Wotum nieufności dla Zbigniewa Ziobry. Leszek Miller krytykuje KO: To tylko go umocni

Gdy ważą się losy Zjednoczonej Prawicy, KO zdecydowała się na złożenie wniosku o wotum nieufności dla Zbigniewa Ziobry. - Nawet jeśli Jarosław Kaczyński chciałby odwołać Zbigniewa Ziobrę, to nigdy nie zrobi tego na wniosek opozycji. Wniosek o wotum nieufności tylko umacnia Ziobrę - komentował w TOK FM były premier Leszek Miller.
Zobacz wideo

Koalicja Obywatelska zdecydowała się na złożenie wniosku o wotum nieufności dla ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. - Czas powiedzieć "sprawdzam" - mówił we wtorek szef klubu KO Borys Budka. Decyzja ta wywołuje sprzeczne komentarze. Często też - właśnie w tym kontekście - przywoływana jest wypowiedź byłego lidera PO Donalda Tuska, który w TVN24 powiedział, że jeżeli przeciwnik polityczny ma jakieś problemy, to nie należy mu przeszkadzać. - Część opozycji chyba nie posłuchała byłego premiera - zastanawiał się w środowym Poranku Radia TOK FM Maciej Głogowski

- Nie tylko, że nie posłuchała, ale postąpiła dokładnie odwrotnie niż Donald Tusk sugerował - odparł Leszek Miller. - W kontekście tego wniosku łatwo zauważyć, że nawet jeśli Jarosław Kaczyński chciałby odwołać Zbigniewa Ziobrę, to nigdy nie zrobi tego na wniosek opozycji. Takie działanie [wniosek o wotum] tylko umacnia Ziobrę, a mam nadzieję, że nie o to chodziło Platformie Obywatelskiej - dodał były premier.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Zdaniem Millera opozycja powinna złożyć wniosek o konstruktywne wotum nieufności wtedy, kiedy Wojewódzki Sąd Administracyjny uznał, że Mateusz Morawiecki złamał prawo, wydając decyzję o zorganizowaniu wyborów przez Pocztę Polską. Były premier przyznał, że pewnie i tak nie udałoby się odwołać szefa rządu, ale dzięki temu opozycja zwróciłaby uwagę opinii publicznej - nie tylko polskiej, ale i międzynarodowej - na to, co się stało. - Nie pamiętam, żeby sąd jakiegoś kraju orzekł, że urzędujący premier działa nielegalnie (...). W każdym normalnym kraju premier w takiej sytuacji ustąpiłby natychmiast lub zostałby do tego zmuszony albo przez opozycję, albo przez opinię publiczną, albo przez media. Polska nie jest normalnym krajem pod tym względem. Polska na pewno nie jest krajem praworządnym. Pojawia się pytanie, czy jest jeszcze państwem demokratycznym - zastanawiał się Leszek Miller.

Nawiązując jeszcze do wniosku opozycji ws. odwołania Ziobry - gość TOK FM powtórzył, że jego zdaniem to błędna decyzja. Jak dodał, "nie rozumie, jakie miałoby to przynieść korzyści". - Słyszę w mediach, że chodzi o to, aby Mateusz Morawiecki musiał bronić publicznie na sali sejmowej Zbigniewa Ziobry. Ale nawet jeśli to nastąpi, to nie będzie usłyszane przez elektorat PiS. Elektorat innych partii pewnie to usłyszy, ale on i tak o tym doskonale wie - skomentował rozmówca Macieja Głogowskiego. 

Według Leszka Millera mamy obecnie do czynienia z demoralizacją władzy, ale także z demoralizacją opinii publicznej. - Pamiętam, jak w czasach Jerzego Buzka rząd upadał, bo miał 88 miliardów deficytu i to się wtedy wydawało straszne. Dziś ten deficyt wynosi ponad 300 miliardów, a samopoczucie władzy jest świetnie - stwierdził były premier. I kontynuował: "Kiedyś za pomyłkę w oświadczeniu majątkowym minister odchodził z rządu, a dziś można mylić się wielokrotnie. Można wydać 70 milionów na wybory, których nie było, można utopić dziesiątki miliardów w zakupach maseczek czy respiratorów, a na obywatelach nie robi to większego wrażenia".  

- Przez te lata PiS wychował sobie elektorat, który na wszystkie takie patologie autorstwa władzy jest niewrażliwy - skonkludował Miller. 

"Wygląda na to, że Ziobro zostanie"

W drugiej części rozmowy Maciej Głogowski pytał swojego gościa, czy jego zdaniem koalicja Zjednoczonej Prawicy przetrwa i Ziobro zachowa stanowiska. - Wygląda na to, że Zbigniew Ziobro zostanie, choć na początku wydawało się, że jest poważnie zagrożony. Ale sam Ziobro zresztą z godziny na godzinę wymiękał. Od buńczucznego "nie ma w rządzie świętych krów" do słów, że koalicja to samo dobro - przypomniał eurodeputowany. 

Według byłego premiera "nawet jeżeli Zbigniew Ziobro się teraz ukorzy to po to, aby coś zyskać za pięć czy siedem lat". - A Kaczyński może go z powrotem przytulić, ale pod warunkiem, że "ziobryści" poprą w pełnym składzie ustawę, na której mu zależy - dodał odnosząc się o tzw. ustawie bezkarnościowej.

Na razie nie ma decyzji w sprawie przyszłości Zjednoczonej Prawicy. W środę o godzinie 13 planowane jest kolejne już spotkanie kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości w tej sprawie - pierwsze było w poniedziałek. Również w poniedziałek Jarosław Kaczyński spotkał się ze Zbigniewem Ziobrą i przedstawił warunki dalszego trwania koalicji liderowi Solidarnej Polski. We wtorek natomiast w siedzibie PiS doszło do spotkania Kaczyńskiego z szefem Porozumienia Jarosławem Gowinem. W spotkaniu brał udział również premier Mateusz Morawiecki.

DOSTĘP PREMIUM