Suchanow o policji: Jeden się wychylił i prysnął mi gazem prosto w oczy. A potem zrobili to dwóm dziennikarzom

- W pewnym momencie, nie wiem dlaczego, jeden z nich się wychylił i prysnął mi gazem w oczy. Później to samo zrobili Maćkowi Piaseckiemu z OKO.press i dziennikarzowi Onetu - o akcji "tajniaków" na pl. Powstańców Warszawy opowiadała Klementyna Suchanow.
Zobacz wideo

Policja przeciwko protestującym w środę użyła gazu pieprzowego oraz pałek. Najgroźniej było w okolicy pl. Powstańców Warszawy, gdzie wcześniej funkcjonariusze otoczyli wszystkich kordonem.

O tej sytuacji opowiadała w "Wywiadzie Politycznym" Klementyna Suchanow, jedna z liderek Strajku Kobiet, która dokładnie widziała moment, gdy rozpoczęła się przemoc. 

- Gdy zaczęło się kotłować, podeszłam bliżej. Pałkami uderzano konkretne osoby. Wszyscy myśleliśmy, że to są kibice, ludzie Bąkiewicza, którzy byli w tłumie i uaktywnili się, gdy tłum się przerzedził - opowiadała.

Według jej relacji, w okolicy ulicy Wareckiej stworzyli zwarty szyk. - Nie rozmawiali ze sobą, wiedzieli, co mają robić. Wtedy zrobiłam im zdjęcie. Dopiero na nim zobaczyłam opaskę "Policja" - mówiła Suchanow. Powiedziała też, że w pewnym momencie "tajniacy" rzucili za siebie dwoma racami hukowymi.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

- W pewnym momencie, nie wiem dlaczego, jeden z nich tak się wychylił i prysnął mi gazem w oczy. Później to samo zrobili Maćkowi Piaseckiemu z OKO.press i dziennikarzowi Onetu - dodała. Jak mówiła, od tamtego momentu protest się dla niej skończył, bo przez godzinę nic nie widziała, potem całą noc czuła pieczenie. Do tej pory ma ślady na twarzy.

- Oni wyglądali zdecydowanie jak prowokatorzy, zachowywali się agresywnie i stwarzali zagrożenie dla ludzi, którego nie było, zanim się nie pojawili - podsumowała Suchanow. Jej zdaniem tłum cały czas był spokojny, podobnie jak na poprzednich protestach.

Suchanow dodała, że podobną akcję już widziała i było to w sierpniu na Krakowskim Przedmieściu podczas zatrzymania Margot. - Była tam grupa podobnych panów, którzy pierwsi wyskoczyli do pacyfikacji. To jakieś ekipy do zadań specjalnych. Politycznie rzecz biorąc, rozumiem, dlaczego zostały wczoraj użyte, ale legalistycznie rzecz biorąc, zupełnie nie były potrzebne. Nikt w tym tłumie nie był agresywny - przekonywała w TOK FM aktywistka. 

DOSTĘP PREMIUM