Biejat o policji: Potężni, ubrani na brunatno mężczyźni zaatakowali kobiety. Ludzie myśleli, że to nazistowska bojówka

- W momencie, gdy ci młodzi ludzie zobaczyli nieoznakowanych, ubranych na brunatno, potężnych mężczyzn atakujących kobiety, to natychmiast skojarzyli to z nazistowskimi bojówkami, które na wezwanie Kaczyńskiego już atakowały kobiety. Krzyczeli: "gdzie jest policja?" - mówiła w TOK FM Magdalena Biejat, posłanka Lewicy, która podczas środowej demonstracji dostała gazem.
Zobacz wideo

Policja na środowy protest odpowiedziała blokadą ulic prowadzących do Sejmu, użyciem gazu pieprzowego oraz pałek wobec uczestników manifestacji. Najwięcej tego typu sytuacji było w okolicy pl. Powstańców Warszawy, bo manifestanci zdecydowali się protestować przed siedzibą TVP.

Wśród poszkodowanych są m.in. liderki Strajku Kobiet Marta Lempart i Klementyna Suchanow oraz posłanka Magdalena Biejat, która była gościem audycji "Światopodgląd".

Opowiadała o tym, co widziała, gdy na pl. Powstańców Warszawy osoby pokojowo protestujące zostały odcięte, a wszystkie drogi dojścia do placu zostały zablokowane przez policję.

- Byłam świadkiem, jak posłanka Marcelina Zawisza próbowała pomóc kobiecie z małym chłopcem wyjść z kordonu policyjnego. Kobieta tłumaczyła, że nie uczestniczy w proteście i nie udało się doprowadzić do tego, żeby policja ją wypuściła - mówiła w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz

Jak relacjonowała, w tej sytuacji osoby zgromadzone na placu Powstańców Warszawy nie mogły się rozejść i stały tam dwie godziny, skandując "Puśćcie nas do domów", ale policja nie reagowała. - Ani na prośby demonstrantów, ani zgromadzonych posłów, w tym moje, żeby pozwolono rozejść się pokojowo i żeby nie atakować - tłumaczyła dalej Biejat. Podkreślała, że to ewidentnie policja eskalowała przemoc. 

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

- Z mojej perspektywy działania policji były nieprofesjonalne, również dość chaotyczne - stwierdziła posłanka. Jak mówiła, próbowała ustalić, kto na miejscu jest dowódcą i wydaje polecenia, ale niektórzy policjanci nie chcieli jej tego powiedzieć, a inni nie potrafili. - Jeden z nich powiedział mi, że jest z Łodzi i nie ma kontaktu z Warszawą. Z jednej strony widać było, że policja eskalowała, z drugiej, że traci kontrolę nad tym, co się dzieje, to było groźne - tłumaczyła. 

Przekonywała też, że jej problemem nie jest to, że na miejscu byli nieoznakowani funkcjonariusze, a to, że bez żadnego powodu atakowali demonstrujących.

- Na siłę wyciągali młode dziewczyny, które nie zachowywały się agresywnie. Pałowali na oślep obecnych w tłumie demonstrujących - wymieniała przykłady. 

I dodała, że trzeba podkreślić kontekst całych wydarzeń. - W momencie, gdy ci młodzi ludzie zobaczyli nieoznakowanych, ubranych na brunatno, potężnych mężczyzn, atakujących kobiety, to natychmiast skojarzyli to z nazistowskimi bojówkami, które na wezwanie Kaczyńskiego już atakowały kobiety. Ich pierwsze skojarzenie było, że to jest atak tych bojówek i rzucili się odbijać te dziewczyny, krzycząc: "gdzie jest policja?'. Nie mieli świadomości, że to właśnie policja ich atakuje - posłanka Biejat wyjaśniała w TOK FM. 

Biejat odniosła się do jeszcze jednej kwestii. - Zgodnie z polską konstytucją nie można ograniczać prawa do zgromadzeń na podstawie rozporządzeń, policja nie ma prawa uznawać tych zgromadzeń za nielegalne - podkreśliła. Odniosła się do tego, że policja, nawołując się do rozejścia, czy spisując uczestników protestów, powtarza, że są one nielegalne.

Posłanka dodała, że "oczywiście, że to jest problematyczne, że w czasie epidemii mamy ogromne zgromadzenia, ale tak naprawdę problematyczne jest to, że w czasie epidemii mamy dyskusję o aborcji".

- Jeśli ktoś ma krew na rękach to Jarosław Kaczyński, który wyprowadził tych ludzi na ulice - powiedziała, nawiązując do słów prezesa PiS, który o to oskarżył w środę w Sejmie opozycję. 

Biejat przekonywała też, że barierki, ogromne siły policji sprowadzone z całej Polski miały służyć pokazaniu siły i zastraszeniu obywateli, i obywatelek. 

W rozmowie z dziennikarzami w Sejmie posłanka zapowiedziała, że podejmie kroki prawne i złoży skargę do Komendanta Głównego Policji ws. użycia wobec niej gazu na środowej demonstracji. Biejat podkreśliła, że występowała na niej jako posłanka i legitymowała się każdemu policjantowi, z którym wchodziła w kontakt, a przed sobą, na wysokości twarzy trzymała legitymację. Od jednego z policjantów w cywilu w takiej sytuacji dostała gazem w oczy. 

DOSTĘP PREMIUM