Brudziński dosadnie o "buńczucznych" koalicjantach. Ostrzegł, że po ważnych stanowiskach mogą zostać tylko wspomnienia

- Nie ma sensu trwanie w koalicji, której członkowie głosują przeciwko ustawom wniesionym przez partnera - ocenił Joachim Brudziński w RMF. Wiceprezes PiS porównał zachowanie polityków SP i Porozumienia do Ligi Polskich Rodzin, która współtworzyła rząd Jarosława Kaczyńskiego w latach 2006-2007. - Też tak buńczucznie ogłaszali swoją determinację i siłę - uważa Brudziński.
Zobacz wideo

Trwający od czwartku kryzys w Zjednoczonej Prawicy jest najpoważniejszym podczas pięcioletnich wspólnych rządów. Koalicjantów poróżniła sprawa urzędniczej bezkarności oraz tzw. piątki Kaczyńskiego, czyli nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. Przypomnijmy - 38 posłów z klubu PiS głosowało za odrzuceniem zmian w przepisach. W tym gronie byli wszyscy posłowie Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry. Zdecydowana większość parlamentarzystów Porozumienia Jarosława Gowina wstrzymała się od głosu.

- W tej chwili w skutek decyzji podjętych przez naszych, dziś można powiedzieć byłych koalicjantów, tej koalicji nie ma. Są zawieszone rozmowy dotyczące rekonstrukcji rządu. Są zawieszone rozmowy dotyczące naszego wspólnego programu. Bo trudno przyjąć za rzecz akceptowalną sytuację, w której nasi koalicjanci przy okazji tak ważnych głosowań, jak to, które miało miejsce w ostatnich dniach w Sejmie, podejmują decyzje zupełnie w poprzek programowi, który PiS głosił, głosi i głosić będzie - mówił w RMF FM Joachim Brudziński.

Europoseł i wiceszef Prawa i Sprawiedliwości przyznał, że zachowanie "niektórych naszych kolegów z partii dotychczas wchodzących w skład Zjednoczonej Prawicy, którzy na kolejnych konferencjach prasowych, czasami bardzo przypominają mi młodych posłów Ligi Polskich Rodzin". LPR, której szefował Roman Giertych, razem z Samoobroną tworzyli koalicję. - Też tak buńczucznie ogłaszali swoją determinację i siłę (...) nabrali takiego przekonania, że czy to poprzez konferencje prasowe, wywiady, wypowiedzi do mediów będą mogli ustawiać największą partię, dzięki której mają swoje mandaty (...) czasami na wyrost ważne stanowiska państwowe i muszą sobie uświadomić, że jeżeli nie nastąpi opamiętanie i pewnego rodzaju refleksja, to jedyne co im zostanie to bardzo miłe wspomnienia - ostrzegł Brudziński.

Brudziński: Beretkę im zerwało

Jak dodał, w charakterystyczny dla siebie, dosadny sposób: "Czasami odnoszę wrażenie, jak obserwuję moich kolegów, szczególnie na tych konferencjach prasowych w ostatnich dniach, że - jak mówią młodzi ludzie - troszeczkę beretkę im zerwało".

Joachim Brudziński pytany o przyszłość ministra rolnictwa Jana Krzysztofa Ardanowskiego, który w konsekwencji nie poparcia projektu ws. ochrony zwierząt został zawieszony w prawach członka PiS, wskazał, że w jego opinii Ardanowski nie powinien dalej pełnić funkcji ministerialnej. Zaznaczył jednak, że głos decydujący należy do premiera i samego Ardanowskiego.

Dopytywany, co z szefem Solidarnej Polski i ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobro, odparł, że to zupełnie inna sytuacja. - Zbigniew Ziobro jest liderem partii, która w sposób bardzo ostentacyjny pokazała podczas ostatnich głosowań, podczas ostatnich rozmów, że dąży do rozpadu tej koalicji i tego konsekwencje będą oczywiste. Jeżeli koalicja się rozpadnie, a wszystko na to wskazuje przy tej postawie, którą prezentują dzisiaj nasi koalicjanci, to będą dymisje, to chyba oczywiste - oświadczył wiceprezes PiS.

Kryzys w Zjednoczonej Prawicy. Będą wcześniejsze wybory?

Od czwartku politycy partii Jarosława Kaczyńskiego mówią o rządzie mniejszościowym, ale ewentualny rozpad Zjednoczonej Prawicy może oznaczać wcześniejsze wybory.

Zdaniem Brudzińskiego szansę na realizację takiego scenariusza wynoszą obecnie "50 na 50". - Nastąpi refleksja, odpowiedzialność i dopasowanie własnych apetytów do własnych możliwości, to koalicja będzie trwała. Nie będzie tej refleksji, będzie rząd mniejszościowy - ocenił. I dodał: "Ale wcześniejsze wybory oznaczałyby również, że nasi dotychczasowi koalicjanci będą musieli się zweryfikować i te wszystkie młode wilczki, czyli tacy napompowani i nabuzowani będą musieli zweryfikować ten swój potencjał wyborczy z własnych list; z list Solidarnej Polski i Porozumienia, bo miejsca dla nich na listach PiS w sposób oczywisty nie będzie".

DOSTĘP PREMIUM