Prokuratorzy mają ścigać organizatorów protestów. "Może chodzić o efekt mrożący"

Organizatorzy protesów ws. decyzji TK o aborcji na celowniku prokuratorów Ziobry. Śledczy mają ich ścigać za sprowadzanie niebezpieczeństwa dla zdrowia i życia ludzi przez szerzenie się epidemii. - Stawianie zarzutów, gdy ograniczenia są wprowadzone w sposób niekonstytucyjny i nie mający podstawy prawnej, budzi zdziwienie - ocenił w TOK FM Mirosław Wróblewski z biura RPO.
Zobacz wideo

Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski wysłał w środę pismo do prokuratorów krajowych, w którym domaga się, by śledczy stawiali organizatorom demonstracji przeciw wyrokowi TK zarzut zagrożony karą do 8 lat więzienia. Chodzi o art. 165 par. 1 pkt 1 Kodeksu karnego, który mówi o sprowadzaniu niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób powodując powodując zagrożenie epidemiologiczne lub szerzenie się choroby zakaźnej albo zarazy zwierzęcej lub roślinnej.

Zdaniem Mirosława Wróblewskiego, Dyrektora Zespołu Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego w biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, odezwa Święczkowskiego nie ma odpowiedniego umocowania prawnego. Ekspert radził, że najpierw należałoby zająć się przede wszystkim kwestią zgromadzeń publicznych. – Obecnie panuje obostrzenie, które mówi o maksymalnie 5 uczestnikach takiego spotkania. Czyli de facto zgromadzenia są prawnie zakazane. Tylko, że w przypadku polskiego porządku konstytucyjnego, taki zakaz może być tylko i wyłącznie wprowadzony ustawą, a nie tylko rozporządzeniem Rady Ministrów. To wynika z artykułu 31 ust. 3 ustawy zasadniczej – wyjaśniał ekspert.

Przypomniał, że identycznie sytuacja do niedawna wyglądała z obowiązkiem zasłaniania nosa i ust w przestrzeni publicznej. – Też jako RPO zwracaliśmy długo na to uwagę. W tej sprawie rząd się zreflektował i przeprowadził odpowiednie przepisy przez parlament. Tutaj na razie nie chce. W związku z tym w ogóle stawianie zarzutów osobom w związku z organizacją zgromadzeń jest w sytuacji, gdy ograniczenia są wprowadzone w sposób niekonstytucyjny i nie mający podstawy prawnej, budzi zdziwienie – tłumaczył gość TOK FM.

Dodał, że trudno też zrozumieć szanse na powodzenie ścigania osób z tego artykułu. – Udowodnienie związku przyczynowo-skutkowego między udziałem czy organizowaniem protestu a zarażaniem będzie bardzo trudne. Z tego tytułu można by stawiać zarzuty różnym organizacjom. Na przykład każdy kurs pociągu czy autobusu może się okazać zgromadzeniem ludzi w celu ich zarażenia. Nie wyobrażam sobie, jak coś takiego udowodnić – przekonywał ekspert.

Zwracał też uwagę, że list prokuratura generalnego może mieć także inny, ukryty cel. – Być może ma wywołać efekt mrożący. Być takim straszakiem, żeby zniechęcić ludzi do udziału w manifestacjach czy angażowaniu się w protesty – dodał Wróblewski.

DOSTĘP PREMIUM