, to by poszła do Zjednoczonej Prawicy, objąć jakąś spółkę." - Dla mnie liczy się cały czas możliwość działania i wsparcie eksperckie, które daje mi Polska 2050. Gdyż think-tank, który tam powstaje, to jest naprawdę ogromny power jeśli chodzi o ekspertów - przekonywała. 

Dziennikarka TOK FM pytała jeszcze, czy Lewica ją rozczarowała.

- Nie mogę tak powiedzieć. Nie dam się namówić na to, żeby źle mówić o Lewicy, bo ja ją też tworzyłam i musiałabym źle mówić o sobie. Zostawiam tam wiele wspaniałych osób, które sobie na pewno super poradzą w nowej formule - stwierdziła. 

DOSTĘP PREMIUM