Prof. Iwasiów: Odkąd używamy wulgaryzmów, druga strona zaczęła nas świetnie słyszeć

- Wulgaryzmy lepiej słychać. W sytuacji zerwania wszelkiej komunikacji nie da się inaczej rozmawiać. Proszę zobaczyć, że one działają. Wcześniej na nasze postulaty odpowiadano pogardliwie, lekceważąco czy obłudnie zapraszano nas do rozmów, które nigdy się nie odbyły. Odkąd używamy wulgaryzmów, druga strona zaczęła nas świetnie słyszeć i nie może udawać, że nic do nich nie dochodzi - mówiła w TOK FM prof. Inga Iwasiów.
Zobacz wideo

Od kilku dni w całej Polsce trwają protesty przeciwko wyrokowi TK, który zakwestionował zgodność z ustawą zasadniczą aborcji ze względu na ciężkie wady płodu. Manifestanci na swoich sztandarach mają dość wulgarne hasła z "wyp*******ć" i "j***ć PiS" na czele - co często podnoszą przedstawiciele władzy.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Organizacje kobiece odrzucają te zarzuty i twierdzą, że trudno - w sytuacji, gdy zabiera się kobietom ich podstawowe prawa - by zachowały spokój. - To nie są moje hasła i wielka szkoda. Bardzo żałuję, że to nie ja pierwsza wpadłam na tak celne metonimie tego, co się dzieje. Bo co lepiej przylega do sytuacji? Przez lata zgłaszałyśmy wątpliwości, próbowałyśmy rozmawiać, a skończyło się orzeczeniem TK, który nie tylko odbiera Polkom prawo do aborcji, ale też patrząc szerzej, stawia kobiety w sytuacji bycia istotami podległymi - mówiła w TOK FM prof. Inga Iwasiów, literaturoznawczyni, poetka i prozaiczka, profesor nauk humanistycznych.

Jak dodawała, dotychczas używane hasła są już niewystarczające. - Wulgaryzmy lepiej słychać. W sytuacji zerwania wszelkiej komunikacji nie da się inaczej rozmawiać. Proszę zobaczyć, że one działają. Wcześniej na nasze postulaty odpowiadano pogardliwie, lekceważąco czy obłudnie zapraszano nas do rozmów, które nigdy się nie odbyły. Odkąd używamy wulgaryzmów, to druga strona zaczęła nas świetnie słyszeć i nie może udawać, że nic do nich nie dochodzi - podkreślała prof. Iwasiów.

Gościni TOK FM - jak wiele Polek - też zaangażowana jest w protesty i używa tych haseł, za co spotykają ją pewnie konsekwencje. - Moja sprawa to taki odprysk, choć jest symptomatyczna. Dotarła do mnie fala hejtu czy "uprzejme" donosy na mnie do rektora Uniwersytetu Szczecińskiego. Zainteresowały się mną też reżimowe media, które znakomicie potrafią usłyszeć wulgaryzmy i manipulować - mówiła językoznawczyni.

Wyjaśniła, że może to służyć "przesterowaniu uwagi". - Takiemu naiwnemu dziecięcemu mówieniu: nie mówcie brzydko, bo tak nie wypada. W tle jest jednak też próba robienia porządków na uniwersytetach. Groźba czyszczenia z nich "lewactwa", "genderowców" czy feministek. Warto to kątem oka też zobaczyć, choć oczywiście nie jest to kwestia najważniejsza. Najistotniejsza sprawa to ta, z którą wychodzimy na ulice - wskazywała ekspertka.

Dodała, że trudno się nie niepokoić sytuacją w Polsce, bo sprawy przybierają groźny obrót. - Jarosław Kaczyński nawołuje wprost, żeby walczyć z nami przy pomocy jakichś bojówek czy fanatyków. Bo nie wyobrażam sobie, żeby w 2020 roku byli zdolni użyć wojska i policji przeciw obywatelom. Niepokoję się, że od dawna są formowane dziwne i oparte na umiłowaniu chaosu bojówki, które mogą uderzyć - oceniła prof. Iwasiów.

Jak dodała, to nie jest moment, żeby prowadzić teoretyczne rozważania o powrocie do dawnych metod sprzeciwu, czy "grzecznego" języka. - Jeżeli jest wojna, to nie ja ją wywołałam - podsumowała gościni TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM