Bartłomiej Sienkiewicz: PiS od lat chroni narodowców. Teraz wystawili władzy rachunek

Robert Bąkiewicz bryluje w mediach, zwalając na innych odpowiedzialność za wydarzenia wczorajszego dnia i nikt go nie ściga. Państwo zaczyna być bezradne wobec chuliganów i bandytów, a wykazuje skłonność do przemocy, jeśli chodzi o pokojowo protestujących ludzi - mówił w TOK FM były minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz.
Zobacz wideo

Starcia z policją, dziesiątki rannych (także wśród funkcjonariuszy), zniszczone przystanki, stacje rowerów miejskich i spalone mieszkanie - to bilans wczorajszego Marszu Niepodległości. Impreza wbrew wcześniejszym zapowiedziom jej organizatorów nie miała spokojnego i patriotycznego charakteru. 

Tymczasem prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości Robert Bąkiewicz nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności i żąda dymisji komendanta głównego policji.

Zdaniem Bartłomieja Sienkiewicza aparat państwa jest bezradny wobec chuliganów, ale ma skłonności do przemocy w przypadku ludzi pokojowo demonstrujących, a którzy są przeciwnikami rządu. - Parę dni temu media obiegło zdjęcie pięciu policjantów, którzy wnoszą do wozu staruszkę. Nadal nękana jest nastolatka, która organizowała protest w swoim mieście. Tymczasem pana Bąkiewicza nikt nie zatrzymuje, nie żąda wyjaśnień. Organizator marszu chuliganów i bandytów jest gwiazdą mediów i próbuje zrzucić odpowiedzialność na wszystkich innych - ocenił gość Poranka Radia TOK FM. Dodał, że w wyniku tego w propagandzie rządowej może dojść do zrównania protestów organizowanych przez Strajk Kobiet z bandyckim wydarzeniami z 11 listopada. – Po to, żeby zastopować protesty przeciwko rządowi – podkreślił.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Według byłego ministra spraw wewnętrznych milczenie Jarosława Kaczyńskiego, wicepremiera ds. bezpieczeństwa, w sprawie marszu jest absolutnie haniebne. - Przecież to szef PiS wzywał te środowiska do walki kulturowej ze swoimi przeciwnikami, czyli strajkiem kobiet. To w pewnych sensie jego drużyna, wezwana do obrony kościołów,  doprowadziła do tego, co wczoraj widzieliśmy na ulicach -  przekonywał Sienkiewicz w rozmowie z Karoliną Lewicką.

PiS ma problem

W opinii polityka PO rząd PiS od lat roztaczał nad środowiskami narodowymi "niewidzialny parasol" ochronny. – Prokuratura przez lata nie była w stanie rozstrzygnąć zarzutów wobec nich. Sygnały ze strony władzy dla tych środowisk były jasne: jesteśmy z wami i nic wam się nie stanie. Narodowcy poczuli się pewnie i wystawili za to rachunek PiS. Teraz władza ma kolejny problem, czyli jaki będzie miała stosunek do ludzi, na których działania przez lata przymykała oko - uważa Bartłomiej Sienkiewicz.

Karolina Lewicka zacytowała rozmowę z wicepremierem Piotrem Glińskim, który stwierdził, że nie wiadomo kim byli "prowokatorzy" na wczorajszym marszu. Zdaniem Sienkiewicza, jeśli obóz władzy przejmie narracje organizatorów Marszu Niepodległości, to będzie to dowód na to, że akceptuje te wydarzenia. - I traktuje je jako konieczne koszty w wojnie społecznej, jaką rozpętał w Polsce. Organizatorzy marszu zawsze winę za wszystko zrzucają na jakichś niejasnych prowokatorów czy policję. A tak naprawdę są w ścisłym sojuszu z bandytami i kiedy ci są im potrzebni, to się "objawiają" - mówił gość TOK FM.

Były szef MSW uważa, że najwyższa pora, żeby zdelegalizować te środowiska. - Dość szyderstwa z państwa. Jeśli PiS będzie ich osłaniał i tłumaczył, tak jak Gliński, to przyzwala na dalszą przemoc ze strony tego środowiska - wskazał.

"Wszystko poszło nie tak"

Dziennikarka TOK FM  pytała też o działania policji. Przypomniała, że wczorajsze zgromadzenie w centrum Warszawy było nielegalne, co dwukrotnie potwierdził sąd. Do tego jego uczestnicy używali zakazanych przez prawo rac, a finalnie chuligani bili się z policją. Pałowano też dziennikarzy, a jeden z fotoreporterów został postrzelony z broni gładkolufowej. Policja twierdzi, że reagowała adekwatnie do zagrożenia, a wszystkie wątpliwości wobec interwencji funkcjonariuszy zostaną wyjaśnione.

Sienkiewicz wyjaśniał, że w przypadku zgromadzenia spontanicznego – a takim była w opinii organizatorów piesza część Marszu Niepodległości – to policja decyduje o jego rozwiązaniu. - Jednak do tego nie doszło. Co więcej, policja ten marsz przygotowała. Ulice były "wypłotowane" od placu Zawiszy do ronda Waszyngtona, po drodze rozstawiono równiutko toi-toie. I jak zwykle, z Marszem Niepodległości wszystko poszło nie tak. (…) Wśród uczestników są zdeterminowane grupy bandyckie, które wypadają na krótkie akcje i chowają się w tłum. W takiej sytuacji policja działa masowo i kieruje się w to miejsce, gdzie spodziewa się natknąć na napastników. To zawsze powoduje ryzyko poszkodowania postronnych. Prawdę mówiąc, to jest główny sposób działania chuliganów na tych marszach od lat, tutaj nic nowego się nie zdarzyło – tłumaczył były szef MSW.

"Przerażający paradoks historii"

Mieszkanie, które zostało podpalone przez uczestników wczorajszego marszu, należy do Stefana Okołowicza, który zajmuje się zbieraniem pamiątek po Stanisławie Ignacym Witkiewiczu. - "Dziarscy chłopcy" wrzucili race. To chichot czy szloch historii? - pytała Karolina Lewicka, nawiązując do najsłynniejszego dramatu Witkacego "Szewcy".

Według Sienkiewicza to przerażający paradoks historii. - Witkacy zaatakowany przez prawie najbardziej mroczne postaci z jego wyobraźni i wizji nadchodzącego społeczeństwa masowego, gdzie prymitywy i troglodyci będą dyktować warunki życia społecznego. Na naszych oczach jego proroctwo się spełniło - przyznał w Poranku Radia TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM