Pieniądze z ministerstwa kultury miała dostać m.in. firma "Dach-Complex". "Efekt musiał być taki. Prostackie kryteria"

Kto miał największe szanse na otrzymanie ministerialnej rekompensaty dla artystów? - Najsprawniejsze są te firmy, które nie prowadzą de facto działalności artystycznej, tylko zajmują się marketingiem, mają rozbudowaną księgowość, potrafią przygotowywać wnioski. Artyści za to zostali pominięci - mówił w TOK FM były minister kultury Bogdan Zdrojewski.
Zobacz wideo

Resort kultury ogłosił listę podmiotów, które otrzymają wsparcie z rządowych pieniędzy w związku ze stratami, jakie poniosły przez pandemię. Obok filharmonii i teatrów znaleźli się na niej m.in. artyści pop i disco polo. 

Wywołało to burzę w internecie. Minister kultury Piotr Gliński ogłosił w niedzielę, że "w związku z wątpliwościami dotyczącymi rekompensat postanowił wstrzymać realizację wypłat ze środków Funduszu Wsparcia Kultury (FWK) i przekazać listę beneficjentów do pilnej ponownej weryfikacji".

Zanim jednak minister przyznał, że lista może budzić wątpliwości, usiłował bronić swojego resortu, powołując się na to, że o przyznaniu funduszy decydowało nie widzimisię urzędnika, lecz algorytm, który miał gwarantować wszystkim równe szanse. 

Jak jednak zauważył w TOK FM Bogdan Zdrojewski sama przejrzystość kryteriów nie wystarczy, jeśli kryteria są, jak sam to określił, "prostackie". Były minister kultury miał całą listę zarzutów wobec zasad przyznawania pieniędzy z FWK. 

- Zastosowanie kryterium różnicy w przychodach rok do roku wynika prawdopodobnie z nieznajomości specyfiki instytucji kultury. Trzeba pamiętać, że są instytucje, które danego roku prowadzą bardzo rozbudowaną działalność ze względu np. na jakiś jubileusz. Albo przygotowują gigantyczną premierę, a potem ją tylko i wyłącznie eksploatują. Wiemy o funkcjonowaniu rzeźbiarzy czy pisarzy, którzy w danym okresie nie mają żadnych przychodów, najwyżej jakąś zaliczkę, a przychód jest przesunięty np. o dwa czy trzy lata. Teatr w Jeleniej Górze w ubiegłym roku miał remont głównej sceny, więc miał skromne przychody - sypał przykładami Zdrojewski.

- Prostactwo kryteriów musiało spowodować windowanie rozrywki, komedii, satyry, drogich imprez kosztem przedsięwzięć kultury wysokiej, które mają mniejszą widownię i budżety - dodał w rozmowie z Dominiką Wielowieyską.

Dziennikarka wskazała, że na liście beneficjentów znaleźli się nie tylko Kamil Bednarek (500 tys. zł), Grzegorz Hyży (449 tys. zł) i liderzy grup disco polo, ale i zupełnie egzotyczne podmioty, jak choćby firma "Dach-Complex i usługi artystyczne" z Gostynina. 

- Efekt musiał być taki. Najsprawniejsze są te firmy, które nie prowadzą de facto działalności artystycznej, tylko zajmują się marketingiem, mają rozbudowaną księgowość, mają podmioty, które potrafią przygotowywać wnioski do rozmaitych instytucji - skomentował to były minister kultury. Jego zdaniem w kryteriach FWK zabrakło warunku, że firma ubiegająca się o dofinansowanie musi się przynajmniej w większości zajmować działalnością artystyczną.

Całą listę Zdrojewski nazwał "krzywym zwierciadłem polskiej kultury". Dominują na niej pośrednicy, podmioty prowadzące działalność raczej rozrywkową niż kulturalną, firmy zajmujące się obsługą wesel.

- Natomiast ci artyści, którzy faktycznie zostali pozbawieni możliwości wykonywania swojego zawodu, zostali kompletnie pominięci. Bo oni się po prostu w tych kryteriach nie mieścili - podsumował w Poranku Radia TOK FM były minister.

DOSTĘP PREMIUM