"Nie boisz się nowych wyzwań? Dołącz do nas!"- tak rekrutuje Szpital Narodowy. "Fajne ogłoszenie. Trochę za fajne"

- To brzmi jakbyście zapraszali skautów na kolonie - tak dziennikarka TOK FM Karolina Lewicka podsumowała ogłoszenie ze strony internetowej Szpitala Narodowego. Bronić go usiłował Stanisław Bukowiec, poseł Porozumienia.
Zobacz wideo

Powstała strona internetowa, za pośrednictwem której medycy mogą zgłosić się do pracy w Szpitalu Narodowym (czyli tymczasowym szpitalu dla pacjentów z COVID-19, który powstaje właśnie na Stadionie Narodowym). Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że potencjalnych pracowników szpital wabi komunikatami, które kojarzą się bardziej z rekrutacją do korporacji. Stresująca i ciężka praca przy pacjentach covidowych określana jest jako "ciekawe i wyjątkowe doświadczenie zawodowe".

"Chcesz włączyć się do wyjątkowej walki z koronawirusem i pomagać chorym? Masz wykształcenie medyczne? Nie boisz się nowych wyzwań? Dołącz do nas! Oferujemy pracę w pierwszym tymczasowym szpitalu dla chorych zakażonych koronawirusem w Warszawie. Tworzymy zespół, który pokaże, że pandemię da się pokonać profesjonalizmem i solidarnością!" - to ogłoszenie ze strony Szpitala Narodowego odczytała Karolina Lewicka swojemu gościowi, posłowi Porozumienia Stanisławowi Bukowcowi.

- No brawo, takie fajne ogłoszenie. Trochę mi się wydaje, że za fajne. Brzmi jakby państwo zapraszali wolontariuszy do obsługi konferencji naukowej albo skautów na kolonie. Takie mało poważne - skomentowała z przekąsem.

- To jest subiektywna ocena pani redaktor. Ja uważam, że taki apel do osób, które mają przygotowanie medyczne to skuteczny sposób, żeby skompletować zespół. który będzie pomagał osobom zakażonym. Z tego, co przekazał mi minister Dworczyk, już 160 osób zgłosiło akces do tego zespołu - stwierdził Bukowiec.

- Mnie ta fajność razi. Towarzyszący temu też hashtag #gramyozdrowie też wydaje mi się nieodpowiedni. Bo to nie jest gra o zdrowie. To jest walka na śmierć i życie. I tak trzeba do tego podejść, zważywszy na to, co dziś powiedział doradca premiera ds. walki z COVID-19 prof. Andrzej Horban: że 10 tys. zachorowań na COVID-19 dziennie to górna granica możliwości obecnie wdrożonego systemu. Liczba zakażonych na dziś to 10 040. Czyli przekroczyliśmy już te magiczne 10 tys., może być jeszcze więcej. To oznacza, że system, który mamy przestaje być wydolny - odpowiedziała Lewicka.

- Oczywiście, to jest duża liczba. Pewnie nikt z nas nie spodziewał się, że w ciągu kilku dni liczba zachorowań tak wzrośnie. Różne zespoły eksperckie, przygotowując analizy matematyczne, prognozowały, że w listopadzie i w grudniu ta liczba będzie przybierać w znaczny sposób. Natomiast ten skok był bardzo szybki w krótkim czasie - przyznał Bukowiec.

Ale od razu zaznaczył, że jego zdaniem "obecne działania idą w dobrym kierunku". - Po pierwsze: w szpitalach są tworzone nowe miejsca dla chorych z COVID-19. Ja jestem z Małopolski, tu parę dni temu była decyzja wojewody, żeby utworzyć ich 400 w różnych częściach regionu. Oprócz tego na kolejną fazę walki z COVID-9 będą tworzone szpitale terenowe. Myślę ze ta kolejność działań jest racjonalna - przekonywał poseł.

- A nie jest spóźniona? - przerwała mu Lewicka. Przypomniała, że o tym, że druga fala nadejdzie i  będzie większa od pierwszej, mówili od dawna eksperci, a nawet sam były minister zdrowia Łukasz Szumowski. - Dlaczego rząd jest zaskoczony tym, co się dzieje? - pytała. 

- Pani redaktor, proszę sprawdzić statystyki. Jeżeli jeszcze dwa tygodnie temu mieliśmy dzienną liczbę zakażonych na poziomie 2-3 tys. i nagle dziś mamy 10 tys., to jest to skok kilkukrotny - próbował wybrnąć Bukowiec.

- No właśnie. To oznacza, że rząd coś przegapił. I przez to doprowadziliśmy do tego, że wirus się rozhulał i nie mamy już ognisk, tylko zakażenia rozproszone po całym kraju - odpowiedziała dziennikarka TOK FM.

Strategia przedstawiona dziś przez premiera Mateusza Morawieckiego jest odpowiedzią na problemy szpitali i pacjentów.

- Proszę jeszcze obraz tego, co jest w Polsce nałożyć na obraz tego, co się dzieje w krajach sąsiednich. mimo wszystko dajemy sobie radę dużo lepiej niż na przykład kraje, które teraz wprowadzają godziny policyjne i drugi lock down - dodał poseł.

- Tyle że i minister Niedzielski, i premier Morawiecki mówią, że to nie koniec obostrzeń i jeśli sytuacja będzie się dalej rozwijać w takim kierunku, to może i do godzin policyjnych dojdziemy - skwitowała to Lewicka.

DOSTĘP PREMIUM