Zjednoczona Prawica trzeszczy w szwach. "Jarosław Kaczyński już wie, że musi zniszczyć koalicjantów"

Prezes PiS Jarosław Kaczyński ogłosił, że negocjacje dotyczące rekonstrukcji rządu nie mają sensu. Koalicjantów poróżniły przepisy o ochronie zwierząt i bezkarności urzędników. - To drugi najpoważniejszy kryzys dla tego obozu. A pierwszy był raptem pięć miesięcy temu - wskazywał w TOK FM Ryszard Łuczyn, analityk Polityki Insight.
Zobacz wideo

Koalicja rządząca trzeszczy w szwach. Negocjacje nad nową umową koalicyjną między Jarosławem Kaczyńskim, Zbigniewem Ziobrą i Jarosławem Gowinem zostały zawieszone. Choć Solidarna Polska i Porozumienie doczekały się wycofania przepisów o bezkarności urzędników (której nie chcieli poprzeć), to jednak w nocy przegłosowano projekt ustawy o ochronie zwierząt. A także w tym przypadku koalicjanci mieli inne zdanie niż PiS.

Wszyscy posłowie Solidarnej Polski, w tym minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, zagłosowali przeciw; 15 posłów Porozumienia wstrzymało się od głosu, dwóch było przeciw.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Zdaniem Ryszarda Łuczyna, analityka ds. politycznych Polityki Insight, to już drugi - w ciągu ostatnich pięciu miesięcy - bardzo poważny kryzys w łonie Zjednoczonej Prawicy. - Pierwszy dotyczył organizacji majowych wyborów kopertowych (Jarosław Gowin był przeciw, co skończyło się, że odszedł z rządu - red.). Zakładam, że teraz będziemy świadkami próby powrotu do rozmów koalicyjnych, ale będą one bardzo trudne - uważa ekspert. Ale dodaje od razu, że nie należy oczekiwać szybkiego upadku rządu. -  To nikomu nie jest na rękę - uważa gość Pierwszego Śniadania w TOK-u.

Łuczyn uważa, że ostatnie wydarzenia mogą mieć bardzo poważne konsekwencje w przyszłości. - Jestem przekonany, że Jarosław Kaczyński już wie, że musi zniszczyć koalicjantów. Przekroczyliśmy pewną granicę, za którą wszyscy wiedzą, że trzeba będzie się "powybijać". Teraz z czysto taktycznych względów może dojść do porozumienia, ale szansa na to, że Solidarna Polska i Porozumienie znajdą się na listach wyborczych PiS-u w 2023 roku radykalnie spadła - powiedział rozmówca Piotra Maślaka.

Buntownicy wylecą z klubu?

Rzeczniczka PiS Anita Czerwińska oświadczyła po sejmowym głosowaniu, że posłowie, którzy zagłosowali przeciwko ustawie, poniosą konsekwencje „zgodne ze statutem partii”.

Ale znalezienie pomysłu na to, jak zrealizować tę zapowiedź, nie jest proste. Nie wszyscy nieposłuszni posłowie należą przecież do PiS-u. Zawsze też może się okazać, że ukarani zdecydują się na przejście z PiS do np. Solidarnej Polski czy Porozumienia.

- Jarosław Kaczyński postawił na szali swój autorytet. Może dalej być surowym demiurgiem partii i powyrzucać buntowników z klubu, ale wtedy może stracić sejmową większość. Szef PiS sam siebie postawił przed tym tragicznym dylematem - ocenił Ryszard Łuczyn. Analityk przyznał, że nie jest pewny, czy zapowiadane kary faktycznie będą dotkliwe. - Wyrzucanie z klubu to broń obusieczna dla szefa PiS. Bo spójnej większości może brakować przy innych ustawach. Myślę, że kierownictwo PiS będzie się starało szukać pośredniego wyjścia, więc buntownicy kary poniosą, ale niekoniecznie aż tak surowe - stwierdził gość TOK FM.

Przypomnijmy, że Jarosław Kaczyński już raz przekonał się, jak może skoczyć się kryzys w koalicji. W 2007 roku, gdy był premierem rządu tworzonego z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin, pokłócił się z koalicjantami i postawił na przedterminowe wybory. Ta decyzja pociągnęła za sobą odsunięcie na długie lata PiS-u od władzy. W latach 2007-2015 rządziła koalicja PO-PSL.

DOSTĘP PREMIUM