"Niech policjanci pomyślą, co robią. Po zmianie władzy społeczeństwo zażąda, by ich bezlitośnie karać"

- Władza w Polsce trafiła w ręce ludzi, którzy nie rozumieją tego, że wolne, niezależne od władzy media są gwarantem demokracji. Napaść na dziennikarza to najgorsza rzecz, jaka może wydarzyć się w demokratycznym państwie, a wczoraj to widzieliśmy - mówił Andrzej Rozenek w TOK FM.
Zobacz wideo

Rzecznik Komendy Głównej Policji, inspektor Mariusz Ciarka na antenie TOK FM twierdził, że nie widzi nic złego w zatrzymaniu Agaty Grzybowskiej. Sugerował, że fotoreporterka celowo błysnęła fleszem aparatu policjantowi w oczy. Dodał też, że jest nieobiektywna, chociaż nie wiadomo, jakim to ma związek z jej zatrzymaniem w trakcie poniedziałkowego protestu przed Ministerstwem Edukacji Narodowej. Te tłumaczenia Andrzej Rozenek, poseł SLD w "Wywiadzie Politycznym" nazwał absurdami. 

- Złośliwe błyskanie fleszem? Absurd. Fotoreporter jak robi zdjęcie, to bardzo często ten flesz błyska. To dorabianie ideologii po zajściu i poszukiwanie jakiekolwiek argumentu do ataku - mówił. 

- Nieobiektywna? Też absurd - dodał. Rozenek tłumaczył, że policja długo walczyła o to, by w oczach społeczeństwa być formacją, która staje w obronie obywateli, jest pomocna. - I taki pseudorzecznik teraz zniechęca ludzi do policji, pokazując, że pracują tam ludzie troszeczkę nieprzygotowani do tej służby. Albo troszeczkę nierozwinięci emocjonalnie. Bo jak rzecznik policji może oceniać to, czy jakiś dziennikarz jest obiektywny czy nieobiektywny? - pytał Andrzej Rozenek.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Według niego jest to powód, by inspektora Ciarkę zdymisjonować, gdyż jest on "rzecznikiem poważnej instytucji państwowej, a on się do tej roli w ogóle nie nadaje". - I co to jest za rzecznik, który cały czas powtarza: "ja uważam", "ja sądzę", "ja przypuszczam", "ja mam takie zdanie"? - dziwił się Rozenek. Bo jak tłumaczył - a sam był rzecznikiem i dziennikarzem - inspektor nie reprezentuje siebie, tylko policję. więc ma mówić w imieniu policji, a nie swoim własnym. Dlatego Rozenek uważa, że inspektor Ciarka jest nieodpowiednim człowiekiem na tym stanowisku. 

Prowadząca audycję Karolina Lewicka pytała polityka, czy ostatnie działania policji uważa za naruszenie art. 44 Prawa Prasowego ("utrudnianie lub tłumienie krytyki prasowej") lub art. 231 Kodeksu Karnego ("przekroczenie uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych" - w tym wypadku policjantów).

- Nie tylko ja to dostrzegam. Dostrzegają to też liczne organizacje dziennikarskie. Władza w Polsce trafiła w ręce ludzi, którzy nie rozumieją tego, że wolne, niezależne od władzy media są gwarantem demokracji. Napaść na dziennikarza to najgorsza rzecz, jaka może wydarzyć się w demokratycznym państwie, a wczoraj to widzieliśmy - mówił Andrzej Rozenek. Stwierdził, że w ostatnim czasie w ogóle "nie znajduje słów usprawiedliwienia na to, co się dzieje."

Próbował jednak znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego policja stała się brutalniejsza wobec protestów niż była na ich początku? Jak stwierdził, "podwyżki dla niektórych mogły być silnym impulsem do zaangażowania się w tłumienie tych protestów." - Podejrzewam też, ze są bardzo silne naciski polityczne na przełożonych tych policjantów. Generałowie i oficerowie na czele policji nie mają takiego kręgosłupa, jakiego byśmy oczekiwali i ulegają tym naciskom. Społeczeństwo ich kiedyś z tego rozliczy - dodał. 

I zaapelował do wszystkich policjantów, żeby się zastanowili, co robią. - Mają przecież rodziny, żony. Łatwo sobie wyobrazić, że po zmianie władzy społeczeństwo zażąda komisji weryfikacyjnej, która będzie każdy z takich przypadków analizować i bezlitośnie karać tych ludzi za to, że łamali prawo, konstytucję - przekonywał.

Jak podkreślał "państwo to nie PiS", a policjanci nie przysięgali bronić PiS-u i mają także prawo odmówić rozkazu niezgodnego z prawem.

- Jeśli policjant atakuje teleskopową pałką bezbronne kobiety, to znaczy że w tej formacji dzieje się coś strasznego - ocenił Rozenek. Stwierdził też, że policja zaczęła zmieniać się na gorsze, kiedy do rządu jako wicepremier wszedł Jarosław Kaczyński.

DOSTĘP PREMIUM