KE wzięła pod lupę praworządność w państwach Unii. "Polska i Węgry są krajami, gdzie nie dzieje się nic dobrego"

- Komisja Europejska stosuje taktykę takiego "udeptywania terenu". Coraz więcej się mówi o praworządności, coraz więcej instrumentów się zaczyna stosować w nadziei, że jak ciągle się będzie o tym rozmawiać (...), to coś z tego wyniknie - mówiła w TOK FM Anna Słojewska, korespondentka "Rzeczpospolitej" z Brukseli, komentując raport KE w sprawie praworządności w Unii Europejskiej.
Zobacz wideo

Pierwszy coroczny raport na temat praworządności w Unii przyjęła w środę Komisja Europejska. Data publikacji raportu nie jest przypadkowa. Pojawia się on w czasie, gdy we Wspólnocie toczy się debata na temat powiązania praworządności z unijnymi funduszami. Autorzy dokumentu wiele miejsca poświęcają Polsce. Nasz kraj - obok Węgier - został wymieniony jako ten, gdzie zagrożona jest niezależność sądownictwa. Zaniepokojenie Komisji budzi też sytuacja w mediach oraz ataki polskich władz na organizacje pozarządowe. 

Gościem TOK FM była Anna Słojewska, korespondentka "Rzeczpospolitej" z Brukseli. Pytana o znacznie całej publikacji przyznała, że nie jest to "przełomowe wydarzenie". - To na pewno jest nowość, bo po raz pierwszy w historii Komisja Europejska sporządza taki raport dotyczący wszystkich krajów i robi to według schematu jednolitego dla wszystkich. W każdym z 27 państw oceniano te same zjawiska, te same elementy na przykład wolność mediów czy sądownictwa - wyjaśniała dziennikarka. Wspomniała, że ważny jest fakt, iż raport będzie co roku powtarzany, więc będzie można porównywać sytuację w poszczególnych krajach na przestrzeni lat.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Słojewska wskazała jednak, że "nie do końca wiadomo, jaki jest cel tego raportu i co może z niego wyniknąć". - Może zawstydzanie? - zastanawiała się prowadząca audycję Agnieszka Lichnerowicz, mając na myśli to, że kraje, które wypadły słabo mogłyby dążyć do poprawy tej praworządności, by w kolejnych latach wypaść już lepiej. 

- Polska i Węgry są już od dawna zawstydzane - odparła Słojewska. - Mnie się wydaje, że Komisja Europejska chciałaby coś w tym zakresie robić więcej, ale nie może, bo są różne ograniczenia traktatowe i niechęć państw członkowskich do różnych instrumentów przewidujących na przykład sankcje finansowe - mówiła dziennikarka. - W związku z tym stosuje taktykę takiego "udeptywania terenu". Coraz więcej się mówi o tej praworządności, coraz więcej instrumentów się zaczyna stosować - w nadziei, że jak ciągle się będzie o tym rozmawiać (...), to coś z tego wyniknie. Ja nie wiem, czy tak się stanie. To się dopiero okaże - dodała.

Niewątpliwie ważną zmianą jest jednak samo sprawdzanie praworządności we wszystkich państwach członkowskich. Do tej pory, jak przypomniała Słojewska, Unia w systemowy sposób kontrolowała jedynie sytuację gospodarczą poszczególnych krajów. Regularnie sprawdzano m.in. deficyt budżetowy i ingerowano w sytuacjach, kiedy był zbyt wysoki. - Natomiast na to, czy ktoś łamie fundamentalne zasady europejskie, czy nie, patrzyło się przez palce. Wiele osób mówiło, że Unia to nie jest tylko wspólny rynek, zasady dyscypliny budżetowej czy standardy towarów, które wędrują po wspólnym rynku, ale też wartości, które trzeba monitorować - podkreślała rozmówczyni Agnieszki Lichnerowicz.

Przekonywała jednak, że dopóki nie będzie woli politycznej do poprawienia stanu praworządności w UE - nic się nie da zrobić. - Musi być zgoda, przekonanie, determinacja tych, którzy tworzą Unię. (...) Są oczywiście państwa - typu Holandia lub kraje skandynawskie - które regularnie krytykują łamanie praworządności i chciałyby jakiś silniejszych instrumentów, ale kiedy przychodzi do dyskusji, są inne priorytety - stwierdziła dziennikarka.

Pytana, czy coś w unijnym raporcie ją zaskoczyło - oceniła, że jeśli chodzi o kwestie dotyczące Polski i Węgier, to one są powtarzane od lat, nie są niczym nowym. 

- Czasem Komisja Europejska zwracała uwagę na różne pozytywne zjawiska w niektórych państwach, na przykład na działanie organizacji pozarządowych. Polska i Węgry są krajami, gdzie nie dzieje się nic dobrego - powiedziała Słojewska. I dodała, że w przypadku tych dwóch państwa żadna krytyka ze strony UE nie przekłada się na tworzenie reform, które miałyby na celu wzmocnienie praworządności. 

Z drugiej strony wspomniała też, że kwestie dotyczące praworządności są dla wielu ludzi dość trudne do zrozumienia. Znacznie szerszym echem - jej zdaniem - odbiły się w Brukseli ataki na społeczność LGBT i hasła, że "LGBT to nie ludzie, ale ideologia". 

DOSTĘP PREMIUM