Suchanow o planach Strajku Kobiet: W poniedziałki blokady dróg, w środę wyjazdy do mniejszych miast

Przy kwestii tzw. wyroku tzw. TK wyszedł na wierzch cały cynizm władzy. Teraz widać, że nie wolno spychać na margines praw człowieka - mówiła w TOK FM Klementyna Suchanow, pisarka i działaczka Strajku Kobiet. Poinformowała też, jak mogą wyglądać protesty w kolejnych dniach.
Zobacz wideo

Od 22 października nie ustają protesty przeciwko wyrokowi tzw. Trybunału Konstytucyjnego, który zakwestionował zgodność z ustawą zasadniczą aborcji ze względu na ciężkie wady płodu. Zdaniem Klementyny Suchanow, pisarki i działaczki Strajku Kobiet, w Polsce protesty są inne niż na świecie. - Tam zdarzają się bardziej gwałtowne rozwiązania. Oczywiście, najfajniej byłoby, gdyby to był blitzkrieg, ale obawiam się, że tak nie będzie. Nie mamy wszystkich kart w ręku - mówiła Suchanow. Jak dodała, jej zdaniem taka skala protestów oznacza, że mamy do czynienia z "początkiem końca". - Pewnej epoki, takiego stylu rządzenia. Do głosu dochodzi nowe pokolenie, które inaczej myśli o świecie. Kiedy nastąpi faktycznie koniec? Tego nie wiemy, ale na pewno, coś się kończy, a coś się zaczyna - podkreślała pisarka.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

W niedzielę Strajk Kobiet ogłosił wstępny skład Rady Konsultacyjnej; są w nim m.in. prof. Monika Płatek i Michał Boni. Wśród postulatów oprócz kwestii aborcji znalazły się prawa społeczności LGBT oraz wprowadzenie świeckiego państwa. Suchanow tłumaczyła w TOK FM, na czym ma polegać rola rady. - To jak na Polskę rozwiązanie postępowe. Na ulice wychodzą ludzie, którzy mają w sobie gniew. On wyraża się poprzez transparenty, okrzyki. Zebrałyśmy to i posegregowałyśmy. I wyszły nam różne pola tematyczne. Rada musi to przeanalizować i znaleźć natychmiastowe rozwiązania na bolączki Polaków. Musimy mieć coś w rękach, co można przedstawić ludziom - wyjaśniała działaczka i dodała, że rada jest ciałem otwartym, a w protestach "nie mogą być tylko ulicznicy, ale muszą też eksperci z różnych dziedzin".

Suchanow podkreślała też, że Strajk Kobiet trzyma się z daleka od partii politycznych. - Na razie udało nam się pewne rzeczy zastopować, ale na poziomie legislacyjnym nie udało się jeszcze osiągnąć niczego, o co walczymy. Sporo jeszcze przed nami - mówiła pisarka. Podkreślała, że w trakcie sporu wokół aborcji na wierzch wyszedł cynizm władzy. - Teraz widać, że nie wolno spychać na margines praw człowieka. Okazało się, że w czasach pandemii strach przed chorobą, czy śmiercią nie jest w stanie zatrzymać ludzi walczących o wolność - oceniła działaczka. 

Co będzie dalej?

Mikołaj Lizut, prowadzący audycję, dopytywał członkinię Strajku Kobiet, jak będą wyglądały akcje protestacyjne w następnych dniach. Suchanow odpowiadała, że sytuacja jest dynamiczna. - My jesteśmy wyczuwaczkami nastrojów. Jest pewne zmęczenie, a do tego wisi nad nami COVID-19. Na początku miałyśmy przekonanie, że nie będziemy wywoływać ludzi na ulicę, bo rząd jest nieodpowiedzialny. Jednak społeczeństwo wyszło samo i postawiło nas przed faktem dokonanym - wyjaśniała gościni TOK FM. Wspomniała o alternatywnych formach protestu. - Chciałabym, aby były one uciążliwe dla rządzących, ale też bezpieczne dla ludzi. Jednak jeśli będzie potrzeba wyjścia na ulice, to będziemy się dostosowywać do niej -  przekonywała Suchanow.

Zapowiedziała, że dopóki rząd nie wycofa się z tzw. wyroku TK ws. aborcji, to co poniedziałek działaczki będą blokować drogi w całej Polsce. - W środę planujemy wyjazdy do mniejszych miast wspierać lokalne działaczki w ich walce. Tam są problemy. Myślimy o stworzeniu mapy represji. Mnie czy Marty Lempart w Warszawie nie zatrzymają, ale biorą się za 14-latkę z Olsztyna, która organizowała protesty. Natomiast z tego co mogę powiedzieć, to na najbliższy piątek w Warszawie szykowane jest duże wydarzenie artystyczne - podsumowała gościni TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM