Polska szybko nie dostanie po kieszeni od Brukseli. Cimoszewicz rozczarowany propozycją Niemiec

- Od dłuższego czasu twierdzę, że już nie jesteśmy krajem praworządnym, że jesteśmy krajem bardzo zagrożonej demokracji - mówił w TOK FM Włodzimierz Cimoszewicz, komentując unijny raport dotyczący praworządności. Ale zaznaczył, że szybko nie przełoży się to na ukaranie naszego kraju np. obcięciem pieniędzy z UE.
Zobacz wideo

W opublikowanym wczoraj raporcie Polska - obok Węgier - została wymieniona jako ten kraj, gdzie zagrożona jest niezależność sądownictwa. Zaniepokojenie Komisji Europejskiej budzi też sytuacja mediów w naszym kraju oraz ataki polskich władz na organizacje pozarządowe.

- Węgry nie wypadły tak źle. Do Polski jest łącznie 30 zastrzeżeń, do Węgier 11. Węgry są na piątym miejscu listy tych grzeszników. A na przykład Litwa i Łotwa mają po dwa - mówił w Poranku Radia TOK FM Włodzimierz Cimoszewicz. Były premier, a obecnie europoseł, podkreślił, że raport "pokazuje niszczenie praworządności". - Ja od dłuższego czasu twierdzę, że już nie jesteśmy krajem praworządnym, że jesteśmy krajem bardzo zagrożonej demokracji. Jedynym obszarem, gdzie jeszcze mamy elementy demokratycznego systemu, są media, bo nie wszystko zostało zawłaszczone przez PiS. Ale obawiam się, że PiS będzie szedł konsekwentnie w tym kierunku (by ograniczać wolność mediów - red.) - ocenił.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Raport dotyczący praworządności firmuje wiceszefowa KE Vera Jourova, której odwołania domaga się premier Węgier. - Żądanie Orbana to takie hucpiarskie zagranie. Ona jest takim kamykiem w bucie Orbana i by się jej chętnie pozbył. Tak jak polska prawica by się chętnie pozbyła ambasador Mosbacher - wyjaśnił Cimoszewicz. I szybko dodał, że o dymisji komisarz nie ma co mówić, bo szefowa KE Ursula von der Leyenma ma do niej pełne zaufanie.

Czy Polska straci unijne pieniądze?

Mimo tego, jak źle Polska wypada w unijnym raporcie, nie należy oczekiwać, że szybko przełoży się to na dotkliwe sankcje. Takie jak obcięcie finansowania z Brukseli.

Jak przyznał były premier, nie daje na to wielkich szans propozycja Niemiec, które stoją w tym półroczu na czele UE. Prezydencja niemiecka jest odpowiedzialna za przygotowanie przepisów, które mają powiązać przyznawanie środków z programu odbudowy po pandemii koronawirusa z przestrzeganiem unijnych zasad przez poszczególne kraje.

-  Muszę powiedzieć, że jestem poruszony. To bardzo rozczarowujące - tak Cimoszewicz zaczął wypowiedź dotyczącą pomysłu Niemiec. Gość Poranka Radia TOK FM uważa, że Berlin nie chce "odnotować porażki" w tworzeniu przepisów dotyczących ustaleń ze szczytu UE, stąd wybrał zachowawczą drogę. 

- Ograniczenia (w wypłacie unijnych środków - red.) przewidziano w niezwykle wąskim zakresie. Chodzi o takie naruszenia, jak oszustwo i korupcję, które mają styk z funduszami unijnymi. Być może będzie można ze złodziejami rządowymi w Bułgarii walczyć (w ten sposób). Być może coś się znajdzie na kumpli Orbana, ale jak będą w Polsce tworzyli kolejne strefy wolne od LGBT, to ten mechanizm będzie dla nas nie do zastosowania - stwierdził Włodzimierz Cimoszewicz w rozmowie z Karoliną Lewicką.

DOSTĘP PREMIUM