"Będziemy patrzeć, jak Zbigniew Ziobro przeprasza i drżącym głosem mówi, że chce wrócić"

- Mam zawsze poczucie, że patrzymy na powtarzający się teatrzyk i za każdym razem się nim emocjonujemy - mówiła w TOK FM Renata Kim z "Newsweeka", a sytuację w Zjednoczonej Prawicy porównała do doniesień o działaniach Korei Północnej, które choć wywołują panikę i tak nie mogą prowadzić do światowego konfliktu.
Zobacz wideo

W Poranku Radia TOK FM Jan Wróbel pytał swoich gości, czy media nie przykładają zbyt wielkiej wagi do konfliktów w Zjednoczonej Prawicy, podczas gdy Polaków tak naprawdę interesują zupełnie inne problemy, chociażby związane z trwającą pandemią koronawirusa. - Mam zawsze poczucie, że patrzymy na powtarzający się teatrzyk i za każdym razem się nim emocjonujemy - stwierdziła Renata Kim z "Newsweeka" oraz porównała go do pojawiających się co jakiś czas doniesień na temat działań Korei Północnej: informacji o odpaleniu rakiety średniego zasięgu czy zapewnieniu o wznowieniu prac nad arsenałem nuklearnym. - Wszyscy wpadają w panikę i mówią, że zaraz będzie wojna (...). To jest tak rytualne i tak powtarzalne, że efekt jest wiadomy: nie będzie żadnego światowego konfliktu, ponieważ wszyscy, łącznie z rzekomo nieobliczalnym Kim Dzong Unem, zdają sobie sprawę z tego, że to byłoby rozwiązanie końcowe, że potem nie byłoby już nic, w związku z tym nikt nie podejmie takiej decyzji - tłumaczyła. 

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Gościni TOK FM stwierdziła, że z obecnym konfliktem w Zjednoczonej Prawicy "jest dokładnie tak samo". - Naprawdę nikomu nie opłaca się nawet rząd mniejszościowy po tym jakby wyrzucono Porozumienie i Solidarną Polskę, no bo to oznacza jednak prędzej czy później przyspieszone wybory, a nikt tego nie chce. A na pewno nie chce tego Jarosław Kaczyński. W związku z tym będziemy patrzeć, jak Zbigniew Ziobro przeprasza i drżącym głosem mówi, że chce wrócić - oceniła Renata Kim.  

Nieco inne zdanie na ten temat miał jednak redaktor naczelny "Rzeczpospolitej" Bogusław Chrabota. Według niego stawka tych politycznych rozgrywek jest duża. - Bo decyzja PiS o rządzie mniejszościowym to jest niechybna perspektywa przyspieszonych wyborów. Chociaż nie jesteśmy na to skazani, bo partnerzy mogą się dogadać - mówił, zwracając jednak uwagę, że wcześniej możemy mieć do czynienia z "potężnymi turbulencjami" w samym rządzie: - To będzie odsunięcie Zbigniewa Ziobry i setek, jeśli nie tysięcy, jego nominatów z wymiaru sprawiedliwości, to będą inne scenariusze reformowania sądów, to będzie rezygnacja czy dymisja prawicy z bardzo ambitnych, groźnych dla nas projektów np. tzw. dekoncentracji czy repolonizacji mediów - wymieniał.

- Czyli ta decyzja waży w polskiej polityce, i w polskiej przyszłości, i dla nas na najbliższą przynajmniej pięciolatkę, tak bardzo, że ludzie powinni o tym wiedzieć. Bo tak naprawdę jeśli miałyby się odbyć w perspektywie roku albo wcześniej wybory, ludzie muszą być przygotowani, żeby oddać świadomy głos. W związku z tym ta komunikacja tego, co się wydarza na wyżynach politycznych pod strzechy jest niezbędna - podkreślił. 

DOSTĘP PREMIUM