Senator Jackowski miał mówić w TOK FM o kryzysie w koalicji. Niespodziewanie dla wszystkich zaczął o aborcji

Sam Jan Maria Jackowski przyznał w pewnym momencie, że jego rozmowa z Karoliną Lewicką w TOK FM zrobiła się "trochę dziwna".
Zobacz wideo

Senator PiS, który był gościem "Wywiadu Politycznego", postanowił wystąpić w roli głosu rozsądku i rozjemcy. Kryzys w koalicji rządzącej porównał do małżeńskich "cichych dni". Krytykował swoich kolegów z partii, którzy na temat Zbigniewa Ziobro i posłów Solidarnej Polski wypowiadali się w mediach bardzo ostro. Jego wywód podążył jednak w kierunku, który mógł być dla słuchaczy TOK FM zaskoczeniem.

- Jedno głosowanie to za mało, żeby formułować zarzuty, które są zresztą obosieczne. Druga strona może powiedzieć, że ci, którzy krytykują Zbigniewa Ziobrę za to, że "jest za okrucieństwem wobec zwierząt", sami są za okrucieństwem wobec ludzi. Bo mogli głosować przeciwko aborcji eugenicznej, która polega na zabijaniu nienarodzonych dzieci tylko dlatego, że... - mówił Jackowski.

- Nie, nie, nie! - przerwała mu stanowczo redaktor Lewicka - Chodzi o to, że są to płody chore, uszkodzone.

- Ale czy przez to są mniej wartościowe? To chce mi pani redaktor powiedzieć? - pytał senator.

- Chcę panu powiedzieć, że bardzo często te płody są niezdolne do samodzielnego życia. Są pozbawione np. mózgu czy innych ważnych narządów. I na nich dokonuje się aborcji - nie dała zbić się z tropu Lewicka.

- Ja tylko mówię na temat ustaw, które były w Sejmie i argumentacji, jaka się pojawiała. Nie sądzę, żeby ktokolwiek, kto głosował przeciwko tamtej ustawie, był za okrucieństwem wobec zwierząt - wyjaśnił nieco pokrętnie Jackowski.

- A ja tylko mówię, że określenie "aborcja eugeniczna" jest mylące. Eugenika to był proces eliminacji jednostek, które nie odpowiadają jakiemuś ideałowi. Chodziło o to, żeby "udoskonalać" istotę ludzką. A tu nie chodzi o to, że się usuwa dzieci, które nie odpowiadają wyobrażeniom rodziców, tylko dokonuje aborcji tych płodów, które nie będą zdolne do życia. Albo np. będą żyły po urodzeniu jeden dzień... - tłumaczyła cierpliwie Lewicka.

- Pani redaktor, to z kolei pani nadinterpretacja. Statystyka pokazuje, że zdecydowana większość tzw. "aborcji eugenicznych" dotyczy osób z zespołem Downa. Wiele osób z zespołem Downa żyje, być może niektóre słuchają tej naszej - przyznaję - trochę dziwnej rozmowy na temat wartości życia ludzkiego i są zdumione - ciągnął Jackowski (rozmijając się z prawdą, co tłumaczymy na końcu tekstu - red.).

- Ale to pan zaczął tę rozmowę, porównując obie ustawy - zaprotestowała Lewicka. Senator Jackowski nie miał sobie jednak nic do zarzucenia.  

- Ja ich nie porównywałem, tylko pokazałem, że każdy kij ma dwa końce i trzeba pewnych argumentów używać ostrożnie. - stwierdził.

- To ja bym jednak chciała wrócić do spraw koalicyjnych - dała za wygraną dziennikarka. Dalszej części rozmowy można wysłuchać tutaj:

Legalne aborcje w Polsce

"Aborcjami eugenicznymi" senator nazywa te, które w myśl ustawy z 1993 r., można przeprowadzić w Polsce legalnie, gdy lekarz stwierdzi, że "istnieją przesłanki na istnienie ciężkich, nieodwracalnych upośledzeń płodu lub nieuleczalnych chorób zagrażających jego życiu".

Dlaczego określenie "aborcja eugeniczna" jest w tym przypadku niewłaściwe, wskazała już w czasie wywiadu Karolina Lewicka. Eugenika oznacza - w pewnym uproszczeniu - takie samo podejście do rozmnażania ludzi, jakie stosujemy często przy chowie zwierząt. 

Znają je np. hodowcy psów rasowych. Każda rasa psa ma swój ustalony przez kynologów wzorzec, czyli opis tego, jak powinien wyglądać jej idealny przedstawiciel. Hodowcy zależy, aby jak najwięcej jego psów było bliskich temu ideałowi. Dlatego krzyżuje tylko zwierzęta najlepiej spełniające wymogi wzorca, licząc, że potomstwo odziedziczy ich cechy. "Nieidealne" psy w najlepszym wypadku są sterylizowane, a niestety zdarza się, że zabijane.

W przypadku ludzi na szczęście takiego jednego, narzuconego z góry wzorca nie ma (choć istniał np. w nazistowskich Niemczech - był to blondwłosy Aryjczyk). Nawet gdybyśmy się uparli, że pewne cechy są uważane powszechnie za "lepsze", to polskie prawo mówi jasno: legalna aborcja jest możliwa tylko przy podejrzeniu "upośledzeń" lub "nieuleczalnych chorób". Uzasadnieniem jest tu nie chęć udoskonalania gatunku ludzkiego, lecz oszczędzenie dziecku i rodzicom cierpień oraz ochrona zdrowia matki (wczesna aborcja jest dużo bezpieczniejsza niż poród).

Ministerstwo Zdrowia co roku publikuje raport nt. legalnych aborcji w Polsce. W 2019 r. dokonano ich 1110, z czego 1074 zabiegi przeprowadzono po tym, jak badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazały na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.

Zespół Downa rozpoznano w 271 przypadkach - co nie stanowi - jak twierdzi senator Jackowski - "zdecydowanej większości", lecz ok. 1/4 wszystkich aborcji.

Obowiązujące w Polsce restrykcyjne przepisy, dotyczące usuwania ciąży sprzyjają rozwojowi aborcyjnego podziemia. - Szacujemy, że aborcji poddaje się od 100 tys. do 150 tys. kobiet rocznie – powiedziała w rozmowie z "SE" Krystyna Kacpura, dyrektorka Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

DOSTĘP PREMIUM