Prof. Magdalena Środa: Władza i Zbigniew Ziobro przejmują metody gomułkowskie

Prof. Magdalena Środa przekonywała w TOK FM, że władza zbyt łatwo operuje wieloma narzędziami przemocy. - Skoro to jest tak dominujące, to oznacza, że traci władze. Rządzi nami szaleniec, to widać po jego zachowaniach. To niezwykle szkodliwe - oceniła.
Zobacz wideo

Minister sprawiedliwości - prokurator generalny Zbigniew Ziobro polecił Prokuraturze Okręgowej w Warszawie wszcząć postępowanie karne wobec wszystkich osób, które upubliczniły nazwiska i adresy funkcjonariuszy. Chodzi o pojawiające się w internecie dane i wizerunki nieumundurowanych policjantów, którzy w minionym tygodniu brutalnie interweniowali w czasie protestów Strajku Kobiet.

Zdaniem profesor Magdaleny Środy państwo zbyt łatwo zwraca się w kierunku środków przemocowych wobec obywateli. - To, co się działo wtedy na placu Powstańców Warszawy, jest więcej niż skandaliczne. Przypomina się rok 1968. Wtedy też "tajniacy" wkręcali się w tłum tzw. robotników. Władza i Zbigniew Ziobro przejmują metody gomułkowskie. Władza, która ucieka się do takich ohydnych zagrywek, traci władze. Jest w panice - podkreślała ekspertka. Jej zdaniem skończył się czas nazywania władzy PiS autorytarną. - Stajemy się maleńkim państwem despocji. Rządzi nami szaleniec. To chore i niezwykle szkodliwe - oceniła w Poranku Radia TOK FM.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Także według Piotra Trudnowskiego z Klubu Jagiellońskiego Zbigniew Ziobro podjął złą decyzję. - W sytuacji, kiedy ktoś przekracza swoje uprawnienia, to opinia publiczna powinna znać szczegóły i mieć możliwość indywidualnej oceny konkretnych osób - stwierdził.

Jednak dodał od razu, że w związku z obostrzeniami manifestacje, jak ta środowa w Warszawie, są nielegalne. - To było kontynuacja manifestacji sprzed dwóch tygodni. Po wyroku TK można było mówić, że odbyły się w trybie zgromadzenia spontanicznego. Te ostatnie już takie nie były. (…) Nie wydarzyło się nic nagłego i niemożliwego do przewidzenia. W całej Europie państwa wykorzystują w dość podobny sposób przemoc do rozwiązania takich manifestacji i pacyfikacji ich uczestników. Natomiast wobec tych, którzy przekraczają uprawnienia, powinny zostać wyciągnięte konsekwencje - przekonywał Trudnowski.

"Premier nie ma autorytetu"

Komentatorzy rozmawiali też o sobotniej konferencji Mateusza Morawieckiego. Premier zaapelował wtedy o "sto dni solidarności" w walce z pandemią. Zapowiedział też łagodzenie restrykcji dotyczących handlu.

Dowiedzieliśmy się, że nauka zdalna potrwa de facto do końca roku, a uczniowie w całym kraju w jednym terminie udadzą się na zimowe ferie. "Gazeta Wyborcza" zauważyła, że z opublikowanych projektów rozporządzeń wynika, iż w Wigilię, ani w Boże Narodzenie, ani w sylwestra w domach nie może spotkać się więcej niż pięć osób. Ograniczenia nie dotyczą osób mieszkających w jednym gospodarstwie domowym.

Według prof. Środy premier Morawiecki utracił zaufanie w społeczeństwie. - Nie wiadomo, na jakiej podstawie podejmowane są decyzje. Jest chaos. Rzuca się restrykcjami, kiedy jest już za późno, albo ogłoszą się je za wcześnie. To ograniczenie co do świąt jest dziwne. Merytorycznie może i rozsądne, ale z punktu widzenia swobód obywatelskich wydaje się więcej niż kuriozalne. Jak rząd zamierza kontrolować wigilijne stoły? Będzie rozsyłał bojówki po domach? Rozumiem, że to pewna rada. Ale miałoby to sens, gdyby osoba wysuwając takie coś cieszyła się jakimś zaufaniem - oceniała surowo komentatorka.

Piotr Trudnowski zwrócił uwagę, że po 10 miesiącach pandemii rząd w końcu przedstawił pewien bardziej długofalowy plan dotyczący obostrzeń. - Są warianty na długie tygodnie, miesiące. Wcześniej było różnie. Teraz są jasne wskaźniki przesadzające o wprowadzeniu obostrzeń. Dokumenty są przygotowane, będą konsultacje, czas na poprawę. To powinno być standardem - ocenił.

Chwalił też rząd za próbę rozwiązania kwestii świąt. - Ten impuls legislacyjny dotyczący spędzania świąt w małych grupach wydaje się potrzebny. Taka jest rola praw, żeby przedstawiać wzorzec zachowań. Być może przez te pięć tygodni dotrze do Polaków, że jest to wyraziste zalecenie, żeby nie odwiedzać rodzin i nie narażać innych na zachorowanie. Być może duża część społeczeństwa się zastosuje, wiedząc, jaka jest stawka - podkreślał Trudnowski.

Dodał jednocześnie, że nie trafił jeszcze na rozsądne wytłumaczenie tego, dlaczego ferie w jednym okresie mają być bezpieczniejsze niż rozłożone w czasie.

DOSTĘP PREMIUM