"Zbigniew Ziobro jest pierwszym hakowym trzeciej i czwartej RP i nie mógł zgodzić się na ustawę o bezkarności"

- Gdyby Solidarna Polska zgodziła się na ustawę o bezkarności, to Zbigniew Ziobro straciłby wszystkie możliwości hakowe na przedstawicieli rządu i otoczenie Mateusza Morawieckiego - na taki powód konfliktu w obozie władzy uwagę zwrócił Jacek Nizinkiewicz w audycji "Goście Passenta".
Zobacz wideo

- Jarosław Kaczyński rządzi, ale nie jest już najsilniejszym człowiekiem w Polsce. Jest Zbigniew Ziobro, który skupia gigantyczną władzę dzięki Jarosławowi Kaczyńskiemu. Jest nie tylko szefem partii, niezależnej od Prawa i Sprawiedliwości, ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym - mówił Jacek Nizinkiewicz, dziennikarz "Rzeczpospolitej" w audycji "Goście Passenta". 

Według niego Ziobro nie postawiłby się Jarosławowi Kaczyńskiemu, gdyby przeliczył sobie, że nie może tego zrobić. Nizinkiewicz stwierdził, że "musi mieć atuty w dłoni, silne karty".

- To znaczy, że gra na twardo. Walczy o przyszłość na prawicy, na której chce być głównym rozgrywającym. I nie zgodzi się, żeby Mateusz Morawiecki został szefem partii, a on politykiem zmarginalizowanym przez Jarosława Kaczyńskiego, a Solidarna Polska wchłonięta przez Prawo i Sprawiedliwość - przekonywał publicysta. 

Stwierdził również, w tle konfliktu są po prostu interesy, gdyż jesteśmy przed rekonstrukcją rządu. A za zmianami w rządzie idą też zmiany w spółkach skarbu państwa. - W synekurach. Może skończyć się na rozdawnictwie, że Zbigniew Ziobro zostanie udobruchany licznymi stanowiskami w spółkach skarbu państwa, w innych ministerstwach - tłumaczył. 

Zjednoczona Prawica traci swoją ideologię?

Zwrócił jednak uwagę na jeszcze jedno pole sporu. - Gdyby Solidarna Polska zgodziła się na ustawę o bezkarności, to Zbigniew Ziobro straciłby wszystkie możliwości hakowe na przedstawicieli rządu i otoczenie Mateusza Morawieckiego - zauważył. A - jak wyjaśnił - "w czasie pandemii jest w trudnej sytuacji, gdy decyzje są podejmowane różnie - często w pośpiechu, a często w sposób intencjonalny tak, żeby ktoś na tym zyskał. Bo czas pandemii to gigantyczne pieniądze dla różnych firm i środowisk.

- A Zbigniew Ziobro jest pierwszym hakowym trzeciej i czwartej RP i nie mógł zgodzić się - powiedział Nizinkiewicz. 

Dr hab. Karolina Wigura reprezentująca Kulturę Liberalną wskazała na inną "głęboką" przyczynę tego, że koalicja się poróżniła. A mianowicie "wytrącenie ideologiczne", od którego zaczynają się niesnaski. - Do tej pory udawało się skleić prywatną agendę kilku osób. To były marzenia o tym, żeby inaczej zorganizować władzę sądowniczą Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry, i marzenia solidarnościowe w obozie Zjednoczonej Prawicy. A teraz wraca polityka cięć np. w administracji. Tak jakby krytykowaną wcześniej Polskę liberalną chcieli budować - stwierdziła. 

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

- Gra toczy się na ostro - stwierdził Nizinkiewicz. I dodał, że jeśli Zbigniew Ziobro zostanie usunięty z rządu, a Solidarna Polska przestanie być częścią Zjednoczonej Prawicy, to "cytując klasyka Zbigniew Ziobro zrobi PiS-owi jesień średniowiecza".

Prowadzący audycję Daniel Passsent stwierdził, że ugrupowania Zjednoczonej Prawicy się dogadają.

- Też tak sądzę i są na siebie skazani. Ziobro ma 19 szabel w parlamencie. Gdyby one odeszły, to Kaczyński nie ma większości w Sejmie i musi przy każdym głosowaniu prosić polityków opozycji o głosy. Szef klubu musi negocjować z szefami opozycyjnych klubów o poparcie. A to byłoby nie do przetrzymania i musiałoby dojść do wcześniejszych wyborów - zgodził się z nim Nizinkiewicz.

Zgodziła się też z tym Karolina Wigura.  - Koalicja się nie rozpadnie. Zarówno Kaczyński jest uzależniony od koalicjantów, tak jak koalicjanci od niego - wyraziła bardzo podobne zdanie. 

Jaki kraj, taka Ivanka Trump

Nizinkiewicz wprowadził do dyskusji drugi, ważny temat. - Media i opinia społeczna dają się wodzić za nos politykom. Żeby jeden temat przykrył drugi - powiedział, a ta opinia miała związek ze sprawą Kingi Dudy, którą została społecznym doradcą swojego ojca. 

- Spójrzmy na to, co się wydarzyło w kancelarii prezydenta. Córka prezydenta została społecznym doradcą prezydenta. Za tym nie idą żadne frukta w postaci finansowej, ale różnego innego rodzaju korzyści jak najbardziej. Jaki kraj, taka Ivanka Trump - podkreślał. I wytknął mediom, i opinii publicznej błąd. 

- Rozmawialiśmy o tym przez 12 godz. To jest gruby nepotyzm, a my pozwalamy tej sprawie zaschnąć i przykryć to innymi kwestiami, bo np. prezydent sadzi drzewka - mówił. 

Jak przekonywał, podobnie jest z innymi sprawami, np. sprawą Ziobry, Funduszu Sprawiedliwości. - Gdzie się te wszystkie pieniądze rozchodzą i jak? Dajemy się wodzić za nos przez teatr polityczny - pytał w kontekście najnowszych doniesień, że pieniądze z funduszu mają pójść na wsparcie fundacji Tadeusza Rydzyka. 

Argumentował, że za tym teatrem dzieją się ważniejsze rzeczy, za które rządzący powinni ponieść odpowiedzialność. - Chociażby premier nie miał prawa zareagować tak jak zareagował w sprawie wyborów 10 maja. Za to też powinien ponieść odpowiedzialność - podał kolejny przykład. 

- To jest bardzo dobrze powiedziane: jaki kraj, tak Ivanka Trump. Z zainteresowaniem i wielkim zdziwieniem obserwowałam, jak wielu komentatorów i komentatorek zachowywało się, jakby Kinga Duda powiedziała na wieczorze wyborczym ważne rzeczy - poparła go Wigura. 

DOSTĘP PREMIUM